Grzegorz Braun, znany z kontrowersyjnych akcji europoseł Konfederacji, dostał nagrodę od ludzi Łukaszenki. Zamiast świętować, wpadł w panikę i zażądał od polskich służb specjalnych ochrony. To nie jest scenariusz politycznego kabaretu, to wydarzyło się naprawdę.
Propagandowa nagroda dla Brauna. Patronem... polski dezerter
Niedawno gruchnęła wiadomość: europoseł Grzegorz Braun został laureatem białoruskiej "Nagrody Pokoju i Praw Człowieka". Brzmi dumnie, ale tylko do momentu, gdy sprawdzimy, kto za tym stoi.
Wyróżnienie przyznała Międzynarodowa Fundacja im. Emila Czeczki, propagandowa organizacja ściśle współpracująca z reżimem Łukaszenki. Jej szefem jest Dmitrij Bieliakow, były pracownik białoruskiego KGB. To jednak postać patrona fundacji budzi największe kontrowersje.
Emil Czeczko to były polski żołnierz, który w 2021 roku zdezerterował na Białoruś. Tam stał się narzędziem w rękach reżimowej propagandy, oskarżając Polskę o zbrodnie na granicy. Niecały rok później "nieszczęsny dezerter" został znaleziony martwy w niewyjaśnionych okolicznościach w Mińsku. To właśnie organizacja nosząca jego imię postanowiła uhonorować polskiego europosła.

Czytaj także: Śmieciowy skandal posła Konfederacji. W bloku aż huczy od plotek. "Czasem robactwo wychodzi"
Zamiast dumy – panika. Braun pisze do ministra: "To nagonka!"
Zamiast odciąć się od toksycznego "wyróżnienia", Grzegorz Braun zrobił coś zupełnie odwrotnego. Wystosował oficjalny list do ministra koordynatora służb specjalnych, Tomasza Siemoniaka, w którym... zażądał ochrony.
Lider Konfederacji Korony Polskiej w oficjalnym piśmie domaga się "pilnego sprawdzenia i zapewnienia należytej ochrony kontrwywiadowczej". Jak tłumaczy ten absurdalny wniosek? Kreśli wizję spisku, który ma go zniszczyć.
Uprzejmie proszę o pilne sprawdzenie i zapewnienie należytej ochrony kontrwywiadowczej, niezbędnej w mojej pracy polskiego posła do Parlamentu Europejskiego...
Jak polityk tłumaczy swój nagły strach? Twierdzi, że po informacji o nagrodzie stał się ofiarą "kolejnej fali nagonki" i "dezinformacji". Według niego cała akcja ma na celu podważenie jego patriotyzmu i lojalności wobec Polski.
Cel wydaje się prosty do zdiagnozowania: delegitymizacja rosnącej siły opozycyjnej i defamacja jej lidera, poprzez kwestionowanie mojej wyłącznej lojalności wobec własnego państwa i narodu polskiego...
Grzegorz Braun uważa, że sprawa ma już charakter "prowokacji" zagrażającej bezpieczeństwu państwa, która ma na celu "wyeliminowanie" jego partii ze sceny politycznej. Co ciekawe, zasugerował służbom, by w poszukiwaniu inspiratorów prowokacji "nie ograniczać się do kierunku wschodniego".
"Gratuluję, zapracował pan". Politycy kpią z Brauna
Reakcja na list Brauna była natychmiastowa i druzgocąca. Zamiast współczucia, europoseł doczekał się fali kpin i złośliwości ze strony politycznych przeciwników, którzy nie mogli uwierzyć w ten absurdalny zwrot akcji.
Najcelniej całą sytuację podsumował minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Jego komentarz był krótki, ale niezwykle bolesny. W odpowiedzi na doniesienia o białoruskiej nagrodzie napisał po prostu:
Gratuluję, zapracował pan.
Jakby tego było mało, szef MSZ dodał, że patronem takiego wyróżnienia powinien być raczej sędzia Tomasz Szmydt – inny zbieg, który w maju 2024 roku uciekł na Białoruś i poprosił o azyl polityczny. Była to potężna szpila wbita w narrację Brauna o byciu ofiarą.
Polityk uhonorowany przez wrogi reżim, zamiast spalić się ze wstydu, kreuje się na ofiarę i prosi o ochronę państwo, wobec którego jego lojalność jest właśnie podważana. Cała sytuacja to polityczny absurd w czystej postaci, który na długo pozostanie w pamięci komentatorów.