To miała być rutynowa konferencja prasowa, ale jedno pytanie o tubki owocowe rozpętało prawdziwe piekło. Emocje sięgnęły zenitu, gdy poseł PiS Jan Kanthak stracił panowanie nad sobą, a dziennikarz musiał go uspokajać słowami: "Niech pan na mnie nie krzyczy!". Tego nikt się nie spodziewał.
Zanim wybuchła afera tubkowa, iskrzyło na całego
Zanim jednak doszło do słynnej wymiany zdań, atmosfera polityczna była gęsta od samego początku. Już dwa dni temu 29 października, także w trakcie konferencji prasowej Janusza Kowalskiego, który grzmiał o rzekomym "okradaniu Polski" przez rząd Tuska, doszło do niespodziewanego spięcia. Jego przemowę przerwał przechodzień, rzucając krótko: "Niech pan nie żartuje, panie pośle". To wystarczyło, by poseł PiS natychmiast przeszedł do kontrataku.
Co żartuję? Tusk okrada Polskę
odparował Kowalski, na co usłyszał bezceremonialną ripostę:
Wy też jesteście złodziejami.
Ten krótki, ale wymowny incydent od razu nadał konferencji konfrontacyjny ton i był zaledwie preludium do tego, co miało nadejść.
Wrogość parlamentarzystów PiS przeniosła się także na dziennikarzy. Gdy reporter Telewizji Polskiej próbował zadać pytanie, został całkowicie zignorowany przez Andrzeja Śliwkę. Poseł PiS, zamiast udzielić głosu, zaczął go strofować i dwukrotnie rzucił w jego stronę złośliwość, że ten "zapomniał dziś serduszka". Gdy dziennikarz nie zamierzał odpuścić, Śliwka stracił cierpliwość.
Przeszkadza nam pan w konferencji prasowej. Proszę odejść
nakazał reporterowi. Było jasne, że nerwy polityków są napięte do granic możliwości.
Pytanie o musy owocowe. To był zapalnik
Dzisiaj, 31 października, doszło do kumulacji złych emocji. Sceneria jakich wiele w polskiej polityce: konferencja prasowa Prawa i Sprawiedliwości. Przed mikrofonami stanęli między innymi Mariusz Błaszczak i Jan Kanthak. Wszystko szło zgodnie z planem, dopóki głosu nie zabrał reporter TVN24. Jego pytanie, zamiast dotyczyć głównego tematu, zeszło na zaskakujące tory.
Dziennikarz, nawiązując do ustaleń Wirtualnej Polski, zapytał wprost o powiązania polityków PiS z firmą Dawtona. To pytanie-zapalnik miało wkrótce wysadzić w powietrze cały porządek konferencji.
Czy państwo też korzystaliście w swoich kampaniach wyborczych z saszetek owocowych, kupionych za półdarmo od firmy Dawtona? Jak dalej będziecie bronili ministra Telusa?
Kanthak nie wytrzymał. Padły oskarżenia i legendarny już okrzyk
Po tym pytaniu atmosfera zgęstniała. Zamiast spokojnej odpowiedzi, Jan Kanthak odpalił prawdziwą tyradę skierowaną w stronę dziennikarza i jego stacji. Poseł PiS zarzucił mediom, że te wciąż zajmują się jego partią, mimo że ta od dawna nie jest u władzy, a następnie spróbował odwrócić uwagę, atakując politycznych rywali.
Wiele osób się zastanawiało, jak ten TVN będzie funkcjonował, jak PiS już nie będzie rządził i o czym będziecie robić materiały. Eureka, PiS nie rządzi, a wy się dalej nami zajmujecie.
Polityk próbował też powiązać sprawę z Kampusem Polska Przyszłości Rafała Trzaskowskiego i sugerował, że dziennikarz powinien zająć się rzekomymi aferami w Koalicji Obywatelskiej. Gdy reporter spokojnie odparł: "Państwo są z PiS-u, więc pytam o polityków PiS-u", miarka ostatecznie się przebrała. Ton głosu Kanthaka stał się tak agresywny, że sprowokował interwencję, która przejdzie do historii politycznych konferencji.
Niech pan na mnie nie krzyczy, tylko odpowie na pytanie o ministra Telusa.
Cześć głośnej przemowy posła Kathaka można zobaczyć Tutaj (od 49 min.):
Czytaj także: Dlaczego Kaczyński jest w furii? O co chodzi w aferze z CPK
Błaszczak próbował ratować sytuację. Bezskutecznie
Gdy Jan Kanthak tracił panowanie nad sobą, gaszeniem pożaru zajął się Mariusz Błaszczak. Były szef MON próbował profesjonalnie odwrócić uwagę od niewygodnego tematu, przedstawiając PiS jako partię, która w przeciwieństwie do Platformy Obywatelskiej potrafi wyciągać konsekwencje.
Zawieszeni zostali posłowie do czasu wyjaśnienia tej sprawy. W przypadku Platformy Obywatelskiej o tym nie słyszeliśmy. Ponadto, w akcie notarialnym zagwarantowano prawo Skarbu Państwa, aby ta działka wróciła w posiadanie po cenie z 2023 r.
Próba uspokojenia nastrojów na niewiele się jednak zdała. Reporter TVN24 nie zamierzał odpuszczać i powtórzył: "Ale ja pytałem o tubki smakowe". W odpowiedzi usłyszał tylko chóralne wołanie polityków PiS, którzy próbowali zagłuszyć dalsze pytania, rzucając w pośpiechu: "Prosimy o kolejne pytanie". Chaos i unikanie odpowiedzi stały się głównymi bohaterami tego spotkania.
Afera z tubkami w tle. O co tak naprawdę poszło?
Dlaczego z pozoru błahe pytanie o saszetki owocowe wywołało taką furię? Odpowiedź kryje się w ustaleniach dziennikarzy śledczych Wirtualnej Polski. Ujawnili oni, że w 2023 roku politycy PiS, w tym ówczesny minister rolnictwa Robert Telus, zamawiali w firmie Dawtona tubki z musem owocowym z własnymi wizerunkami. Te gadżety wyborcze miały być kupowane po rażąco niskich cenach.
Sprawa nabiera rumieńców, gdy połączymy ją z innym, znacznie większym skandalem. Tuż przed oddaniem władzy, Ministerstwo Rolnictwa kierowane przez ministra Telusa zgodziło się na sprzedaż 160-hektarowej, strategicznej działki pod CPK wiceprezesowi firmy Dawtona, Piotrowi Wielgomasowi. Grunt, sprzedany za 23 miliony złotych, po zmianie przeznaczenia może być wart nawet 400 milionów. Nic dziwnego, że pytanie o "tubki smakowe" okazało się dla polityków PiS tak niewygodne.