Koniec taryfy ulgowej dla tzw. neo-sędziów. Minister Sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiedział prawdziwą czystkę w sądach, uruchamiając lawinę postępowań dyscyplinarnych i pozwów, które mogą uderzyć sędziów prosto po kieszeni. Zaczyna się najostrzejszy etap walki o polską praworządność.
Waldemar Żurek zabiera się za neo-sędziów
Koniec zapowiedzi, czas na działanie. Minister Waldemar Żurek właśnie odpalił prawdziwą bombę, zapowiadając frontalny atak na sędziów powołanych w kontrowersyjnych procedurach. To ma być przełomowy moment w wielkiej operacji "przywracania praworządności".
Szef resortu nie owija w bawełnę i mówi wprost o konsekwencjach dla tych, którzy jego zdaniem zawiedli w czasach, gdy toczył się kryzys konstytucyjny.
Mamy różne koncepcje przywracania praworządności i także stawiania zarzutów tym osobom, które w czasie kryzysu konstytucyjnego złamały sędziowską przysięgę. Nie ja będę to oceniał, to rzecznicy dyscyplinarni będą stawiać te zarzuty. Później także sądy dyscyplinarne lokalne, które działają w pierwszej instancji.
Pierwsze ruchy kadrowe już wykonano. Nowym głównym rzecznikiem dyscyplinarnym sędziów sądów powszechnych została sędzia Joanna Raczkowska. Ministerstwo Sprawiedliwości obsadziło także wakat na stanowisku jej zastępcy. To właśnie nowi rzecznicy dyscyplinarni sędziów mają być ramieniem sprawiedliwości, które zajmie się rozliczaniem sędziowskich deliktów. Na tym jednak nie koniec.
Powstał też specjalny, podległy bezpośrednio ministrowi zespół czterech prokuratorów. Ich zadanie? Monitorowanie i uczestniczenie w rozprawach z udziałem neo-sędziów w Sądzie Najwyższym i Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Jak zapowiada Waldemar Żurek, prokuratorzy będą składać formalne wnioski, podważając status sędziów i sygnalizując ryzyko wypłaty przez Polskę kolejnych odszkodowań. Zespół jest już po pierwszym roboczym spotkaniu.

Zapłacą z własnej kieszeni? Tak działa "pozew regresowy"
Mechanizm pozwów regresowych jest prosty, ale jego skutki mogą być dla sędziów finansowo zabójcze. Mówiąc wprost: jeśli Polska zapłaci odszkodowanie za wyrok neo-sędziego, państwo upomni się o zwrot pieniędzy od niego samego. Rozmowy z Prokuratorią Generalną RP już trwają.
Minister tłumaczy to w bardzo obrazowy sposób, uderzając w czuły punkt. Odpowiedzialność ma być wreszcie spersonalizowana, a za błędy konkretnych osób nie mogą płacić wszyscy podatnicy.
Mamy prostą sytuację, gdy ktoś dostał tytuł w wadliwej procedurze i dla sądów europejskich nie tworzy sądu. Nadal jednak otrzymuje wynagrodzenie, ubiera togę i wychodzi na salę rozpraw. Za samo to wyjście my za niego płacimy.
Jeżeli funkcjonariusz publiczny, czy też każda inna osoba ze swojej winy spowoduje szkodę, to ten, kto zapłacił za tę szkodę ma prawo dochodzić w tzw. regresie tych środków. Więc dla mnie to jest sytuacja zupełnie nieakceptowalna, kiedy budżet państwa [...] musi wypłacać odszkodowania za wyroki ETPC, tylko za uczestnictwo na sali rozpraw w posiedzeniu.
Dla sędziów objętych procedurą oznacza to jedno: widmo utraty majątku i osobistej odpowiedzialności finansowej za orzekanie. Zdaniem wielu prawników, to może być najskuteczniejszy straszak, mający powstrzymać neo-sędziów przed dalszym zasiadaniem w składach orzekających. Teraz presja ma być znacznie większa.