Jasna Góra w dymie rac, prezydencki szalik i ostre słowa o "niszczeniu ludzi". Wizyta Karola Nawrockiego na XVIII Pielgrzymce Kibiców wywołała prawdziwe trzęsienie ziemi. Gdy prezydent dziękował trybunom za wygraną, w Kościele zawrzało – głos zabrał ks. Adam Boniecki, miażdżąc upolitycznienie sanktuarium.
"Jeden z was" na Jasnej Górze. Nawrocki uderza w dziennikarzy i polityków
To miało być religijne spotkanie pod hasłem "Ciebie Boga Wysławiamy", ale szybko zamieniło się w polityczny wiec zwycięstwa. Karol Nawrocki nie gryzł się w język. Stojąc 10 stycznia 2026 roku przed tysiącami kibiców, wprost przyznał, że to "odwadze stadionów" zawdzięcza swój urząd, co dla wielu obserwatorów jest deklaracją bez precedensu. Prezydent poczuł się wśród szalikowców jak ryba w wodzie, podkreślając swoją tożsamość.
Wiecie, że jestem jednym z was. (...) I także dzięki waszej odwadze i temu, że stadionów nie dotknęła propaganda i chwilowe ideologiczne mody, także dlatego zostałem prezydentem i za to wam dziękuję. Udało nam się obronić to hasło, które przywołujemy: Bóg, Honor i Ojczyzna. (...) To udało nam się wspólnie wygrać 1 czerwca także dzięki waszej odwadze.
Obecność na Jasnej Górze posłużyła Karolowi Nawrockiemu do wyprowadzenia ostrego ataku na oponentów. Prezydent RP grzmiał o potrzebie "Polski normalnej" i "bez nielegalnych imigrantów", ale najmocniej oberwało się mediom. Nawrocki wprost oskarżył dziennikarzy o "niszczenie ludzi", a polityków opozycji o "chowanie się za immunitetami".

Race pod klasztorem i skandowane hasła. "Raz sierpem, raz młotem"
Huk petard, dym i okrzyki, które zazwyczaj słychać przy Łazienkowskiej czy przy Kałuży. Na Jasnej Górze doszło do scen, które podzieliły wiernych. Po przemówieniu Karola Nawrockiego w górę poszły race, a niebo nad duchową stolicą Polski rozbłysło czerwienią i hukiem fajerwerków, przysłaniając momentami wieżę klasztoru.
Wzniosłe hasła patriotyczne mieszały się z agresją. Tłum skandował "Bóg, Honor, Ojczyzna", by chwilę później krzyczeć: "Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę". Nad duchowym, a momentami wręcz bojowym wymiarem spotkania, czuwał ks. dr Jarosław Wąsowicz. To postać kluczowa – salezjanin, organizator pielgrzymki i oficjalny kapelan prezydenta, który w swojej homilii nakreślił wizję kościoła walczącego.
Każdy dzień jest szansą, by być odrobinę lepszym dla siebie, dla innych i dla świata — przekonywał ks. Wąsowicz, poruszając tematy laicyzacji szkół i usuwania krzyży.
CZYTAJ TAKŻE: Ksiądz Adam Boniecki powiedział, co naprawdę sądzi o Osiłku Karolku: "Człowiek słabego charakteru"
Ks. Boniecki przerywa milczenie. "Kościół to nie trybuna stadionowa"
To zderzenie dwóch światów jest brutalne. Z jednej strony ks. Jarosław Wąsowicz i wiwatujący tłum z racami. Z drugiej – autorytety "Kościoła dialogu", jak ks. Adam Boniecki, dla których stadionowa agresja i polityczne rozliczenia pod obrazem Czarnej Madonny to bolesne "anty-świadectwo". Krytycy punktują bezlitośnie: czy sanktuarium to miejsce na skandowanie haseł o "hołocie" i polityczne podziękowania za głosy w wyborach?
Środowiska związane z "Tygodnikiem Powszechnym" i ks. Bonieckim pytają o granice sacrum, sugerując, że Kościół staje się zakładnikiem jednej opcji politycznej. Prezydent Karol Nawrocki zdaje się jednak być głuchy na te argumenty, a krytyków "stadionowego patriotyzmu" atakuje z wyprzedzeniem, używając biblijnych metafor do politycznej walki.
[Mówię o] naszych braciach, którzy nie zauważają belki w swoim oku, a widzą drzazgę w oku różnych polskich środowisk, także środowisk kibiców, a którzy chcą wyznaczać moralne standardy, rozliczać środowiska kibiców (...) a skupiają się na tym, by niszczyć drugiego człowieka.
Czy Jasna Góra pozostanie miejscem modlitwy, czy stanie się bastionem politycznej agitacji, gdzie race zastępują kadzidło? Prezydent Nawrocki, witany okrzykami "Nasz prezydent!", wyboru już dokonał, stawiając na sojusz z trybunami, nawet za cenę gorszących scen pod klasztorem.
Żyjemy dziś w czasach, w których musimy być razem, gdy pomyślimy o Bogu i ojczyźnie. Bóg, Honor i Ojczyzna!
— zakończył prezydent.