W TVN24, w programie "Tak jest", posłanka PiS Agnieszka Wojciechowska van Heukelom zaatakowała edukację zdrowotną w szkołach. Prowadzący Rafał Wojda natychmiast przerwał wywód, oburzony językiem wykluczenia stosowanym przez posłankę. A ta, przyznajmy, w język się nie gryzła (choć powinna).
Co padło na antenie. Chwila, która zamieniła rozmowę w pyskówkę
Poniedziałkowe "Tak jest" w TVN24 miało być merytoryczną rozmową o edukacji zdrowotnej w szkołach. W kilka sekund zamieniło się jednak w pyskówkę na antenie TVN24, gdy posłanka PiS Agnieszka Wojciechowska van Heukelom sięgnęła po stygmatyzujący język. Najpierw wyliczała "problemy" nowego przedmiotu, a potem padła fraza, która zatrzymała program.
To rodzice powinni decydować. Rodzice — a nie jakieś drag queen, nie jakieś takie coraz częściej pojawiające się w przestrzeni publicznej dz1w@dła.
Reakcja prowadzącego była natychmiastowa i stanowcza. Rafał Wojda nie miał wątpliwości, że granica została przekroczona. W studio zapadła krótka cisza, a potem padło zdanie, które przeszło do historii tego programu.
Słucham? Pani naprawdę to powiedziała?
Kiedy posłanka próbowała brnąć dalej, prowadzący uciął temat i jasno wyznaczył ramy debaty w programie TVN24.

Nie będę akceptował w moim programie takich określeń dotyczących osób, które chcą żyć tak, jak chcą żyć
Ciemnogród w prime time. Dlaczego te słowa są groźne
Nazwijmy to po imieniu: to jest ciemnogród w prime time. Mówienie w ten sposób o ludziach nie jest opinią, tylko dehumanizującą etykietą, która normalizuje pogardę i nakręca nietolerancję. To język wykluczenia, który w dodatku uderza w tych, których debata dotyczy wprost — uczniów, rodziców oraz nauczycieli, którzy będą realizować podstawę programową.
Takie słowa budują przyzwolenie na "pol0wanie na innych", wpychając szkołę w rolę poligonu ideologicznej wojny.
Fakty kontra insynuacje. Kto naprawdę poprowadzi edukację zdrowotną
Zostawmy emocje, przejdźmy do faktów. Od września edukacja zdrowotna zastępuje dotychczasowe WDŻ, a w tym roku uczestnictwo jest nieobowiązkowe — rodzice mogą zrezygnować we wrześniu. To prawda. Ale równie prawdą jest, że to nie "drag queen" ani "dz1w@dła" poprowadzą te zajęcia. Rozporządzenie MEN wprost wskazuje katalog kwalifikacji.
Lekcje prowadzić mogą nauczyciele z przygotowaniem pedagogicznym w zakresie edukacji zdrowotnej, a także nauczyciele biologii, przyrody, wychowania fizycznego i dotychczasowego WDŻ. Do nauczania dopuszczeni są również psychologowie-nauczyciele oraz absolwenci kierunków medycznych i zdrowia publicznego — lekarz, lekarz dentysta, farmaceuta, pielęgniarka/położna, fizjoterapeuta, ratownik medyczny, a także specjaliści żywienia i dietetyki — pod warunkiem posiadania przygotowania pedagogicznego.
Krótko: to będą wykwalifikowani edukatorzy, a nie fantazmaty rodem z internetowych łańcuszków. Emocje w studiu to jedno, ale prawo i standardy kształcenia mówią jasno. Sugerowanie inaczej to kłamliwe sugestie, które szkodzą zaufaniu do szkoły i nauczycieli.
Kościół podsyca lęk, politycy to amplifikują. "Systemowa d8prawacja" i inne strachy
Tło jest znane: Konferencja Episkopatu Polski uznała nowy przedmiot za niezgodny z konstytucją i publicznie wezwała rodziców do wypisywania dzieci z zajęć. W specjalnym liście hierarchowie napisali wprost:
Nie wolno Wam zgodzić się na systemową d8prawację Waszych dzieci, która ma być prowadzona pod pretekstem tzw. edukacji zdrowotnej.
To retoryka strachu, którą część polityków podrzuca do obiegu, żeby rozhuśtać emocje i zbić kapitał polityczny. Głos sprzeciwu padł w programie "Tak jest" także ze strony Lewicy. Piotr Kowal przypomniał, że o zdrowiu powinni mówić specjaliści, nie kazalnice, a oskarżenia Episkopatu ocenił krótko:
To są daleko idące kłamstwa.
I to niestety trafna diagnoza zjawiska. Zamiast rozmowy o kompetencjach nauczycieli i treściach nauczania, dostajemy grzmoty o "d8pr@wacji". Skutek? Dzieci i szkoły stają się mięsem armatnim politycznej awantury — a przed tym, jak podkreśla ministra Barbara Nowacka, szkołę trzeba "ochronić […] przed awanturą polityczną".

Reakcje po emisji. Internet nie zostawił na słowach posłanki suchej nitki
Po programie Tak jest sieć zalała fala komentarzy. Widzowie wskazywali, że w debacie publicznej nie ma miejsca na etykietowanie ludzi i używanie ich jako straszaka. Wiele osób chwaliło Rafała Wojdę za natychmiastową reakcję i obronę standardu rozmowy w programie w TVN24.
Pojawiały się głosy, że edukacja zdrowotna to właśnie tarcza dla dzieci — przed przemocą, dezinformacją i presją rówieśniczą. Dominował wniosek prosty i zdroworozsądkowy: jeśli rozmawiamy o zdrowiu uczniów, to trzymajmy się faktów i zostawmy stygmatyzujące epitety na śmietniku.