Cierpliwość nauczycieli pękła. Po tym, jak biskupi oskarżyli ich o "deprawację dzieci" i "wprowadzanie ideologii gender", pedagodzy z Fundacji "Ja, Nauczyciel" przeszli do bezpardonowej kontrofensywy. Wystosowali do Episkopatu ostry jak brzytwa list otwarty, w którym nie ma miejsca na dyplomację. Żądają wyjaśnień i zaprzestania "pomawiania", które, ich zdaniem, jest "społecznie szkodliwe i demoralizujące".
Nauczyciele mają dość. Wystosowali ostry list do biskupów
Nauczyciele powiedzieli: dość. Na biurka Prezydium Konferencji Episkopatu Polski trafił list otwarty od Fundacji "Ja, Nauczyciel", który jest bezpośrednim ciosem w narrację Kościoła. To był cios za cios. List jest odpowiedzią na sierpniowe pismo biskupów, które według nauczycieli podkopało ich autorytet i rozpętało histerię wśród rodziców. Pedagodzy nie gryzą się w język, nazywając działania hierarchów wprost.
To działanie społecznie szkodliwe i demoralizujące
W liście nauczyciele wyrażają "głęboki niepokój", podkreślając, że zostali postawieni "w nieuzasadnionym, negatywnym świetle, sugerując ich udział w działaniach ideologicznych". Czują się oskarżeni i pomówieni, dlatego domagają się od biskupów "doprecyzowania i wyjaśnienia stanowiska" oraz "zaprzestania pomawiania".
Biskupi grzmią o "systemowej deprawacji dzieci". Te słowa rozpętały burzę
Co tak wzburzyło pedagogów? List pasterski KEP, opublikowany z okazji XV Tygodnia Wychowania, to prawdziwy akt oskarżenia przeciwko edukacji zdrowotnej. Biskupi biją na alarm, twierdząc, że przedmiot ten ma na celu "3r00tyzację" dzieci i "wprowadza do szkoły genderową koncepcję płci". Hierarchowie zaapelowali do rodziców, by ci nie godzili się "na systemową deprawację dzieci".
Prowadzona przez niektóre media propaganda podkreśla, że w edukacji zdrowotnej chodzi o zdrowie uczniów, a tymczasem w istotnej swej części przedmiot ten zawiera treści dotyczące tzw. zdrowia s8sualnego, których celem jest całkowita zmiana w postrzeganiu rodziny i miłości
Według biskupów tematyka se8ualności w ramach nowego przedmiotu jest "oderwana od kontekstu małżeństwa i rodziny", a sama rodzina, rozumiana jako ojciec, matka i dzieci, jest "całkowicie zmarginalizowana". To właśnie te słowa stały się iskrą zapalną w tym potężnym sporze o edukację.
"Podsycanie irracjonalnych obaw". Pedagodzy odpowiadają na zarzuty punkt po punkcie
Odpowiedź nauczycieli była równie mocna. W swoim liście nie zostawili na zarzutach Kościoła suchej nitki. Stanowczo odrzucają insynuacje, jakoby ich celem była ideologiczna rewolucja. Podkreślają, że edukacja zdrowotna prowadzona jest przez wykwalifikowaną kadrę, zgodnie z podstawą programową i najnowszą wiedzą naukową, z pełnym poszanowaniem godności uczniów.
Naszym celem nie jest "zmiana postrzegania rodziny i miłości", lecz wyposażenie młodych ludzi w wiedzę i kompetencje niezbędne do bezpiecznego, świadomego i odpowiedzialnego życia.
Zdaniem autorów listu narracja Episkopatu "posługuje się nieprawdziwymi sformułowaniami, podsyca irracjonalne obawy wśród rodziców, podważając autorytet szkoły, wiedzy naukowej i wartości edukacji". Nauczyciele kończą twardym żądaniem: chcą "otwartej, uczciwej dyskusji" i natychmiastowego "zaprzestania pomawiania".
Kłótnia o kształt polskiej szkoły trwa w najlepsze, tymczasem dorośli udowadniają, jak bardzo edukacja zdrowotna w szkołach jest potrzebna: Dziennikarka zdruzgotana niewiedzą posła PiS. On "wielu rzeczy nie wiem", ale twoje dzieci chce uczyć [memy]
Wojna na listy to jedno. Rodzice już masowo wypisują dzieci z zajęć
Ten spór to nie tylko wojna na słowa. Prawdziwa bitwa rozgrywa się w domach, a jej ofiarami mogą być dzieci. Słowa biskupów padły na podatny grunt, a efekty widać już w szkolnych ławkach. W regionach o silnych wpływach Kościoła, takich jak Podhale, Podkarpacie czy Lubelszczyzna, rodzice masowo wypisują dzieci z zajęć. Skala rezygnacji jest alarmująca. Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 7 w Lublinie, Mariusz Lisek, podaje druzgocące dane:
W jednej z klas wychowawczyni ustaliła, że na 14 uczniów na edukację zdrowotną będzie chodziła jedna osoba.
Podobne sygnały płyną z gminy Czarny Dunajec, gdzie burmistrz Marcin Ratułowski potwierdza nikłe zainteresowanie przedmiotem we wszystkich 16 podległych mu podstawówkach. Rodzice mają czas na podjęcie ostatecznej decyzji do 25 września. Dopiero wtedy Ministerstwo Edukacji pozna pełną skalę tego zjawiska. Dla edukacji zdrowotnej będzie to prawdziwy dzień sądu, który pokaże, czyj głos – nauczycieli czy biskupów – okazał się w Polsce silniejszy.