Zbigniew Ziobro przed komisją ds. Pegasusa: "Ja byłem inicjatorem zakupu tego systemu"

Zbigniew Ziobro przed komisją ds. Pegasusa: "Ja byłem inicjatorem zakupu tego systemu"

Zbigniew Ziobro przed komisją ds. Pegasusa: "Ja byłem inicjatorem zakupu tego systemu"

Posiedzenie sejmowej komisji ds. Pegasusa / Fot. instagram.com/zbigniewziobroofficial; Wiki Commons

Na te słowa czekała cała Polska. Po miesiącach unikania komisji i dziewięciu nieudanych próbach wezwania, Zbigniew Ziobro – doprowadzony siłą przez policję – w końcu stanął przed jej obliczem i wyznał prawdę jak na spowiedzi. Były minister sprawiedliwości nie tylko przyznał, że to on stał za zakupem Pegasusa, ale zrobił to z dumą, ujawniając przy tym, na kim testowano potężne narzędzie do inwigilacji.

Reklama

Ziobro przyznaje wprost: "Jestem z tego dumny"

To był polityczny teatr, na który wszyscy czekali. Po dziewięciu próbach i miesiącach unikania przesłuchania, Zbigniew Ziobro, doprowadzony siłą przez policję, wszedł na salę obrad komisji śledczej ds. Pegasusa nie jak oskarżony, ale jak tryumfator. Zamiast się tłumaczyć, od razu zadeklarował:

Ja byłem inicjatorem zakupu tego systemu.

Te słowa, rzucone prosto w twarz członkom komisji, wstrząsnęły polską polityką. Ziobro nie tylko potwierdził to, co od miesięcy było przedmiotem spekulacji, ale zrobił to w sposób, który nie pozostawiał złudzeń. Nie czuł się winny – czuł się dumny. Jak sam stwierdził, zakup Pegasusa to była "dobra decyzja", a on sam jest rad, że przyłożył do tego rękę. "Jestem z tego dumny. Zrobiłbym to po raz kolejny" – rzucił, dając jasno do zrozumienia, że nie zamierza za nic przepraszać.

Reklama

Na celowniku Giertych i Nowak. Tak Ziobro tłumaczył inwigilację

Skąd ta duma? Według byłego prokuratora generalnego, system Pegasus był "niezwykle skutecznym narzędziem" w walce z najgroźniejszymi przestępcami. Ziobro malował obraz państwa bezradnego wobec "grup mafijnych", które do komunikacji używały szyfrowanych komunikatorów. Afera Pegasusa? Dla niego to raczej historia sukcesu.
Jako koronne dowody na zasadność inwigilacji, Ziobro wskazał dwie głośne sprawy. Pierwsza dotyczyła Romana Giertycha i spółki Polnord, gdzie według niego dochodziło do "defraudacji polskiego majątku". Bez wahania opisywał, jak "5 mln zł trafiło do pana Giertycha, na jego konto we Włoszech". Drugi przykład to Sławomir Nowak, były minister w rządzie Donalda Tuska. Tutaj Ziobro mówił o wykryciu dzięki Pegasusowi "wielkiej korupcji człowieka, który był bliskim współpracownika Donalda Tuska".
To jednak nie koniec rewelacji. Ziobro w swoich zeznaniach pominął kluczowy fakt: "polski wątek" sprawy Nowaka został umorzony z powodu "oczywistego braku podstaw oskarżenia", a prokuratura umorzyła także postępowanie w sprawie Polnordu z powodu braku znamion przestępstwa.

Kimisja śledcza ds. pegasusa z Magdaleną Sroką w białej marynarce Wiki Commons

Pieniądze dla ofiar poszły na szpiegowanie? Kulisy finansowania Pegasusa

Prawdziwa burza rozpętała się jednak, gdy padło pytanie o pieniądze. Jak sfinansowano narzędzie do inwigilacji warte 25 milionów złotych? Odpowiedź jest równie szokująca, co samo przyznanie się do zakupu. Środki pochodziły z Funduszu Sprawiedliwości, który z założenia miał pomagać ofiarom przestępstw i ich rodzinom.
Ziobro bez ogródek przyznał, że to on wpadł na ten pomysł i zlecił swojemu zastępcy, Michałowi Wosiowi, zbadanie prawnej możliwości takiego manewru. Według niego, nie było lepszego przeznaczenia tych środków.

Jeżeli Fundusz [Sprawiedliwości - przyp. red.] może temu służyć, to nie ma lepszego przeznaczenia Funduszu niż właśnie taki cel.

W ten sposób środki przeznaczone dla ofiar posłużyły do zakupu jednego z najpotężniejszych systemów szpiegowskich na świecie. Decyzję, którą podjął Michał Woś, Ziobro ocenił jako "w pełni zgodną z prawem", dodając, że sam "podjąłby identyczne decyzje".

Reklama

Polityczna burza po słowach Ziobry. "Wkopał kilku kumpli"

Zeznania byłego ministra natychmiast wywołały lawinę komentarzy. Członkowie komisji nie kryli oburzenia. Wiceszef komisji, Tomasz Trela z Lewicy, skwitował przymusowe doprowadzenie świadka krótko: "organy państwa polskiego działają".
Co ciekawe, Zbigniew Ziobro, przyznając się do inicjatywy, jednocześnie zręcznie próbował przerzucić odpowiedzialność na swoich byłych kolegów z rządu PiS. Podkreślił, że to on był "inicjatorem przekazania środków", ale wybór konkretnego systemu to już inna bajka.

Zakup konkretnego systemu to była sfera odpowiedzialności służb specjalnych ministra Mariusza Kamińskiego, więc proszę nie wprowadzać w błąd opinii publicznej.

Tymi słowami Ziobro wbił szpilę byłemu szefowi MSWiA i CBA, sugerując, że to on podejmował kluczowe decyzje. Wygląda na to, że przyznanie się do winy było tylko początkiem. Prawdziwa walka o to, kto poniesie ostateczną odpowiedzialność za aferę Pegasusa, dopiero się zaczyna.

Reklama

Cała Polska patrzyła tylko na nią. Córka Borysa Budki na widowni w "Tańcu z Gwiazdami". To skóra zdjęta z ojca!
Źródło: AKPA
Reklama
Reklama