Jarosław Kaczyński, przyparty do muru pytaniem o kompromitującą niewiedzę posłów na temat biologii, postanowił wznieść się na wyżyny absurdu. Jego filozoficzna odpowiedź na pytanie o owulację i tęsknota za "dawnym, lepszym światem" przejdą do historii jako symbol całkowitego odlotu polskiej polityki.
Sejmowe korytarze zamieniły się w pole minowe, a amunicją stały się pytania z podstaw biologii. Dziennikarze, zmęczeni jałową dyskusją o rzekomej "deprawacji" w ramach edukacji zdrowotnej oraz skandalicznymi wypowiedziami o nauczycielach przedmiotu, postanowili sprawdzić, czy jej najwięksi krytycy sami odrobiliby lekcje. Zaczęło się polowanie, a politycy, jeden po drugim, wpadali w sidła własnej ignorancji. Efekt? Festiwal kompromitacji, który pokazał, że zanim zacznie się pouczać dzieci, warto samemu wrócić do szkolnej ławki.
Sejmowy egzamin z biologii. Posłowie polegli na owulacji i polucji
Gdyby to był skecz kabaretowy, nikt by nie uwierzył. Niestety, to wydarzyło się naprawdę. Gwiazdą niezapowiedzianej kartkówki został poseł PiS, Andrzej Kosztowniak. W programie "Debata Gozdyry" w Polsat News, zapytany przez prowadzącą Agnieszkę Gozdyrę, czym jest polucja, bezradnie przyznał:
Nie, nie wiem. Ja wielu rzeczy nie wiem i myślę, że pani również.
Kiedy wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer zapytała, jak zamierza rozmawiać z synem o dojrzewaniu, skoro sam nie ma o tym pojęcia, poseł przeszedł do ataku, rzucając butnie: "Niech się pani zajmie własnymi dziećmi, a nie moimi". To nie była jednorazowa amnezja. Chwilę wcześniej, w TVP Info, ten sam polityk na pytanie o różnicę między okresem a owulacją wyznał z rozbrajającą szczerością:
Nie wiem, nie pamiętam. Nie interesowałem się tym, przyznaję, nawet na biologii.
W studiu zapadła cisza tak gęsta, że można by ją kroić nożem. Inni nie byli lepsi – senator Marcin Karpiński stwierdził, że "nie będzie wchodził w te tematy", a wiceminister Ireneusz Raś z PSL taktownie zamilkł.

Warto przeczytać dokładnie: Dziennikarka zdruzgotana niewiedzą posła PiS. On "wielu rzeczy nie wiem", ale twoje dzieci chce uczyć [memy]
Gdy wydawało się, że poziom absurdu osiągnął dno, na scenę wkroczył prezes PiS i zaczął kopać głębiej.
"To jest taka ewolucja". Kaczyński tłumaczy niewiedzę i tęskni za "dawnym światem"
Dziennikarka TVP, Justyna Dobrosz-Oracz, dopadła Jarosława Kaczyńskiego w Sejmie i bez ogródek zapytała o wpadki jego kolegów: "Widział pan tę kompromitację?". Prezes PiS, z miną wyrażającą głębokie zdegustowanie, odparł, że żadnej kompromitacji nie widział, bo "jako żywo to nie jest kwestia polityczna". Kiedy dziennikarka nie dawała za wygraną, argumentując, że w dobie internetu i "prno0 na wyciągnięcie ręki" edukacja jest kluczowa, Kaczyński wygłosił sentencję, która przejdzie do annałów.
Jest to taka ewolucja tematyki, którą się mają zajmować politycy, która mi głęboko nie odpowiada.
Tak oto w odpowiedzi na pytanie o owulację usłyszeliśmy o ewolucji. Gdy Dobrosz-Oracz stwierdziła, że nie można udawać, że świat się nie zmienił, prezes z tęsknotą w głosie odparł:
No ale zmienił się w złym kierunku i należy wracać do tego dawnego.
Czy ten "dawny, lepszy świat" to czasy, w których politycy mogli z dumą obnosić się ze swoją niewiedzą na temat podstaw funkcjonowania ludzkiego organizmu? Tego prezes już nie wyjaśnił.
Lekarz nie wytrzymał: Taka ignorancja to raj dla szarlatanów
Kompromitujące wypowiedzi polityków to nie tylko materiał na internetowe memy. To realne zagrożenie, na które zwracają uwagę eksperci. Dr n. med. Michał Sutkowski nie ma wątpliwości, że postawa osób decydujących o edukacji dzieci ma poważne konsekwencje.
Nasza społeczna wiedza o zdrowiu jest znikoma. To właśnie dlatego pojawia się tylu szarlatanów, antyszcz*pionkowców, osób żerujących na naszej niewiedzy.
Słowa lekarza pokazują, że duma z ignorancji prezentowana przez polityków PiS to woda na młyn dla tych, którzy podważają naukę i medycynę. W czasach fake newsów i teorii spiskowych brak podstawowej wiedzy u rządzących staje się niebezpieczny dla całego społeczeństwa.
Tusk wysyła posłów na korepetycje z kreskówki. "Gorąco polecam"
Na reakcję politycznych przeciwników nie trzeba było długo czekać. Z wyjątkowo złośliwą, ale i trafną puentą wystąpił premier Donald Tusk. Zamiast wdawać się w filozoficzne dysputy w stylu prezesa PiS, postanowił wskazać posłom odpowiednie źródło wiedzy, dostosowane do ich poziomu.
Lata temu oglądałem z dziećmi, a niedawno z wnuczkami, znaną francuską kreskówkę. "Było sobie życie". Gorąco polecam posłom PiS.
Tym samym cała afera zyskała popkulturowy wymiar, a poważna debata o edukacji zdrowotnej w szkołach zamieniła się w ogólnonarodową kpinę z polityków, którzy podstawy biologii muszą nadrabiać, oglądając bajki dla dzieci.
Internet zalał się śmiechem. "Owulacja to lewacka ideologia"
Decyzja o obronie ignorancji przez prezesa PiS wywołała w sieci prawdziwą lawinę. Internauci bezlitośnie punktowali absurdalną logikę i oderwanie polityków od rzeczywistości. "Wychodzi na to, że owulacja to lewacka ideologia, a polucja to wymysł Tuska" – kpił jeden z użytkowników. Inny dodał: "Kaczyński tęskni za czasami, gdy o dzieciach decydował bocian, a nie jakaś tam biologia".
Co ciekawe, najnowszy sondaż SW Research dla Onetu pokazuje, że ponad połowa Polaków popiera wprowadzenie zajęć z edukacji zdrowotnej. Wygląda na to, że społeczeństwo jest daleko przed swoimi przedstawicielami. Podczas gdy politycy debatują, czego uczyć dzieci, w Sejmie przydałaby się obowiązkowa lekcja przyrody. Pierwszy temat: czym się różni cykl miesiączkowy od cyklu wyborczego.