Napięcie na granicy NATO sięga zenitu, a rosyjskie myśliwce testują cierpliwość sojuszu. Donald Tusk jasno zapowiedział zestrzeliwanie naruszycieli, gdy wlecą w przestrzeń powietrzną Polski.
Tusk stawia sprawę jasno. "Decyzje będziemy podejmowali bezdyskusyjnie"
Premier Donald Tusk stawia sprawę jasno:
Chcę bardzo wyraźnie powiedzieć. Decyzję o zestrzeliwaniu obiektów latających my będziemy podejmowali bezdyskusyjnie, kiedy naruszają nasze terytorium i latają nad Polską. Tu nie ma o czym dyskutować.
Wtedy, kiedy mamy do czynienia z sytuacjami nie do końca jasnymi, na przykład ostatni przelot rosyjskich myśliwców nad platformą Petrobalticu, ale bez naruszenia, bo to nie są nasze wody terytorialne, trzeba się dwa razy zastanowić, zanim podejmie się decyzję o działaniach, które mogą wywołać już bardzo ostrą fazę konfliktu.
Jesteśmy gotowi do każdej decyzji, która ma na celu unicestwienie wszystkich obiektów, które mogą nam zagrażać. Ale muszę mieć 100-procentową pewność, że sojusznicy będą traktowali to w taki sam sposób jak my, że w sytuacji, gdy konflikt wejdzie w bardzo ostrą fazę, to nie będziemy sami w tym.
Przesłanie premiera jest jednoznaczne: każde naruszenie przestrzeni powietrznej Polski spotka się z ostateczną reakcją. W sytuacjach niejasnych, jak incydenty nad wodami międzynarodowymi, Polska zachowa rozwagę, ale kluczowa będzie koordynacja z NATO. Priorytetem pozostaje bezpieczeństwo Polski, a skuteczna obrona powietrzna Polski wymaga zarówno determinacji, jak i stuprocentowej pewności wsparcia ze strony sojuszników.

Rosja bezczelnie testuje granice NATO. Ostatnie dni to prawdziwa eskalacja
Słowa Donalda Tuska to bezpośrednia odpowiedź na serię prowokacji Kremla. W ubiegły piątek trzy samoloty MIG-31 wtargnęły nad estońską wyspą Vaindloo, przebywając w przestrzeni powietrznej sojusznika przez około 12 minut. Maszyny leciały z wyłączonymi transponderami, uniemożliwiając kontakt. W odpowiedzi MSZ Estonii wezwało rosyjskiego chargé d’affaires i wręczyło mu formalną notę protestacyjną.
Tego samego dnia doszło do kolejnego incydentu na Morzu Bałtyckim. Dwa rosyjskie myśliwce wykonały niski przelot nad platformą Petrobaltic należącą do Orlenu, naruszając jej strefę bezpieczeństwa około 70 km na północ od Jastarni. Chociaż zdarzenie miało miejsce poza wodami terytorialnymi Polski, dotyczyło kluczowej polskiej infrastruktury. To nie odosobnione przypadki – w nocy z 9 na 10 września odnotowano powtarzające się incydenty z udziałem rosyjskich dronów nad Polską. Władze rosyjskie, jak zwykle, utrzymują, że wszystkie loty były zgodne z planem.
Tak wygląda standardowa procedura polskich służb podczas naruszenia granicy państwowej i przechwycenia obcego statku powietrznego:
Przechwycenie polega na identyfikacji obcego wojskowego statku powietrznego, nawiązaniu z nim łączności radiowej i kontaktu wzrokowego oraz naprowadzeniu go na właściwy kierunek lub wysokość lotu albo wymuszeniu lądowania na wskazanym lotnisku
Jednak gdy te kroki zawiodą, Polska obrona ma prawo do ostatecznego rozwiązania, jakim jest zestrzelenie intruza.

Europa ma dość. Litwa i Czechy nawołują do twardej odpowiedzi
Czas dyplomatycznych półśrodków najwyraźniej się kończy. W reakcji na incydent w Estonii, ministra obrony Litwy, Dovile Šakaliene, zasugerowała wprost, że NATO powinno zestrzeliwać rosyjskie samoloty naruszające granice Sojuszu. Jej apel spotkał się z poparciem innych liderów regionu, zmęczonych nieustanną grą nerwów ze strony Moskwy.
Wtóruje jej prezydent Czech Petr Pavel, były szef Komitetu Wojskowego NATO, który opowiedział się za stanowczą reakcją, "łącznie z ewentualnym zestrzeleniem rosyjskich maszyn".
Coraz więcej stolic postuluje twardą odpowiedź w konflikcie NATO Rosja, by powstrzymać agresję Rosji i wzmocnić bezpieczeństwo NATO. Również szef BBN Sławomir Cenckiewicz wprost wskazuje na konieczność zestrzeliwania celów realnie zagrażających infrastrukturze i cywilom, podkreślając, że Rosja eskaluje konflikt.
Turcja już raz to zrobiła. Świat wstrzymał oddech
To nie tylko teoria. W 2015 roku należąca do NATO Turcja zestrzeliła rosyjski bombowiec Su-24 po wielokrotnych ostrzeżeniach o naruszeniu przestrzeni powietrznej przy granicy z Syrią. Ankara podjęła decyzję samodzielnie, bez formalnych konsultacji w ramach Sojuszu, co wywołało najpoważniejszy kryzys między Rosją a NATO od dekad. Świat wstrzymał oddech, obawiając się otwartego konfliktu.
Konsekwencje były jednak zaskakujące. Po początkowym okresie dyplomatycznego mrozu, Rosja znacząco ograniczyła swoje prowokacje wobec Turcji, a nawet zaproponowała Ankarze budowę strategicznego gazociągu Turkish Stream. Jak podsumowuje analityk Wojciech Jakóbik, ten precedens niesie ważną lekcję.
Precedens turecki pokazuje, że taki ruch może być skuteczny. Po zdarzeniu z 2015 roku Rosjanie przestali naruszać przestrzeń turecką, a nawet zaproponowali Turcji budowę gazociągu Turkish Stream, który działa do dziś
Historia pokazuje, że twarda polityka obronna bywa skuteczna — i dokładnie taki sygnał wysyła dziś Warszawa.