Podczas gdy prokuratorzy w Warszawie rwą sobie włosy z głowy, w małej wsi w Łódzkiem słychać głośne westchnienie ulgi. Zbigniew Ziobro uciekł na Węgry, a prokuratura została z niczym. W małym Jeruzalu nie ma jednak zgrzytania zębów, jest za to satysfakcja. Twierdza byłego ministra opustoszała. Viktor Orban dał politykowi schronienie, a sąsiedzi w końcu odzyskali ciszę.
Twierdza Jeruzal. Policyjne oblężenie i "nieprzyjemności"
Jeruzal to wieś licząca niespełna 200 dusz, która przez ostatnie lata przypominała bardziej poligon niż spokojną przystań. Posiadłość Zbigniewa Ziobry, ukryta na końcu leśnej drogi i chroniona murem, przyciągała kłopoty jak magnes. Apogeum nastąpiło 26 marca 2024 roku, gdy agenci ABW wyważali drzwi podczas głośnego przeszukania.
Ale mieszkańcy doskonale pamiętają, że cyrk zaczął się wcześniej. Już rok przed nalotem służb, pod bramą zaroiło się od policji z nakazem doprowadzenia polityka przed komisję śledczą ds. Pegasusa. Ciągłe syreny, kamery i wozy transmisyjne stały się codziennością, której miejscowi mieli po dziurki w nosie. Dziś, gdy Ziobro jest w Budapeszcie, wieś mówi: dość.
Nikt panu się przed kamerą nie wypowie. Ludzie mają dość mediów, zwłaszcza że mieliśmy nieprzyjemności z tego powodu
— ucina krótko jedna z mieszkanek. W jej głosie słychać nie tyle żal po sąsiedzie, co irytację zamieszaniem, które po sobie zostawił.

"Szeryf" w spożywczaku. Sąsiedzki chłód
Jeśli ktoś myślał, że "szeryf" polskiego wymiaru sprawiedliwości integrował się z lokalną społecznością przy grillu, jest w głębokim błędzie. Sąsiedzi malują obraz człowieka, który żył za wysokim murem, a dom traktował wyłącznie jako letnią rezydencję. Zbigniew Ziobro był duchem. Jego kontakty ze światem zewnętrznym ograniczały się do szybkich, służbowych wypadów do miejscowego sklepu.
Z nikim nie wchodził w interakcje, z nikim nie rozmawiał. Jedynie jeździł do sklepu spożywczego. Ja na pewno na ryby z nim nie chodziłem, choć pytano mnie o to kilkukrotnie
— podsumowuje jeden z gospodarzy. To zdanie mówi wszystko o relacjach polityka z otoczeniem. Dziś mieszkańcy Jeruzala z ulgą stwierdzają, że "w polityczne sprawy mieszać się nie będą", ciesząc się, że jedynym dźwiękiem za oknem znów jest szum lasu.
Azyl, Romanowski i lista hańby
W wielkiej polityce wrze, ale szlak na Węgry został już przetarty. Ziobro nie jest pierwszy. W grudniu 2024 roku azyl u Orbana otrzymał już Marcin Romanowski, bliski współpracownik byłego ministra. Teraz szef poszedł w ślady podwładnego. Fakty są bezlitosne: nad Ziobrą wisi widmo 25 lat więzienia. Prokuratura przygotowała aż 26 zarzutów, a ich kaliber jest porażający:
- Kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą.
- Przywłaszczenie co najmniej 150 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości.
- Wydawanie poleceń łamania prawa i ręczne sterowanie konkursami dotacyjnymi.

CZYTAJ TAKŻE: Ile kasy straci były minister? Marszałek Czarzasty podał konkretną kwotę i datę dla Ziobry
"Ofiara psychopatycznej zemsty". Pętla się zaciska
Ziobro gra jednak va banque. W dramatycznym wywiadzie dla TVN24, udzielonym już z bezpiecznej odległości, tłumaczył, że musiał uciekać, by chronić rodzinę. Wystąpił też o ochronę międzynarodową dla swojej żony.
Podjąłem decyzję, że nie pozwolę, aby moje dzieci zostały pozbawione opieki matki, a moja żona – w zastępstwie za mnie – stała się ofiarą psychopatycznej zemsty Donalda Tuska
— grzmiał polityk, nazywając aferę "wymyśloną".
Polskie służby jednak nie odpuszczają. Na wniosek Prokuratury Krajowej unieważniono oba paszporty Ziobry – dyplomatyczny i prywatny. Dr Kamil Stępniak ocenia sytuację chłodno, wskazując na instrumentalne wykorzystanie prawa przez polityków, choć zauważa paradoks: Europejski Nakaz Aresztowania powinien działać, ale Budapeszt gra we własną grę.
Podczas gdy Donald Tusk i Waldemar Żurek zapowiadają ściganie Ziobry "po całym świecie", w Jeruzalu opadł kurz. Posiadłość zarasta, kamery nagrywają pustkę, a polityczna bitwa przeniosła się nad Dunaj. Mieszkańcy mają to, czego chcieli: święty spokój.