Pod Tatrami rozgrywa się edukacyjny absurd, w który trudno uwierzyć. Rodzice masowo wypisują dzieci z darmowych lekcji o zdrowiu psychicznym i radzeniu sobie z hejtem, bo boją się "s8sualizacji". W zamian lokalny samorząd wydaje 700 tysięcy złotych z ich podatków na dodatkową godzinę religii, bo "Polska to nadal kraj katolicki".
"100 procent odmów". W tych szkołach nikt nie będzie uczył się o zdrowiu
Kiedy we wrześniu 2025 roku w całej Polsce ruszył nowy przedmiot, edukacja zdrowotna, w wielu podhalańskich szkołach sale lekcyjne nadal pozostają puste. W gminie Czarny Dunajec sprzeciw przybrał formę zorganizowanego bojkotu. W Szkole Podstawowej im. Św. Jana Kantego w Odrowążu na zajęcia nie zapisano ani jednego ze 100 uczniów. To nie wyjątek, a reguła.
Podobna sytuacja ma miejsce w całej gminie. Urzędnicy i dyrektorzy potwierdzają skalę zjawiska. "Są szkoły, w których wszyscy rodzice zadeklarowali, że nie poślą swoich dzieci na te zajęcia" – przyznaje Iwona Wontorczyk z delegatury kuratorium oświaty. Wymienia jednym tchem kolejne placówki, gdzie frekwencja wyniesie zero: "100 proc. rezygnacji jest w szkołach w Cichem, Podszklu, Podczerwonem".
Rodzice nie czekali nawet na rozpoczęcie roku szkolnego. Jak mówi dyrektorka Maria Domagała, "niektórzy rodzice już 1 września przyszli do szkoły z gotowymi pismami".
Boją się "ideologii". Czego naprawdę uczy edukacja zdrowotna?
Czego tak panicznie obawiają się górale? Z ich wypowiedzi wyłania się obraz przedmiotu jako narzędzia do "promowania pewnych ideologii". Rodzice mówią wprost, że nie życzą sobie, by ich dzieci uczyły się o "związkach partnerskich" czy osobach LGBTQ+. W uchwale rady gminy Czarny Dunajec padają jeszcze mocniejsze słowa o "systemowej deprawacji dzieci i młodzieży".
Ja się nie zgadzam na to, by opowiadano mojej córce o związkach partnerskich. My mamy tutaj swoje poglądy, swoją wiarę. Nie ma mojej zgody na to, by urzędnicy z Warszawy decydowali o tym, jakie poglądy ma wyznawać moje dziecko
– mówi pan Andrzej, jeden z rodziców.
Inni idą jeszcze dalej. Jedna z mieszkanek argumentuje, że "jej dziecko chodzi na dodatkowy angielski i na piłkę, co jej zdaniem jest bardziej potrzebne niż edukacja zdrowotna". Wygląda na to, że umiejętność radzenia sobie ze stresem i presją rówieśników przegrywa z nauką kopania piłki.
Tymczasem podstawa programowa edukacji zdrowotnej, przygotowana przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, skupia się na problemach, z którymi mierzą się dziś wszyscy młodzi ludzie. To lekcje o radzeniu sobie ze stresem, rozpoznawaniu emocji, profilaktyce chorób i uzależnień. Kluczowym elementem jest także nauka o higienie cyfrowej i obronie przed h8jtem w szkole – zjawiskami, które nie omijają nawet najmniejszych miejscowości.
Co ciekawe, nawet konserwatywni publicyści łapią się za głowę, widząc argumentację przeciwników. Tomasz Terlikowski, odnosząc się do listu biskupów w tej sprawie, stwierdził wprost:
Apel biskupów oparty jest na fałszywych przesłankach, ich list zawiera ewidentne kłamstwa, a uznanie jego argumentacji oznacza realną szkodę dla naszych dzieci

Zdrowie za darmo? Nie, dziękuję. Gmina woli wydać 700 tys. zł na drugą religię
Paradoksalnie, podczas gdy rodzice odrzucają darmową wiedzę o zdrowiu psychicznym dzieci, ich samorząd lekką ręką wydaje setki tysięcy złotych na dodatkową religię w szkole. Gmina Czarny Dunajec zabezpieczyła w budżecie prawie 700 tys. zł na sfinansowanie drugiej lekcji katechezy. Na te zajęcia, w przeciwieństwie do edukacji zdrowotnej, chętnych nie brakuje. Wręcz przeciwnie – zgłosiło się 100% rodziców.
Burmistrz Marcin Ratułowski broni decyzji, tłumacząc, że to odpowiedź na potrzeby społeczności:
Rodzice wyraźnie zgłosili, że chcą dla swoich dzieci drugiej lekcji religii. Wiem, że część osób będzie nas teraz oskarżać o ciemnotę i zacofanie, ale to nieprawda. Czarny Dunajec inwestuje ogromne środki w sport, edukację i kulturę. Dodatkowa katecheza to odpowiedź na oczekiwania mieszkańców, a nie cofanie się w rozwoju.
Tłumaczy, że jego zadaniem jest szanować wybory mieszkańców, bo to oni "płacą podatki". W efekcie pieniądze, które mogłyby wspierać rozwój kompetencji kluczowych w XXI wieku, zostaną przeznaczone na dodatkową, nieobowiązkową katechezę.

Dyrektorzy załamują ręce. "Dzieci nie zawsze radzą sobie emocjonalnie"
W całym tym sporze najcichszy jest głos tych, którzy na co dzień pracują z dziećmi i widzą ich realne problemy. Dyrektorka jednej ze szkół, Iwona Florczyk, nie kryje, że nowy przedmiot byłby dla uczniów ogromnym wsparciem. Jej słowa brutalnie obnażają, jak bardzo decyzje rodziców mijają się z rzeczywistością.
Nawet w małych miejscowościach pojawiają się problemy związane z cyfryzacją, hejtem czy presją rówieśniczą. Dzieci nie zawsze radzą sobie emocjonalnie, mieliśmy już sytuacje związane z dojrzewaniem i trudnościami psychicznymi. [...] Zajęcia z edukacji zdrowotnej mogłyby być tu dużym wsparciem.
Dane epidemiologiczne są alarmujące – rośnie liczba diagnoz zaburzeń depresyjnych, lękowych i prób s@m00bójczych wśród młodzieży. Odrzucenie edukacji zdrowotnej to pozbawienie dzieci narzędzi, które mogłyby pomóc im przetrwać najtrudniejsze chwile dorastania w coraz bardziej skomplikowanym świecie.
Tradycja kontra XXI wiek. Kto naprawdę zapłaci za ten wybór?
Spór o edukację zdrowotną na Podhalu to coś więcej niż tylko dyskusja o szkolnym programie. To zderzenie dwóch światów: konserwatywnej wizji wychowania opartej na tradycji i religii z realnymi wyzwaniami, jakie stawia przed młodzieżą współczesność. Burmistrz Ratułowski przekonuje, że gmina dba o rozwój fizyczny dzieci, "inwestując w boiska", a rodzice chcą rozwijać "wychowanie w kierunku wartości".
Pytanie tylko, czy te wartości pomogą dziecku, które stanie się ofiarą cyberprzemocy, wpadnie w sidła uzależnienia lub nie będzie potrafiło poradzić sobie z własnymi emocjami. Rodzice i samorządowcy podjęli decyzję w imię swoich przekonań. Ostateczną cenę za ten ideologiczny wybór zapłacą jednak nie dorośli, a ich dzieci. Zostaną wypuszczone w świat bez narzędzi do walki o swoje zdrowie, za to z dwiema godzinami religii w tygodniu.