Najpierw afera z posłem Berkowiczem w IKEI, a teraz to. Kolejny polityk Konfederacji publicznie przyznaje się do wpadki na stacji benzynowej, a jego aroganckie pytanie, rzucone w kierunku dziennikarki na sejmowym korytarzu, pokazało jego butną twarz. W Konfederacji zapominanie o płaceniu staje się najwyraźniej nową, świecką tradycją.
"Za colę zapłaciłem, za paliwo nie". Szokujące wyznanie na sejmowym korytarzu
Sceneria jak z politycznego kabaretu: sejmowe korytarze, dociekliwa dziennikarka i polityk, który w próbie obrony partyjnego kolegi Konrada Berkowicza odpala prawdziwą bombę. Michał Nieznański, polityk Konfederacji, zapytany przez Justynę Dobrosz-Oracz o głośny incydent IKEA z udziałem Konrada Berkowicza, postanowił podzielić się własnym, równie zdumiewającym doświadczeniem. Bez cienia zażenowania opowiedział, jak sam odjechał ze stacji, nie płacąc rachunku.
Zdarzyło mi się (...) Odebrałem telefon, zapłaciłem za colę, nie zapłaciłem za paliwo. Wróciłem po pięciu minutach, bo sobie przypomniałem, że powinienem zapłacić za paliwo.
Gdy dziennikarka nie kryła zdumienia, Nieznański poszedł o krok dalej, rzucając prowokacyjne pytanie, które stało się kwintesencją tej rozmowy. Z nonszalancją, której pozazdrościłby mu niejeden recydywista, zapytał wprost:
No ale co za taki błąd może powinienem pójść siedzieć?
To pytanie zawisło w powietrzu, stając się symbolem podejścia części polityków do zasad, które obowiązują każdego innego obywatela. Polityk, chcąc ratować kolegę, sam wylał na siebie wiadro benzyny. Wizerunkowo, oczywiście.

Chciał bronić Berkowicza, a pogrążył sam siebie
Cała ta kuriozalna sytuacja miała swój początek w innej aferze, której bohaterem jest Konrad Berkowicz, wiceprezes partii Nowa Nadzieja. Pod koniec października poseł został zatrzymany przez ochronę w sklepie IKEA w Krakowie. Powód? Próba wyniesienia towarów o wartości blisko 400 zł, w tym patelni i ręczników, za które nie zapłacił. Sprawa zakończyła się wezwaniem policji i mandatem w wysokości 500 zł, który Berkowicz przyjął.
Tłumaczenia posła były równie barwne, co mało przekonujące. W mediach społecznościowych pisał o "zwykłej nieuwadze" i pośpiechu, twierdząc, że słuchał czegoś na słuchawkach i nie zauważył, że nie wszystkie produkty zostały zeskanowane. Lider partii, Sławomir Mentzen, również bronił kolegi, sugerując, że to wina kasy samoobsługowej. Jednak wyznanie Nieznańskiego, które miało zbagatelizować niezapłacone zakupy w Ikea, przyniosło skutek odwrotny do zamierzonego. Próbując pokazać, że "każdemu może się zdarzyć", polityk sam przyznał się do czynu, który jest traktowany jako wykroczenie kradzieży. Wizerunkowa katastrofa stała się faktem.
Kradzież czy roztargnienie? Prawo jest w tej kwestii bezlitosne
Pytanie "mam pójść siedzieć?" zadane przez Nieznańskiego wcale nie jest tak absurdalne, jak mogłoby się wydawać. Niezapłacenie za paliwo i odjechanie ze stacji to nie jest zwykłe roztargnienie, a czyn kwalifikowany przez prawo jako kradzież. Jeśli wartość skradzionego paliwa nie przekracza 800 zł, mamy do czynienia z wykroczeniem, za które grozi kara aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny w postaci mandatu.
W przypadku posła Berkowicza sprawa jest jasna – mandat Berkowicz przyjął, a sprawa karna została zamknięta. Jednak w obu sytuacjach politycy partii, która często odwołuje się do prawa i porządku, wykazali się co najmniej lekceważącym podejściem do obowiązku płacenia za towar. Ich tłumaczenia o "nieuwadze" i "pomyłce" brzmią wyjątkowo słabo w ustach ludzi, którzy aspirują do rządzenia krajem.

Tusk kpi, radni żądają dymisji. "Od czegoś trzeba zacząć"
Wpadki polityków Konfederacji nie umknęły uwadze ich politycznych przeciwników. Sprawę skomentował między innymi premier Donald Tusk, który w swoim stylu wbił szpilę formacji. Odnosząc się do incydentu z Berkowiczem, napisał w serwisie X:
Jeden z liderów Konfederacji, Konrad Berkowicz, przyłapany na próbie kradzieży w sklepie IKEA. Mało w porównaniu z PiS, ale od czegoś trzeba przecież zacząć.
Na tym jednak nie koniec politycznych konsekwencji. Afera z niezapłaconymi zakupami w Ikea odbiła się tak szerokim echem, że radni miasta Krakowa przyjęli rezolucję, w której zaapelowali do posła o rezygnację z mandatu. Choć Berkowicz zapewnił, że nie korzystał z immunitetu, niesmak pozostał, a polityczni rywale zyskali kolejny argument przeciwko Konfederacji.
Internet nie zapomina. "Najpierw patelnia, teraz paliwo. Czekamy na AGD"
Podczas gdy polityczni rywale punktowali Konfederację, prawdziwa burza rozpętała się w sieci. Internauci nie zostawili na politykach suchej nitki, bezlitośnie kpiąc z serii wpadek i tłumaczeń o "roztargnieniu". Komentarze dosadnie podsumowują, co opinia publiczna myśli o moralności i pamięci polityków tej formacji.
Partia wolnościowa. Wolni od płacenia za zakupy, wolni od płacenia za paliwo. Konsekwentni.
Jak ktoś, kto zapomina zapłacić za tankowanie, ma pamiętać o obniżaniu podatków? Strach pomyśleć, co by było, gdyby dorwali się do budżetu państwa.
Ktoś tu chyba pomylił Sejm z planem filmowym "Sami Swoi". Płacą, jak im się przypomni.