Adam Andruszkiewicz a sfałszowane podpisy z 2014 roku: prokuratura potwierdziła co najmniej 430 podrobionych z 1753

Adam Andruszkiewicz a sfałszowane podpisy z 2014 roku: prokuratura potwierdziła co najmniej 430 podrobionych z 1753

Adam Andruszkiewicz a sfałszowane podpisy z 2014 roku: prokuratura potwierdziła co najmniej 430 podrobionych z 1753

prezydent.pl; AKPA

Adam Andruszkiewicz, prawa ręka prezydenta-elekta Karola Nawrockiego, właśnie szykuje się do przejęcia obowiązków w Pałacu Prezydenckim. Jednak za jego plecami czai się skandal, który przez 11 lat próbowano zamieść pod dywan. Chodzi o setki sfałszowanych podpisów i zeznania byłego kolegi, które mogą zmiażdżyć jego karierę w pył.

Reklama

Afera, która miała umrzeć. 11 lat śledztwa i setki podrobionych podpisów

Wszystko zaczęło się niewinnie, od wyborów samorządowych w 2014 roku na Podlasiu. To wtedy listy poparcia dla kandydatów startujących z list Ruchu Narodowego do sejmiku wojewódzkiego miały zostać sfałszowane na masową skalę. Na czele lokalnych struktur Młodzieży Wszechpolskiej, która wystawiała kandydatów, stał wówczas młody i ambitny Adam Andruszkiewicz. Dziś, po blisko 11 latach, śledztwo wciąż trwa, a jego ustalenia są porażające.

Prokuratura, która weryfikuje łącznie 1753 podpisy, ustaliła już, że co najmniej 430 z nich zostało podrobionych. Kolejnych 260 jest niemożliwych do zweryfikowania, a tylko około 1050 uznano za autentyczne. Mówimy więc o gigantycznej skali potencjalnego oszustwa wyborczego, które przez lata było spychane na boczny tor, podczas gdy jego główny bohater piął się po szczeblach politycznej kariery. Śledztwo w sprawie fałszowania podpisów, wielokrotnie przedłużane, ma potrwać co najmniej do końca marca 2025 roku.

Reklama

"Wszyscy to robili". Szokujące zeznania obciążają człowieka Nawrockiego

Wyobraźmy sobie ten pokój: kilka młodych osób, na stołach puste listy poparcia, a na ekranach komputerów dane osobowe setek nieświadomych niczego ludzi. Taki obraz wyłania się z mrożących krew w żyłach zeznań Pawła P., byłego wszechpolaka, który postanowił przerwać milczenie. Jego słowa, zanotowane w prokuratorskich aktach, rzucają cień bezpośrednio na Andruszkiewicza i jego bliskiego współpracownika, Wojciecha N.

Te listy były absolutnie puste. Listy leżały na stole. W listach wpisywaliśmy imiona i nazwiska, adresy i numery PESEL osób, których dane były w listach na monitorach komputerów. Po wypełnieniu list wymienialiśmy się nimi i składaliśmy fałszywe podpisy. Adam Andruszkiewicz i Wojciech N. też to robili. Robili to wszyscy. Trwało to parę godzin. Bądźmy szczerzy, było to z głupoty. (W tym momencie podejrzany płacze – zanotował prokurator). Z tymi ludźmi już nie utrzymuję kontaktów.

Adam Andruszkiewicz siedzący obok Karola Nawrockiego x.com/andruszkiewicz1

Reklama

Paweł P. zeznania te złożył, mając zaledwie 18 lat. Dziś w sprawie zarzuty usłyszały trzy osoby, w tym wspomniany Wojciech N., ale na liście podejrzanych wciąż brakuje nazwiska najważniejszego gracza.

Reklama

Andruszkiewicz idzie w zaparte. "Jestem niewinny"

Podczas gdy jego były kolega ze łzami w oczach opisywał proceder fałszerstw, Adam Andruszkiewicz, człowiek Karola Nawrockiego, przyjął pozę niewzruszonej ofiary. Z kamienną twarzą odpiera zarzuty i zapowiada sądową batalię, twierdząc, że jest niewinny i padł ofiarą pomówień.

Reklama

(...) nigdy nie fałszowałem, ani nie kazałem fałszować podpisów, a rzekome oskarżenie mnie przez jednego z podejrzanych jest nieprawdziwe, co w razie konieczności udowodnię przed sądem.

Polityk podkreśla również, że współpracował z organami ścigania, dobrowolnie oddając próbki pisma. Dziwi jednak fakt, że mimo tak poważnych oskarżeń i trwającego dekadę śledztwa, nigdy nie został formalnie przesłuchany. Jak informowała prokurator Beata Syk-Jankowska z Prokuratury Regionalnej w Lublinie: "Obecnie nie ma podstaw, aby można było przedstawić posłowi zarzuty. Nie był on co prawda przesłuchiwany, ale pobrano od niego wzory pisma".

Reklama

Polityczny parasol ochronny? Tak prokuratura mogła zamiatać sprawę pod dywan

Niewiarygodne 11 lat. Tyle czasu prokuratura potrzebowała, by badać stosunkowo prostą sprawę fałszerstw. Przypadek? W 2019 roku, gdy kariera Andruszkiewicza w rządzie PiS nabierała tempa, śledztwo nagle wyjechało z Białegostoku do Prokuratury Regionalnej w Lublinie. Ten ruch, w połączeniu z pozycją polityka w obozie rządzącym, budzi podejrzenia o celowe przeciąganie postępowania i roztoczenie nad nim politycznego parasola ochronnego.
Prokuratorzy tłumaczyli opieszałość skomplikowanym charakterem sprawy.

Ustalenie faktu sfałszowania danego podpisu to jedno, a ustalenie tego, kto podpis sfałszował to drugie. Stąd też postępowanie jest tak długotrwałe

– wyjaśniała rzeczniczka prokuratury. Jednak dla opinii publicznej tak długi czas bez postawienia kluczowych zarzutów wygląda jak farsa i kpina z wymiaru sprawiedliwości.

Waldemar Żurek ms.gov.pl

Koniec bezkarności? Nowa władza wkracza do gry

Jednak parasol ochronny właśnie przecieka, a cierpliwość nowej władzy najwyraźniej się skończyła. Do prokuratury wpłynęła kluczowa opinia komparatystyczna biegłych, którzy porównali ponad 240 sfałszowanych podpisów z próbkami pisma pobranymi od Adama Andruszkiewicza. Co więcej, nowy minister sprawiedliwości, Waldemar Żurek, zapowiedział kontrolę w sprawie absurdalnie długiego śledztwa.

Stawka jest ogromna. Adam Andruszkiewicz to nie jest już tylko szeregowy poseł. Prezydent-elekt Karol Nawrocki oficjalnie namaścił go na wiceszefa swojej kancelarii. Pytanie nie brzmi już "czy", ale "kiedy" afera podpisowa zapuka do drzwi Kancelarii Prezydenta. Karol Nawrocki będzie musiał wtedy zdecydować, czy jego człowiek jest wart kryzysu, który może wstrząsnąć początkiem jego prezydentury.

Miał być miesiąc miodowy, a wyszedł miesiąc memowy. Czy Nawrocki pobije rekord Dudy jako ulubieniec memiarzy?
Źródło: facebook.comSekcjaGimnastyczna
Reklama
Reklama