Alarm na wschodniej flance NATO. W piątek rano trzy rosyjskie myśliwce MiG-31, zdolne do przenoszenia pocisków hipersonicznych, bezprawnie wleciały w przestrzeń powietrzną Estonii. Maszyny z wyłączonymi transponderami krążyły nad terytorium Sojuszu przez 12 minut, zanim poderwane w trybie alarmowym myśliwce F-35 zmusiły je do odwrotu. Politycy w Tallinnie i Brukseli grzmią o "bezprecedensowej bezczelności" i celowym testowaniu Zachodu przez Putina.
Rosyjskie MiG-i nad Estonią. 12 minut, które wstrzymało oddech
Piątkowy poranek 19 września 2025 roku przyniósł gwałtowny wzrost napięcia na granicy Sojuszu. Trzy rosyjskie myśliwce przechwytujące MiG-31 wleciały w przestrzeń powietrzną Estonii w rejonie wyspy Vaindloo na Zatoce Fińskiej. Nie było mowy o pomyłce – to była jawna prowokacja.
Rosyjskie maszyny leciały z wyłączonymi transponderami, co czyniło je niewidocznymi dla cywilnych radarów. Piloci nie złożyli planu lotu ani nie nawiązali łączności z estońską kontrolą ruchu lotniczego. Przez 12 długich minut krążyły nad terytorium Sojuszu. To już czwarte takie naruszenie w tym roku, ale tym razem skala i zuchwałość Rosjan przekroczyły wszelkie granice.
Alarm, "scramble" i natychmiastowa odpowiedź. Tak zadziałał parasol ochronny NATO
Reakcja Sojuszu była dokładnie taka, jakiej oczekiwano – błyskawiczna i zdecydowana. W bazie lotniczej w Estonii zawyły syreny alarmowe. Poderwano myśliwce w trybie "scramble", co w wojskowym żargonie oznacza jedno – natychmiastowy start. W powietrze w kilka minut wzbiły się włoskie F-35 stacjonujące w Estonii w ramach misji Baltic Air Policing.
Rzeczniczka NATO, Allison Hart, nie pozostawiła wątpliwości co do gotowości Sojuszu:
NATO zareagowało natychmiast i przechwyciło rosyjskie samoloty, które w piątek rano naruszyły przestrzeń powietrzną Estonii. To kolejny przykład lekkomyślnego zachowania Rosji i możliwości reagowania NATO.
Równolegle z rykiem silników odrzutowców, ruszyła machina dyplomatyczna. Rząd w Tallinnie wezwał na dywanik rosyjskiego chargé d'affaires, wręczając mu oficjalną notę protestacyjną. To jasny sygnał, że takie incydenty nie będą tolerowane.
"Bezprecedensowo brutalne". Estonia i Europa nie gryzą się w język
Politycy w Estonii i Brukseli nie przebierali w słowach, określając rosyjskie działania jako skrajnie niebezpieczne. Estoński minister spraw zagranicznych, Margus Tsahkna, nazwał incydent aktem bezprzykładnej agresji.
Rosja naruszyła już w tym roku przestrzeń powietrzną Estonii czterokrotnie, co samo w sobie jest nie do zaakceptowania. Jednak dzisiejsze wtargnięcie, gdy trzy myśliwce wleciały w naszą przestrzeń powietrzną, jest bezczelnością bez precedensu.
W podobnym tonie wypowiedziała się premier Estonii, Kaja Kallas, która ostrzegła, że to celowe działanie mające na celu sprawdzenie determinacji Zachodu.
Dzisiejsze naruszenie przestrzeni powietrznej Estonii przez rosyjskie samoloty wojskowe jest wyjątkowo niebezpieczną prowokacją. Putin wystawia na próbę determinację Zachodu. Nie wolno nam okazać słabości.
Głos zabrała również szefowa Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen, która zapowiedziała, że na eskalację ze strony Rosji będzie twarda odpowiedź, wzywając do szybkiego przyjęcia kolejnego, już 19. pakietu sankcji.
Na każdą prowokację odpowiemy z determinacją, inwestując jednocześnie w silniejszą flankę wschodnią
– oświadczyła.
To nie pierwszy raz. Rosja regularnie testuje cierpliwość Sojuszu
Piątkowy incydent nad Estonią to nie przypadek, a element większej układanki. To trzecie naruszenie przestrzeni powietrznej Unii Europejskiej w ciągu zaledwie kilku dni i kolejny element niebezpiecznej gry Kremla. Zaledwie tydzień wcześniej, w nocy z 9 na 10 września, polska przestrzeń powietrzna została wielokrotnie naruszona przez rosyjskie drony. Wtedy również poderwano myśliwce, które zestrzeliły część maszyn.
Podobne incydenty miały miejsce nad Rumunią. Coraz wyraźniej widać, że Rosja celowo testuje granice, procedury obronne i czas reakcji Sojuszu. Każda taka prowokacja to sprawdzian dla jedności i determinacji Zachodu. Jak stwierdził generał David Deptula, Putin "naciska, wywiera presję, żeby zobaczyć, jak daleko można się posunąć. On rozumie tylko język siły, więc NATO musi wyznaczyć linie".