Nowy rok szkolny, nowe tornistry... i stara, dobra wojna światopoglądowa. Arcybiskup Tadeusz Wojda grzmi z ambony, że Edukacja Zdrowotna to prosta droga do d3prawacji, a rodzice mają czas do 25 września, by uratować swoje dzieci. Resort edukacji uspokaja, a w tle jak bumerang wraca niewygodne pytanie o losy kościelnej komisji ds. krzywdzenia małoletnich.
"Nie wyrażajcie zgody". O co apeluje arcybiskup Wojda i do kiedy?
Konkrety na początek: Arcybiskup Wojda, metropolita gdański i szef Konferencji Episkopatu Polski, wezwał rodziców, by nie posyłali dzieci na lekcje nowego przedmiotu. List odczytany podczas niedzielnych mszy nie pozostawia złudzeń — w szkolnych ławkach czyha zagrożenie.
Ważne: to zajęcia nieobowiązkowe. Rodzice mogą wyrazić sprzeciw do 25 września, a uczniowie pełnoletni decydują sami. Jeśli tego nie zrobią, szkoła zapisze ich automatycznie. Hierarchowie nie mają wątpliwości, że to prosta droga do zepsucia.
Drodzy Rodzice! Przyszłość dzieci jest w Waszych rękach. Pamiętajcie, że jesteście w sumieniu przed Bogiem odpowiedzialni za ich prawidłowe wychowanie. Nie wolno Wam zgodzić się na systemową deprawację Waszych dzieci, która ma być prowadzona pod pretekstem tzw. edukacji zdrowotnej.
Według hierarchy, prawdziwą tarczą dla duszy ma być nie wiedza o świecie, a lekcje religii.
Tylko uczestnicząc w lekcji religii młody człowiek ma okazję rozwijać się w pełni, zadać naprawdę każde pytanie i poszukać na nie odpowiedzi.
Co naprawdę jest w "Edukacji Zdrowotnej"? Fakty zamiast strachów
Kościół straszy genderem, s3sualizacją i "oderwaniem od rodziny". Sprawdziliśmy, co tak naprawdę kryje się w programie przedmiotu, który wywołał moralną panikę. Spoiler: zamiast ideologicznej bomby, znaleźliśmy instrukcję obsługi życia w XXI wieku.
Na liście tematów: radzenie sobie ze stresem, odróżnianie fake newsów od prawdy w internecie, asertywność i podstawy profilaktyki. Do tego dochodzą zagadnienia związane z dojrzewaniem, relacjami i higieną, a prowadzić je mają nauczyciele biologii, WF-u czy szkolni pedagodzy.
Głos poparcia wyraziła też państwowa komisja do spraw przeciwdziałania wykorzystaniu seksualnemu małoletnich, oceniając przedmiot jako kluczowy element profilaktyki przemocy. A to, czy skorzystać z tej wiedzy — pozostaje w gestii rodziców.
Paradoks, który trudno przełknąć: bezdzietny duchowny o wychowaniu dzieci
Z jednej strony mamy więc głos bezdzietnych duchownych, którzy z absolutną pewnością instruują miliony rodziców, jak wychowywać ich dzieci. Z drugiej – codzienność tychże rodziców: walkę o zdrowie psychiczne nastolatków, strach przed zagrożeniami w sieci i desperackie poszukiwanie języka, by rozmawiać o dojrzewaniu.
Czy naprawdę nieobowiązkowe zajęcia o higienie i asertywności są większym zagrożeniem niż milczenie? Ambona mówi o "demoralizacji", a szkoła o tym, jak rozpoznać zły dotyk i gdzie szukać pomocy. Wybór, jak zwykle, należy do rodziców.
Pytanie, które wraca: co z kościelną komisją do spraw krzywd małoletnich?
W ogniu tej debaty wraca niewygodne pytanie, które politycy i publicyści kierują do hierarchów. Wierni od lat czekają na jasne i konsekwentne działania kościelnej komisji badającej krzywdzenie małoletnich. Transparentność w tej kwestii to absolutna podstawa zaufania.
Wiceministra edukacji Katarzyna Lubnauer ujęła to bez ogródek:
W liście Prezydium Episkopatu są kłamstwa. Przecież w programie edukacji zdrowotnej wyraźnie jest napisane o szacunku wewnątrz rodziny, o szacunku do rodziców, do dziadków. Arcybiskup Tadeusz Wojda ma problem z powołaniem kościelnej komisji do spraw p3d0filii. Dziwię się więc, z jakim przekonaniem walczy z edukacją zdrowotną.
instagram.com/barbaranowacka
Rodzice kontra ambona i polityka: co mówią sondaże i reakcje
Na horyzoncie pojawiły się już pierwsze protesty. W Gdyni pikietowano 1 września, a w Gdańsku zapowiedziano manifestację z udziałem polityków prawicy. Po drugiej stronie słychać apele, by "nie dać się histerii" i najpierw przeczytać program.
W badaniu IBRiS dla Radia Zet aż 66,4 proc. ankietowanych nie chce zaangażowania Kościoła w spór o nowy przedmiot. Wygląda na to, że Polacy wolą decydować sami.
Przeciwnicy jednak nie składają broni.
Ten przedmiot to, według nas, edukacja antyzdrowotna. S3sualizacja to nie edukacja. Chodziłem do szkoły podstawowej w czasach PRL i tego typu tematyka pojawiała się dopiero w ósmej klasie szkoły podstawowej, a nie w czwartej.
MEN odbija piłkę: "to szczepionka na przemoc i dezinformację"
Resort edukacji nie zamierza stać bezczynnie i odpiera zarzuty, nazywając je "kłamstwami". W oficjalnej komunikacji ministerstwo przedstawia Edukację Zdrowotną nie jako zagrożenie, ale jako tarczę.
Jak podkreśla strona rządowa, przedmiot uczy młodych, jak rozpoznać manipulacje, czym grozi s3xting i gdzie szukać wsparcia w kryzysie psychicznym.
Edukacja zdrowotna to jest szczepionka dla dzieci przeciwko m.in. s3sualizacji, przeciwko temu, żeby były traktowane jako obiekty s3sualne. I po to, żeby wiedziały, czym jest zły dotyk, jak unikać niesprawdzonych informacji np. o dietach w internecie.
Religia — nieobowiązkowa — ma trafiać na pierwszą lub ostatnią godzinę. W przypadku Edukacji Zdrowotnej”\ takiego wymogu nie ma, co już budzi obawy dyrektorów o chaos w planie lekcji.
Pytanie, czyj głos okaże się głośniejszy: ambony ostrzegającej przed "d3prawacją", czy rozsądku rodziców, którzy najlepiej wiedzą, z czym ich dzieci mierzą się każdego dnia. Decyzja należy do nich.