To była demonstracja siły. Kilkanaście pancernych limuzyn, policyjna szpica i snajperzy gotowi do strzału na każdym dachu. Wołodymyr Zełenski właśnie przeciął Warszawę, a miasto na kilkanaście minut stało się najlepiej strzeżoną twierdzą na świecie.
Zełenski już w Polsce. Tak wyglądał jego przejazd przez Warszawę
Głos syren rozdzierał powietrze, a kierowcy zepchnięci w boczne uliczki mogli tylko bezradnie patrzeć na mknące z zawrotną prędkością czarne BMW i opancerzone Mercedesy. Warszawiacy widzieli już niejedno, ale skala tej operacji przypominała wizyty prezydentów USA.
Wołodymir Zełeński dotarł do Warszawy w wielkim stylu. Służba Ochrony Państwa i policja nie brały jeńców – główne arterie zostały całkowicie wyczyszczone z ruchu.
Policyjne motocykle torowały drogę gigantycznej kawalkadzie, w której skład wchodziły wozy zagłuszające, karetka i wozy taktyczne z uzbrojonymi po zęby komandosami.
Przejazd prezydenta Ukrainy Warszawa odczuła na własnej skórze – miasto zostało sparaliżowane, ale cel był jeden: absolutne bezpieczeństwo. Na dachach wzdłuż trasy czuwali strzelcy wyborowi. Każdy ruch był monitorowany.
"Ziemia dosłownie drżała". Internet zapłonął nagraniami
Ludzie na chodnikach stali z otwartymi ustami. Ci, którym udało się znaleźć w pobliżu trasy, byli w szoku.
Czegoś takiego nie widziałem nawet na filmach. Ziemia dosłownie drżała.
– relacjonowali świadkowie.
W sieci natychmiast zawrzało. Media społecznościowe zalała fala nagrań z telefonów komórkowych. Wizyta Zełenskiego w Polsce to operacja podwyższonego ryzyka, którą nasi funkcjonariusze przeprowadzili z chirurgiczną precyzją. Warszawa zdała ten egzamin celująco, a pancerne bestie bezpiecznie dotarły do celu.