Sakrament dojrzałości chrześcijańskiej w wielu polskich parafiach zamienił się w duchowy obóz przetrwania połączony z sesją egzaminacyjną. Kiedy do sieci trafiła lista wymogów dla kandydatów do bierzmowania, internauci nie wierzyli własnym oczom. 200 pytań z katechizmu do wkucia i groźba wylotu za trzy nieobecności na mszy? To nie przygotowanie do wiary, to test na posłuszeństwo.
200 pytań do nieba i ani jednego mniej. Tak wygląda duchowy tor przeszkód
W praktyce jednak często prowadzi do głębszego zjednoczenia z książką od religii i kalendarzem, bo lista obowiązków potrafi przytłoczyć bardziej niż sesja na studiach. Boleśnie przekonała się o tym 19-letnia Paulina, od której ksiądz wymagał niemal wojskowej dyscypliny.
Musieliśmy zaliczyć bezbłędnie 200 pytań. Obecność na niedzielnych mszach też była sprawdzana.
W sieci zawrzało, gdy na Facebooku pojawił się anonimowy post z kościelną listą zadań dla kandydatów do potwierdzenia swojej dojrzałości religijnej. Oprócz obowiązkowych spotkań formacyjnych i mszy świętych, na liście znalazło się "zaliczenie" wszystkich pierwszych piątków miesiąca oraz uczestnictwo w różańcu, roratach, drodze krzyżowej i rekolekcjach. Proboszcz nie zapomniał też o konkretnych datach, jak 1 i 11 listopada czy 25 i 26 grudnia. Wszystko pod groźbą twardego regulaminu, który brzmi jak klauzula z umowy kredytowej.
Trzy opuszczone niedzielne msze święte, oznaczają rezygnację z przygotowania do przyjęcia sakramentu bierzmowania w 2026 roku.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że zamiast duchowego wzrastania, mamy do czynienia z wojskową musztrą. Czy Duch Święty naprawdę jest takim biurokratą i skrupulatnie sprawdza listę obecności na nabożeństwach majowych?

Czytaj także: Znany dominikanin przerwał milczenie pod odejściu z zakonu. "Łamałem śluby czystości"
"Tylko zniechęcają do wiary". Internet nie zostawił na księżach suchej nitki
Ujawnione wymogi do bierzmowania wywołały w internecie prawdziwą burzę. Większość komentujących nie kryła oburzenia, twierdząc, że takie podejście zamiast przyciągać młodych do Kościoła, skutecznie ich odpycha. Pod postem pojawiły się setki komentarzy, które dosadnie podsumowały absurdalną sytuację.
Tylko zniechęcają do wiary i Kościoła.
Wielu internautów zwracało uwagę, że przymus i rygor to najgorsza metoda ewangelizacji, która przynosi odwrotny skutek od zamierzonego. Internauci nie mają wątpliwości: "Tak się produkuje przyszłych ateistów".
A później zdziwienie, że ludzie się odwracają od Kościoła. Jak młody człowiek jest zmuszany do takiego czegoś, to później wcale nie pójdzie.
Oczywiście, pojawiły się też głosy broniące rygorystycznych zasad. Zdaniem niektórych, skoro ktoś decyduje się na sakrament, powinien bez dyskusji podporządkować się regułom. "To nie jest jakiś wielki wyczyn" – argumentował jeden z użytkowników. Tyle że wiara to nie wyczyn, a sakrament to nie zawody w posłuszeństwie.
Biskupi swoje, a proboszcz swoje. Co oficjalnie mówi Kościół katolicki?
Oficjalne wytyczne Konferencji Episkopatu Polski (KEP) brzmią, o dziwo, całkiem rozsądnie. Problem w tym, że teoria swoje, a parafialna praktyka swoje. Dokumenty mówią o potrzebie ukończenia 16. roku życia oraz o udziale w "systematycznych spotkaniach formacyjnych w parafii, celebracjach liturgicznych, a także rekolekcjach lub dniach skupienia". Biskupi określili nawet minimalną liczbę spotkań na 30, z czego 5 to celebracje liturgiczne. Brzmi sensownie, prawda?
Problem w tym, że rzeczywistość w wielu parafiach wygląda zupełnie inaczej. Ostateczne wymogi do bierzmowania to często autorski program lokalnego proboszcza, który bywa bardziej wymagający niż wytyczne z góry. Potwierdza to Oliwia z diecezji włocławskiej, która porównała swoje doświadczenia z koleżanką.
Te wymagania to raczej zależą od proboszcza, bo koleżanka z innej parafii, ale wybierzmowana przez tego samego biskupa, musiała jeszcze na pamięć wkuwać cały katechizm.
W jej parafii nie było egzaminów, ale za to obowiązywał system procentowy.
U nas nie było pytań i nic nie musieliśmy zaliczać. Proboszcz rozdał nam indeksy i postawił wymóg: co najmniej 50 procent obecności na mszach. Do zaliczenia były cotygodniowe msze w niedziele, dodatkowo w październiku różaniec, w grudniu roraty, w marcu droga krzyżowa, w maju majowe.
Sakrament dojrzałości czy test na posłuszeństwo? Kościół sam strzela sobie w kolano
Nazwijmy rzeczy po imieniu: w wielu parafiach przygotowanie do bierzmowania to nie droga duchowa, a tresura. Zamiast budować osobistą relację z Bogiem, system ten uczy bezrefleksyjnego posłuszeństwa i odhaczania zadań. Sakrament dojrzałości zamienia się w test na cierpliwość. Kościół, próbując zatrzymać młodych siłą, stosuje strategię, która gwarantuje, że po odebraniu "papierka" większość z nich już nigdy nie wróci. Genialne.