Warszawa tonie w łzach po śmierci 6-letniego Tomka, a tymczasem sprawcy tragedii unikną aresztu. To brzmi jak ponury żart, ale taką decyzję podjęli śledczy. Podczas gdy rodzina przeżywa niewyobrażalny dramat po stracie ukochanego dziecka na skrzyżowaniu Grochowskiej i Zamienieckiej, dwoje podejrzanych wraca do domów. Choć usłyszeli miażdżące zarzuty, prokuratura uznała, że nie muszą czekać na proces za kratami.
Szokująca decyzja prokuratury. Kierowcy z Grochowskiej nie trafią do aresztu
Poniedziałkowy dramat przy placu Szembeka wstrząsnął całą Polską. Przypomnijmy: zderzenie dwóch aut – Forda i Toyoty – zakończyło się masakrą na chodniku. Samochód kierowany przez 48-latka dachował i wbił się w grupę pieszych. Bilans jest tragiczny: nie żyje 6-letni Tomek, a trzy kobiety trafiły do szpitala z ciężkimi obrażeniami.
Mimo ogromu tej tragedii, Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga podjęła decyzję, która u wielu wywołuje niedowierzanie.
Wobec obojga kierujących nie zastosowano tymczasowego aresztowania. Śledczy uznali, że wystarczą tzw. „wolnościowe środki zapobiegawcze”. Dlaczego, skoro grozi im aż 8 lat więzienia z art. 177 par. 2 kk? Prokuratura tłumaczy, że nie ma ryzyka ucieczki ani matactwa.
Co jednak najbardziej szokuje, to wstępna ocena winy. Śledczy nie mają wątpliwości, że za śmierć małego Tomka odpowiadają oboje kierujący. Komunikat prokuratury nie pozostawia złudzeń:
Naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym przez oboje kierujących pojazdami przyczyniły się w podobnym stopniu do zderzenia i skutku w postaci śmierci jednej osoby i obrażeń u trzech innych osób.
– podkreśla prok. Karolina Staros z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.
Dwie skrajne postawy za zamkniętymi drzwiami. Kierowca Toyoty milczy, 28-latka z Forda mówi wszystko
To, co działo się w prokuratorskich gabinetach, przypomina scenariusz filmu kryminalnego. Podejrzani przyjęli diametralnie różne taktyki obrony. 48-letni kierowca Toyoty nabrał wody w usta. Mężczyzna nie przyznał się do winy i odmówił składania jakichkolwiek wyjaśnień. Jego milczenie jest wymowne.
Zupełnie inaczej zachowała się 28-letnia kobieta, która prowadziła Forda. To jej manewr skrętu w lewo zapoczątkował tragiczne zdarzenie. Kobieta przyznała się do winy i złożyła obszerne wyjaśnienia.
Co dokładnie powiedziała śledczym? Tego prokuratura nie ujawnia, zasłaniając się dobrem śledztwa. Tajemnica owiana wokół jej zeznań tylko podsyca napięcie. Czy jej słowa pogrążą drugiego kierowcę?