Grzegorz Braun, europoseł znany z tego, że nigdy nie gryzie się w język, tym razem zaniemówił przed sądem. Wystarczyło jedno, z pozoru banalne pytanie o zarobki, by polityk Konfederacji Korony Polskiej stracił rezon i przyznał, że w domowych finansach jest tylko wykonawcą poleceń. Jego odpowiedź nie tylko rozbawiła salę, ale i pokazała, kto tak naprawdę trzyma w domu kasę.
Grzegorz Braun w sądzie. Nie wie, ile zarabia? "Musiałbym zadzwonić do żony"
Kiedy Grzegorz Braun staje przed sądem, wszyscy spodziewają się politycznej awantury i płomiennych przemówień. Tym razem jednak, zamiast dramatu, publiczność dostała komedię. Już na samym początku rozprawy, podczas standardowych pytań sędziego, atmosfera zrobiła się... co najmniej niezręczna.
Gdy padło pytanie o wysokość miesięcznych dochodów, znany z ciętego języka polityk nagle stracił pewność siebie. Zamiast rzucić konkretną kwotą, bezradnie przyznał, że w tej materii jest całkowicie zależny od wyższej instancji. Jego odpowiedź stała się hitem internetu, zanim sędzia zdążył zadać kolejne pytanie.
Żeby udzielić wysokiemu sądowi ściślejszej odpowiedzi na pytanie, musiałbym zadzwonić do żony.
To jednak nie koniec zaskoczeń. Zapytany o wykonywany zawód, Grzegorz Braun przedstawił się jako "reżyser i gawędziarz", a pracę w Parlamencie Europejskim określił jako zajęcie wykonywane "dorywczo". W kwestii majątku był równie tajemniczy, wspominając jedynie o posiadaniu "sporo książek" i odsyłając po resztę informacji do publicznych dokumentów.

Czytaj także: Brodacz Grzesiu zrzucił brodę. Odkopaliśmy stare foty. Stylówka hit
Majątek Grzegorza Brauna. "Byłem systematycznie okradany"
Choć polityk nie był w stanie podać w sądzie swoich zarobków, jego oświadczenie majątkowe rzuca na sprawę nieco światła. Zgodnie z dokumentem, Grzegorz Braun posiada 10,7 tys. zł oraz 1,2 tys. euro oszczędności. Nie ma ani domu, ani mieszkania, nie spłaca też żadnych kredytów i nie posiada samochodu. Jedynym zadeklarowanym składnikiem majątku o wartości powyżej 10 tys. zł jest jego pokaźny księgozbiór.
Skąd więc tak duża niepewność co do dochodów? Polityk sam daje pewną wskazówkę. W oświadczeniu przy dochodach z Sejmu (prawie 67,7 tys. zł w 2024 r.) zaznaczył, że "była to tylko część należnej sumy". Jego zdaniem z reszty pieniędzy był "systematycznie okradany przez Prezydium Sejmu RP". To nawiązanie do kar finansowych nałożonych na niego po incydencie ze zgaszeniem menory chanukowej. Do tego dochodzą zarobki z Parlamentu Europejskiego (46,3 tys. euro) i dochody z tytułu praw autorskich (26,4 tys. zł).
Zgaszona menora i zniszczona choinka. Za co naprawdę sądzony jest Braun?
Proces, podczas którego padła słynna wypowiedź, dotyczy przede wszystkim skandalicznego incydentu z grudnia 2023 roku, kiedy Grzegorz Braun za pomocą gaśnicy proszkowej zgasił świece chanukowe w Sejmie. Lista zarzutów jest jednak znacznie dłuższa i przypomina scenariusz filmu sensacyjnego. Prokuratura chce postawić go przed sądem także za zniszczenie choinki w krakowskim sądzie, zablokowanie wykładu o Holokauście czy naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego.
facebook.com/wadimsenator
Sam oskarżony nic sobie z tego nie robi i nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że działał w interesie publicznym, broniąc Polaków przed "pedagogiką wstydu" i "manifestowaniem ż.dowskiej supremacji". Z dumą podkreśla, że "chlubi się tym, że staje przed tym sądem", bo jest to dowód jego walki o dobro rodaków.
Internet nie wybacza. "Kto trzyma kasę?" i "Tradycjonalista!"
Wypowiedź Brauna o konieczności zadzwonienia do żony w sprawie zarobków rozgrzała internet do czerwoności. Sieć zalała fala memów przedstawiających polityka jako pantoflarza lub męża trzymanego krótko przez małżonkę, która jako jedyna ma dostęp do domowego budżetu.
W komentarzach błyskawicznie ukształtowały się dwa obozy. Pierwszy bezlitośnie kpił z polityka. "Chłop zarabia setki tysięcy rocznie i nie wie ile? Krótko go żona trzyma!" – drwił jeden z użytkowników Twittera. Drugi obóz bronił Brauna, widząc w jego słowach pochwałę tradycyjnego modelu rodziny. "Prawdziwy tradycjonalista! Mężczyzna zarabia, a kobieta zarządza domem. Szacunek!" – pisała inna internautka.
Niezależnie od interpretacji, Grzegorz Braun znów jest na ustach całej Polski.