To miał być zwykły poniedziałek, a skończył się niewyobrażalnym koszmarem na przejściu dla pieszych. Na warszawskiej Pradze-Południe rozpędzona Toyota, po zderzeniu z Fordem, wbiła się w grupę ludzi czekających na zielone światło. Wśród poszkodowanych był 6-letni chłopiec. Mimo heroicznej, 30-minutowej reanimacji, lekarzom nie udało się przywrócić czynności życiowych.
Sekundy, które zmieniły wszystko. Toyota wbiła się w ludzi na chodniku
Dramat rozegrał się w poniedziałek, kilkanaście minut po godzinie 15:00. Wystarczył jeden błąd 28-letniej kobiety za kierownicą Forda na skrzyżowaniu ulic Grochowskiej i Zamienieckiej w Warszawie, by życie kilku rodzin legło w gruzach.
Według wstępnych ustaleń policji, kobieta wykonując manewr skrętu w lewo, doprowadziła do wymuszenia pierwszeństwa na jadącej prawidłowo Toyocie.
Siła uderzenia była potężna. Toyota prowadzona przez 48-letniego mężczyznę została wytrącona z toru jazdy, dachowała i z ogromnym impetem wbiła się w grupę niczego nieświadomych pieszych.
Toyota jechała ulicą Grochowską, a Ford ulicą Zamieniecką skręcał w lewo i wymusił pierwszeństwo. W efekcie Toyota dachowała i wbiła się na przejście dla pieszych, na których była kobieta z dzieckiem
– relacjonował mł. asp. Paweł Chmura.

30 minut rozpaczliwej reanimacji. "Dziecko trafiło do nas w stanie śmierci dokonanej"
Na miejscu natychmiast zaroiło się od służb. Interweniowało pięć ambulansów i pięć zastępów straży pożarnej, a nad skrzyżowaniem zawisł śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Najcięższa walka toczyła się o życie 6-letniego chłopca, który w krytycznym stanie trafił do szpitala przy ulicy Niekłańskiej. Niestety, obrażenia były zbyt rozległe.
Chłopiec, który do nas trafił po tym wypadku, zmarł po półgodzinnej reanimacji. Lekarze przez 30 minut prowadzili jeszcze reanimację. Niestety nie udała się.
– przekazał Mariusz Mazurek, rzecznik szpitala.
Lekarze nie ukrywali, że sytuacja była beznadziejna, określając stan chłopca jako "śmierć dokonana". Jego matka, która również została ranna, trafiła do innego szpitala. Zapytany, czy kobieta wie o śmierci syna, rzecznik odpowiedział tylko: "nie wiem tego".

Rafał Trzaskowski wstrząśnięty tragedią. "Liczę na ukaranie sprawców"
Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski był wyraźnie poruszony doniesieniami z Pragi. W mediach społecznościowych złożył kondolencje rodzinie i zapowiedział bezwzględne dążenie do wyjaśnienia sprawy i poprawy bezpieczeństwa na drogach w Warszawie.
Jestem wstrząśnięty tragicznym zdarzeniem, do którego doszło na Pradze-Południe. Nie ma odpowiednich słów, by wyrazić współczucie dla rodziny 5-latka, który w wyniku odniesionych obrażeń zmarł w szpitalu. Łączę się w bólu z najbliższymi chłopca. Liczę na sprawne ustalenie dokładnych przyczyn tragicznego wypadku i ukaranie sprawców. A jako prezydent miasta zobowiązuję się do dalszego konsekwentnego działania na rzecz zwiększania bezpieczeństwa wszystkich uczestników ruchu na ulicach Warszawy.
Trzeźwi, a trafili do aresztu. Decyzja prokuratora była natychmiastowa
To, co czyni tę tragedię jeszcze bardziej wstrząsającą, to fakt, że zarówno 28-letnia kobieta z Forda, jak i 48-letni kierowca Toyoty, byli trzeźwi. Mimo to doprowadzili do dramatu, którego konsekwencje będą ponosić do końca życia.
Na miejscu przez wiele godzin pracowali śledczy z biegłym z zakresu ruchu drogowego. Decyzja prokuratury była błyskawiczna: oboje kierowcy zostali zatrzymani i odpowiedzą za wypadek w Warszawie, który kosztował życie niewinnego dziecka.