Dobromir Sośnierz z Partii Nowej Nadzieja, kiedy będący w Konfederacji jest znany z walki o wolność, ale wygląda na to, że tę wolność rozumie dość specyficznie – jako prawo do zamienienia wspólnego korytarza w prywatne wysypisko śmieci. Sąsiedzi od lat błagają, by się ogarnął, a w bloku aż huczy od plotek o robactwie i smrodzie.
Były poseł zrobił sobie chlew na klatce. "Nawet karton po pizzy leży"
Sprawa ciągnie się od lat, ale cierpliwość mieszkańców bloku na osiedlu Katowice Kokociniec właśnie się skończyła. Przed drzwiami mieszkania, które formalnie wciąż należy do Dobromira Sośnierza, piętrzy się kolekcja, której nie powstydziłby się osiedlowy punkt zbiórki odpadów. Jest tam torba wypchana tekturą, kosz pełen plastików i cała reszta skarbów, które polityk postanowił segregować poza własnymi czterema ścianami.
Sąsiedzi z rosnącym zażenowaniem obserwują "wystawkę" posła. Sprawa stała się publiczna już w 2023 roku, ale dwa lata później nic się nie zmieniło. Co więcej, kolekcja zdaje się ewoluować. Jak relacjonują mieszkańcy, krajobraz korytarza potrafi być bardzo urozmaicony.
Przed mieszkaniem stoją jakieś kartony, puszki, segreguje tworzywa sztuczne. Nawet karton po pizzy leży, jakby nie można było go wyrzucić do kosza.
Na drzwiach polityka wisi wymowna tabliczka "Nieupoważnionym wstęp wzbroniony", co w kontekście składowiska śmieci nabiera nowego, ironicznego znaczenia.
"Nie mamy już siły". Sąsiedzi bezradni wobec nawyków polityka
Mieszkańcy bloku zarządzanego przez spółdzielnię "Górnik" czują się bezradni. Regulamin jasno zabrania składowania czegokolwiek na korytarzu, nie mówiąc już o odpadach, które mogą przyciągać robactwo. Interwencje administracji i bezpośrednie prośby zdają się spływać po polityku jak woda po kaczce.
Nie mamy już siły zwracać uwagi byłemu posłowi. Ileż to razy wzywaliśmy go do uporządkowania korytarza. Wyczerpaliśmy wszystkie możliwości, by coś się zmieniło
– mówi wprost Piotr Biernat, przedstawiciel mieszkańców. Jak dodaje, na posła "nic nie działa, ani prośba, ani straszenie karami". Zdesperowani sąsiedzi liczą już tylko na jedno: "liczymy już tylko, że go zawstydzimy, może to na niego podziała i obudzi zdrowy rozsądek".
x.com/dezezed
Co prawda sąsiedzi zauważają pewien postęp – poseł zaczął chyba opłukiwać plastiki, bo smród jest mniejszy – ale problem estetyczny i sanitarny wciąż spędza im sen z powiek. Jak mówi jedna z sąsiadek, bałagan to jedno, ale najgorsze jest robactwo.
Czasem robactwo wychodzi z jego rzeczy, jakieś muchy
Sośnierz butnie odpowiada: "To sąsiedzka sprzeczka. Będę trzymał swoje rzeczy"
A co na to sam zainteresowany? Dobromir Sośnierz zdaje się nie widzieć problemu. Pytany o śmieci na klatce, ucina temat, twierdząc, że to jego prywatna sprawa. Jego zdaniem korytarz to przestrzeń, którą można swobodnie wykorzystywać do przechowywania swoich rzeczy.
Mam prawo trzymać na korytarzu swoje przedmioty.
Polityk Nowej Nadziei w rozmowach z mediami bagatelizuje całą aferę, nazywając ją "sąsiedzką sprzeczką spowodowaną przez babę, która szuka powodów do kłócenia się". W jego ocenie problem stworzyła jedna osoba, która "się wprowadziła i zaczęła narzekać, wzywać kontrole, straż pożarną". Sośnierz upiera się przy swoim, rzucając butnie:
Mam parę rzeczy na korytarzu i będę je miał.
Nadzieją dla sąsiadów jest fakt, że poseł kupił dom i powoli się do niego wprowadza. Pytanie tylko, ile jeszcze potrwa ta przeprowadzka.
x.com/dezezed
W sieci zawrzało. "Jak ma ogarnąć kraj, skoro nie ogarnia klatki?"
Sprawa szybko stała się hitem internetu, a komentujący nie zostawili na polityku suchej nitki. Podobnie jak w przypadku innych politycznych afer, internauci bezlitośnie łączą prywatne nawyki posła z jego publiczną działalnością. Oto co piszą:
Wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się nasza klatka schodowa. Pan poseł chyba nie zrozumiał.
To jest ten słynny wolny rynek? Każdy może sobie śmietnik otworzyć, gdzie chce? Konfederacja w pigułce.
Jak on chce Polskę z bałaganu posprzątać, skoro własnej wycieraczki nie ogarnia? Żenada.
Ciekawe, czy w Sejmie też zostawia karton po pizzy pod drzwiami.
Jak się okazuje, to nie pierwszy raz, gdy były już poseł ma problemy z administracją. W przeszłości nielegalnie zajął komórkę pod schodami, gdzie również składował swoje rzeczy. Sprawa zakończyła się usunięciem jego własności na jego koszt. Zapytany o ten incydent, polityk stwierdził jedynie: "Pewnie pani luźno powiązała inny wątek, gdy mi zablokowali inne rzeczy".
Wygląda na to, że wolność według posła Sośnierza ma zapach starych kartonów i rozciąga się dokładnie na tyle, na ile pozwala mu obojętność sąsiadów. Pytanie, na jak długo jeszcze starczy im cierpliwości.