Donald Tusk wygrywa bitwę, ale przegrywa wojnę o Polskę. Choć Koalicja Obywatelska utrzymuje przewagę, to podział mandatów jest dla rządu bezlitosny. Najnowsze badanie opinii publicznej nie pozostawia złudzeń – obecny układ rządzący wisi na włosku, a katastrofalne wyniki koalicjantów otwierają drogę do przejęcia sterów przez szeroki blok prawicy.
Matematyka jest nieubłagana. KO na szczycie, rząd pod kreską
To miał być zwykły sondaż IBRiS dla Onetu, ale zamienił się w polityczny thriller. Choć początkowe zamieszanie z "banalną pomyłką" w tabelach na chwilę odwróciło uwagę od sedna (początkowo dane zostały przedstawione nieprawidłowo), ostateczne liczby są dla obozu władzy druzgocące. Koalicja Obywatelska zajmuje pierwsze miejsce z poparciem 31,2 proc., wyprzedzając Prawo i Sprawiedliwość (27,3 proc.). Jednak to pyrrusowe zwycięstwo.
W systemie wyborczym liczą się szable, a tych Donaldowi Tuskowi brakuje. Według symulacji, partia premiera wprowadziłaby 184 posłów. Nawet przy wsparciu Lewicy (23 mandaty), obecna koalicja dysponowałaby zaledwie 207 głosami. Do wymaganej większości 231 mandatów brakuje przepaści. Ten dramatyczny trend potwierdza również drugie badanie – United Surveys dla WP, gdzie mimo prowadzenia KO, rządzący również tracą większość sejmową.
Zamieszanie z publikacją wyników wyjaśnił szef pracowni, ucinając spekulacje:
W toku przygotowania wyników sondażu do publikacji doszło do banalnej pomyłki w tabeli. Przy sortowaniu danych tabeli według wielkości poparcia nie zostały posortowane etykiety, co doprowadziło do błędnego przypisania wyniku KO PiS i odwrotnie. Poparcie dla pozostałych partii ułożyło się w sposób zgodny z rzeczywistymi wynikami sondażu.
— tłumaczył Marcin Duma, prezes IBRiS.

CZYTAJ TAKŻE: Andrzej Duda premierem? Jedna deklaracja postawiła PiS na nogi!
Trzecia Droga do politycznego niebytu. Hołownia i Kosiniak-Kamysz poza Sejmem
Prawdziwy dramat, który może kosztować Tuska władzę, rozgrywa się jednak na zapleczu. Ugrupowania tworzące niegdyś Trzecią Drogę, zamiast być języczkiem u wagi, popełniają polityczne samobójstwo. Polskie Stronnictwo Ludowe balansuje na krawędzi z wynikiem 4,9 proc., co oznacza bolesny upadek tuż pod próg wyborczy.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja formacji Szymona Hołowni. Polska 2050 szoruje po dnie z poparciem rzędu 1,4 proc. Oznacza to, że z Sejmu "wyparowałoby" łącznie 65 mandatów, które w 2023 roku dały opozycji władzę. Bez ludowców i posłów Hołowni, układanka sejmowa sypie się jak domek z kart, grzebiąc marzenia o stabilnych rządach obecnej ekipy.

Prawicowy blok rośnie w siłę. PiS i Konfederacja z kluczami do Sejmu
Podczas gdy strona liberalna liczy straty, na prawicy strzelają korki od szampana. Beneficjentem zmęczenia wyborców jest przede wszystkim Konfederacja. Partia, której twarzami są Krzysztof Bosak i Sławomir Mentzen, notuje poparcie rzędu 12,8 proc. (a w innych badaniach nawet 14 proc.), co czyni ich absolutnymi "kingmakerami". To oni trzymają dziś klucze do gabinetów na Alejach Ujazdowskich.
Symulacja podziału mandatów dla prawicy wygląda imponująco:
- Prawo i Sprawiedliwość: 168 mandatów
- Konfederacja: 65 mandatów
- Łącznie: 233 mandaty
To wystarczy, by odsunąć obecną ekipę od władzy bez pytania kogokolwiek o zdanie. Ale to nie koniec. Do gry wchodzi bowiem jeszcze jeden gracz – Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna (ok. 7 proc.). Gdyby zsumować siły całego szerokiego bloku prawicowego, taka super-koalicja dysponowałaby miażdżącą przewagą 288 posłów. Taka siła polityczna pozwalałaby nie tylko na samodzielne rządy, ale nawet na odrzucanie weta prezydenta.

Czy to koniec "koalicji 15 października"? Głosy z sieci mówią wszystko
Najnowszy sondaż wywołał lawinę komentarzy w internecie. Wyborcy są bezlitośni i punktują niespełnione obietnice, a zwolennicy opozycji już wietrzą wielki powrót. Nastroje społeczne najlepiej oddają wpisy na portalach społecznościowych, gdzie wściekłość miesza się z euforią.
To jest rachunek za niespełnione obietnice. Miało być 100 konkretów, a jest 100 wymówek. PSL i Hołownia płacą cenę za bycie przystawką, która nie ma własnego smaku.
Nareszcie! Koniec tego cyrku. Prawica wraca do gry i to w wielkim stylu. Konfederacja trzecią siłą – to pokazuje, że ludzie mają dość poprawności politycznej i chcą konkretów gospodarczych.
Tusk wygrywa, ale co z tego? To zwycięstwo pyrrusowe. Bez koalicjantów KO jest bezradna. Czeka nas albo rząd mniejszościowy i chaos, albo powrót PiS z Konfederacją. Strach się bać, co będzie dalej.
Czy Donald Tusk ma jeszcze jakiegokolwiek asa w rękawie, by uratować swoich tonących koalicjantów i utrzymać ster władzy, czy też czeka nas spektakularna wachta na prawą burtę?