To miało być zwykłe, poniedziałkowe popołudnie. 6-letni Tomek z uśmiechem na ustach wyszedł z przedszkola i szedł za rękę z mamą. Kilka chwil później ich świat rozpadł się na kawałki. Na cieszącym się złą sławą skrzyżowaniu w Warszawie doszło do dramatu, który wstrząsnął całą stolicą. Wystarczył ułamek sekundy, by rutynowy powrót do domu zamienił się w koszmar.
Dramat na Placu Szembeka w Warszawie. "Usłyszałam ogromny huk"
Do tej niewyobrażalnej tragedii doszło w poniedziałek, 19 stycznia 2026 roku. Wszystko rozegrało się na Placu Szembeka, w samym sercu warszawskiej Pragi-Południe. 28-letnia kobieta siedząca za kierownicą Forda wykonywała manewr skrętu w lewo z ulicy Zamienieckiej w Grochowską. To wtedy doszło do fatalnego w skutkach wymuszenia pierwszeństwa.
W jej auto z impetem uderzyła jadąca z naprzeciwka Toyota. Siła uderzenia była potężna. Japońskie auto wypadło z toru jazdy i z ogromną prędkością wpadło w grupę pieszych oczekujących na zielone światło. Świadkowie, którzy widzieli ten moment, wciąż nie mogą otrząsnąć się z szoku.
Nagle usłyszałam ogromny huk. Obok mnie stała grupka dzieci, zwróciłam im uwagę, aby uważały na siebie. Ludzie wpadli w histerię. Wszyscy płakali. Jedna z kobiet, ona Ukrainką była, tak mocno rozpaczała, że myślałam, że zemdleje. Musiałam ją pilnować. Natomiast ja widziałam małą, wątłą osóbkę, to chyba chłopca do karetki nieśli.
- wyjawiła pani Halina w rozmowie z "Faktem".

W przedszkolu zapanowała rozpacz. Dyrektorka placówki przerwała milczenie
Wypadek wstrząsnął nie tylko rodziną, ale i społecznością przedszkola, do którego uczęszczał 6-letni Tomek. Personel placówki jest w głębokim szoku. Nie potrzebne są oficjalne oświadczenia, by zrozumieć skalę bólu, jaki panuje za murami budynku. Reporter, który dotarł do pracowników, zastał tam obraz nędzy i rozpaczy.
Były zdruzgotane. Płakały tak bardzo, że nie były w stanie rozmawiać.
- relacjonował reporter "Super Expressu". Dziennikarz portalu Fakt.pl skontaktował się z dyrektorką placówki.
Kobieta w trakcie rozmowy miała łzy w oczach. Nie chciała wypowiadać się na temat chłopca ze względu na szacunek do rodziny. Powiedziała jedynie, że był bardzo dobrym dzieckiem.
- czytamy na stronie Fakt.pl.
My wszyscy bardzo to przeżywamy. Potrzebujemy spokoju, podobnie jak rodzina chłopca.
- dodała dyrektorka przedszkola cytowana przez "Fakt".