Bezkarność na drogach dobiega końca. Rząd właśnie odpalił bombę, która zmiecie z polskich ulic tysiące samochodów na ukraińskich tablicach. Koniec z jazdą bez badań technicznych – nowe przepisy są bezlitosne, a widok lawety może stać się dla wielu codziennością.
Koniec pobłażania. Rząd zamyka furtkę dla aut z Ukrainy
Ministerstwo Infrastruktury kończy z udawaniem i kładzie na stół gotowy projekt ustawy, który ma ukrócić samowolkę na drogach. Czas pobłażliwości dla aut z Ukrainy i Białorusi bezpowrotnie minął. Nowe, bezkompromisowe przepisy mają jeden cel: zmusić wszystkich do przestrzegania tych samych zasad, które od lat obowiązują Polaków.
Zasada jest prosta i brutalna. Mieszkasz w Polsce ponad pół roku? Masz 30 dni na przerejestrowanie auta. Bez dyskusji. Za stałe miejsce zamieszkania będzie uznawany pobyt przez co najmniej 185 dni w roku. A to oznacza, że tysiące pojazdów z zagranicznymi tablicami rejestracyjnymi czeka przymusowa wizyta w polskim wydziale komunikacji i na stacji diagnostycznej. To koniec eldorado i początek twardego egzekwowania prawa.

Czytaj także: Szef warsztatu stanął murem za mechaniczką z Ukrainy. "Husarze" ustawieni do pionu
Tykająca bomba na naszych drogach. Tysiące aut bez żadnej kontroli
Podczas gdy każdy polski kierowca drży przed corocznym badaniem technicznym, tysiące aut zza wschodniej granicy od lat jeździło "na słowo honoru". Fakt, że na Ukrainie w 2011 roku zniesiono obowiązkowe przeglądy dla aut prywatnych, był dla polskich urzędników tajemnicą poliszynela, ale dopiero teraz ktoś odważył się z tym skończyć. To była tykająca bomba i prosty przepis na tragedię.
Szacuje się, że od wybuchu wojny do Polski wjechało ponad 140 tysięcy samochodów. Wiele z nich od lat nie widziało diagnosty, co stwarzało gigantyczne zagrożenie dla bezpieczeństwa drogowego. Ta luka prawna w przepisach o ruchu drogowym pozwalała na jawną niesprawiedliwość: Polacy za brak pieczątki w dowodzie płacili wysokie mandaty, a kierowcy z Ukrainy byli praktycznie bezkarni.
Mandat to najmniejszy problem. Co grozi kierowcom?
Koniec z upomnieniami. Policja, Straż Graniczna i "skarbówka" dostają do ręki potężny bat na kierowców. Od teraz kontrola może zakończyć się nie tylko mandatem, ale i przymusowym postojem na policyjnym parkingu. Każdy pojazd, który nie dopełni nowych obowiązków, będzie traktowany jak wrak – bezprawnie poruszający się po drodze.
Zatrzymanie dowodu rejestracyjnego to dopiero początek. Auto, które nie spełni nowych wymogów, zostanie odholowane na koszt właściciela. A to może być wydatek liczony w tysiącach złotych. Jak ostrzega komisarz Rafał Gredżuk:
Możemy wyeliminować te pojazdy z ruchu drogowego, jeżeli policjant uzna, że jazda tym samochodem powoduje zagrożenie bezpieczeństwa.
Nowe przepisy dają funkcjonariuszom narzędzia, by te słowa stały się faktem.

Masz auto z Ukrainy? Oto co musisz zrobić, by uniknąć lawety
Szykuj portfel, tanio nie będzie. Stawki za przegląd poszły w górę, a to dopiero początek wydatków. Za badanie osobówki zapłacisz 149 zł, motocykliści muszą przygotować 94 zł. Najwięcej z konta zniknie właścicielom aut z instalacją gazową – cena przeglądu LPG to teraz aż 212 zł.
Nowe zasady są jasne. Jeśli nie mieszkasz w Polsce na stałe, możesz jeździć na zagranicznych tablicach maksymalnie przez rok od daty przekroczenia granicy, która będzie odnotowana w systemie. Po tym czasie twój samochód staje się nielegalny. Jeśli jednak Polska to twój dom na dłużej niż 185 dni w roku, masz tylko 30 dni na rejestrację pojazdu. Czasu na kombinowanie już nie będzie.
Nie tylko Ukraińcy na celowniku. Nowe prawo uderzy we wszystkich spoza UE
Choć zmiany najmocniej odczują Ukraińcy i Białorusini, nowe prawo obejmie wszystkich kierowców spoza Unii Europejskiej. Resort infrastruktury jasno komunikuje, że celem jest równość i bezpieczeństwo. To nie jest żadna "restrykcja", a twarde uzasadnienie nieuchronnych zmian.
Celem takiej zmiany miałoby być pełne dostosowanie polskich przepisów do rozwiązań określonych w ww. Konwencji, a jednocześnie wzmocnienie porządku publicznego i bezpieczeństwa na polskich drogach, poprzez uniemożliwienie nadużywania prawa do poruszania się cudzoziemców pojazdami zarejestrowanymi za granicą w ramach ruchu międzynarodowego, szczególnie tymi, które nie podlegają w państwach pochodzenia obowiązkom okresowych badań technicznych
Jedno jest pewne: uprzywilejowany status kierowców spoza Unii właśnie przechodzi do historii.