Zdzisław Szostak przez lata mieszkał drzwi w drzwi z rodzicami Michała O., spędzając z nimi wolny czas i bawiąc się na wspólnych sylwestrach. Spokojne sąsiedzkie relacje przerwały dramatyczne wydarzenia z minionego weekendu. W Ostrowcu, w budynku przy ulicy Tylnej, służby natrafiły na ciała trzech osób: rodziców oraz siostry 24-letniego sprawcy sobotniego ataku w Krakowie.
- Ciała Janusza O., Renaty O. oraz ich córki odnaleziono w mieszkaniu na ostatnim piętrze bloku przy ulicy Tylnej w Ostrowcu Świętokrzyskim
- Renata O. pracowała na kasie w pobliskiej Biedronce
- Zdzisław Szostak wiedział o obecności broni w lokalu, jednak wspólne wyjazdy ojca z synem na strzelnicę uważał za zwykłą pasję
- Córka małżeństwa mieszkała w Krakowie i zginęła podczas weekendowych odwiedzin u rodziców
Wspólne sylwestry i sąsiedzkie relacje w Ostrowcu
Zdzisław Szostak przez lata dzielił ze swoimi sąsiadami ścianę i wspólne korytarze. Dziś mężczyzna próbuje zrozumieć, jak w lokalu obok mogło dojść do tak wielkiej tragedii. W trzypiętrowym bloku na ostrowieckim osiedlu wszyscy dobrze znali Janusza i Renatę O. Kobieta była kasjerką w pobliskim markecie, a w pamięci mieszkańców zapisała się jako osoba życzliwa i pogodna.
Sąsiedzi spędzali ze sobą wiele wolnych chwil i regularnie celebrowali Nowy Rok. Córka małżeństwa, mieszkająca na co dzień w Krakowie, przyjechała do rodziców w odwiedziny. Kiedy policyjni technicy prowadzili oględziny w nocy z soboty na niedzielę, w oknach opuszczonego lokalu na ostatnim piętrze wciąż paliły się światła.
W rozmowie z dziennikarzami "Faktu" Zdzisław Szostak wspominał sąsiadów.
Przyjaźniłem się z jego rodzicami. Mieszkaliśmy drzwi w drzwi. Razem się w sylwestra bawiliśmy. Tacy pogodni ludzie. Nie to co on

Zachowanie Michała O. i milczenie na klatce schodowej
Zdzisław Szostak pamięta wyraźny kontrast między rodzicami a ich synem. Podczas gdy Janusz i Renata O. witali sąsiadów z uśmiechem, Michał O. pozostawał wycofany. 24-latek unikał kontaktów towarzyskich i nie nawiązywał bliższych znajomości.
Mężczyzna widział młodego sąsiada w piątek, na dzień przed wydarzeniami w Małopolsce. Michał O. minął go w milczeniu, tak jak zwykle. W sobotę pan Zdzisław miał wolne od pracy i cały dzień spędził w mieszkaniu. Nie słyszał żadnych odgłosów awantury. O zachowaniu 24-latka opowiedział dziennikarzom "Faktu".
On troszkę dziwny. Nigdy nie rozmawiał. Jak mu się przypomniało, rzadko, to mówił dzień dobry. A tak to kaptur naciągnięty na głowę. Nigdy go nie widziałem w moro
x.com
Niedzielne wyjazdy na strzelnicę i arsenał za ścianą
Obecność broni palnej w mieszkaniu rodziny O. nie stanowiła dla Zdzisława Szostaka tajemnicy. Sąsiad wiedział, że w lokalu obok znajduje się sprzęt strzelecki, ale nie uważał tego za niebezpieczne. Wspólne hobby ojca i syna traktował jako pasję sportową, realizowaną poza osiedlem.
Każdej niedzieli o poranku obaj mężczyźni wyjeżdżali spod domu na strzelnicę. Nikt nie podejrzewał, że ta aktywność może wiązać się z tragedią. Gdy w sobotni wieczór pod budynek przyjechały radiowozy, a uzbrojeni funkcjonariusze odgrodzili teren taśmami, lokatorzy musieli opuścić swoje mieszkania. Wrócili do nich dopiero po godzinie 23:00.
Zdzisław Szostak w rozmowie z dziennikarzami "Faktu" mówił o swoim niedowierzaniu po tragedii.
Trudno mi zrozumieć to, co się stało. Normalni ludzie, bardzo otwarci