Sejm przegrał kluczowe starcie z prezydentem Karolem Nawrockim. Weto w sprawie tzw. ustawy łańcuchowej, która miała raz na zawsze uwolnić psy od stałej uwięzi, zostało utrzymane. Koalicji rządzącej zabrakło zaledwie kilkunastu głosów, by postawić na swoim. W tym samym czasie, gdy ważyły się losy zwierząt, w Sejmie w tajemniczych okolicznościach zabrakło Jarosława Kaczyńskiego — człowieka, który jeszcze niedawno sam głosował za tą ustawą.
Weto Nawrockiego utrzymane. Koalicji zabrakło głosów do zwycięstwa
Środowe głosowanie w Sejmie 17 grudnia 2025 roku zakończyło się porażką zwolenników praw zwierząt i całej koalicji rządzącej. Aby odrzucić prezydenckie weto, potrzebna była większość kwalifikowana 3/5 głosów, czyli w tym przypadku poparcie co najmniej 263 posłów. Niestety, ten próg okazał się nie do przeskoczenia. Mimo zjednoczenia sił, koalicji udało się zebrać jedynie 246 szabel.
Za odrzuceniem weta prezydenta Karola Nawrockiego zagłosowali niemal wszyscy posłowie z klubów Koalicji Obywatelskiej (155), Polski 2050 (31), Polskiego Stronnictwa Ludowego (31) oraz Lewicy i Razem (25). Przeciwko opowiedział się niemal cały klub Prawa i Sprawiedliwości (175 posłów) oraz Konfederacja. Weto prezydenta Karola Nawrockiego pozostaje więc w mocy, a przepisy, które miały poprawić dobrostan zwierząt, trafiają do kosza.

Czytaj także: Czarnek zszokował Polskę. "Jestem szczęśliwy, kiedy widzę psa na łańcuchu". Sieć nie wybaczyła
Kaczyński nie głosował. Tajemnicza absencja prezesa PiS
Największe zdumienie wywołała jednak nie sama porażka, a nieobecność kluczowego polityka. Jarosław Kaczyński, prezes PiS, nie wziął udziału w głosowaniu. To o tyle zaskakujące, że podczas pierwszego głosowania nad ustawą łańcuchową we wrześniu był jednym z 49 posłów PiS, którzy ją poparli. Co się stało, że wielki miłośnik zwierząt nagle zmienił zdanie lub... zniknął z sali plenarnej?
Oficjalne tłumaczenie jest prozaiczne. Jak poinformował poseł PiS Zbigniew Kuźmiuk, Jarosław Kaczyński był wczoraj "lekko przeziębiony", a dziś "zdaje się, że mocniej". Czyżby choroba okazała się wygodną wymówką, by uniknąć trudnej decyzji? Głosując "za", naraziłby się wsi. Głosując "przeciw", zaprzeczyłby sobie. Wygląda na to, że prezes PiS wybrał trzecią drogę – ucieczkę na polityczne zwolnienie lekarskie.
Psy na łańcuchach i "kawalerki" w kojcach. O co był cały spór?
A spór toczył się o fundamentalną zmianę w podejściu do ochrony zwierząt. Odrzucona nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt wprowadzała całkowity zakaz trzymania psów na łańcuchach i uwięzi na stałe. Kluczowym i najbardziej kontrowersyjnym elementem były jednak przepisy dotyczące kojców dla psów. Ustawa narzucała minimalne wymogi co do ich wielkości — od 10 mkw. dla małych psów do 20 mkw. dla największych.
Zwolennicy ustawy z całej koalicji nie kryli emocji. Ewa Szymanowska (Polska 2050) podkreślała, że "projekt był procedowany ponad podziałami", a Jarosław Rzepa (PSL) nazywał zawetowane przepisy "kompromisem". Najmocniej zabrzmiał jednak głos Lewicy.
Mieliśmy szansę na to, żeby Polska wreszcie przestała być skansenem okrucieństwa wobec psów. I dziś dostajemy kolejną szansę
– apelowała Daria Gosek-Popiołek, nadając debacie dramatyczny ton.

To właśnie te zapisy stały się dla prezydenta Karola Nawrockiego pretekstem do weta. Przekonywał on, że choć intencje są szlachetne, to "przepisy były źle przygotowane" i "nierealne do spełnienia". W swoim stylu nie szczędził mocnych porównań.
Kojce wielkości miejskich kawalerek to absurd, który uderzałby w rolników, hodowców i zwykłe wiejskie gospodarstwa
Prezydent argumentował, że ustawa stygmatyzuje polską wieś. Wtórowała mu Konfederacja. Witold Tumanowicz stwierdził, że "ustawa była przeregulowana i zawierała biurokratyczne, niepotrzebne zapisy", ale jednocześnie potępił samo trzymanie psów na uwięzi, nazywając je "procederem godnym pożałowania". Mimo to, dla Pałacu Prezydenckiego kluczowe były zapisy o kojcach.
"Hańba!" na galerii sejmowej. Gorąco po głosowaniu
Ogłoszenie wyników głosowania wywołało falę emocji nie tylko wśród polityków. Gdy stało się jasne, że weto zostało utrzymane, z galerii dla publiczności rozległy się okrzyki "hańba, hańba!". Jedna z protestujących kobiet została wyprowadzona przez Straż Marszałkowską.
Tusk grzmi o "podkulonym ogonie", Pałac odpowiada. Wojna na słowa po głosowaniu
Na wynik głosowania błyskawicznie zareagował premier Donald Tusk, który wprost oskarżył PiS o tchórzostwo. Stwierdził, że partia Kaczyńskiego "potulnie podkuliła ogon" przed prezydentem Nawrockim, kapitulując w sprawie, którą wcześniej popierała.
Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Szef gabinetu prezydenta Zbigniew Bogucki nie tylko nazwał słowa premiera "zwykłą podłością", ale przeszedł do ostrego kontrataku.
Gdybym chciał być złośliwy, to bym zapytał, na czyim był pan łańcuchu kilkanaście lat temu. Na czyim? Kiedy pan mówił, że pan będzie pilnował, żeby razem z premierem Putinem nie sypiać piachu w tryby, to po czyjej stronie pan był i na czym pan był łańcuchu?
Chłodniej, ale równie mocno, sprawę skomentował marszałek Sejmu.
Posłom i posłankom z PiSu i Konfederacji zabrakło dziś dwóch rzeczy – empatii i odwagi do przeciwstawienia się przykrej decyzji Nawrockiego
– podsumował Włodzimierz Czarzasty.
Co dalej z ustawą? Rząd zapowiada, że nie odpuści
Mimo dotkliwej porażki, koalicja rządząca zapowiada, że to nie koniec walki o prawa zwierząt. Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty zapewnił, że rządzący mieli "przegadane i przepracowane wszystkie plany A i B" i nie składają broni. "Przedyskutujemy, co dalej" – zadeklarował tuż po głosowaniu.
Wszystko wskazuje na to, że do Sejmu wkrótce trafi nowy projekt ustawy. Los tysięcy psów trzymanych na łańcuchach w całej Polsce wciąż pozostaje niepewny, a polityczna bitwa o ich uwolnienie będzie toczyć się dalej. Jedno jest pewne – emocji w tej sprawie na pewno nie zabraknie.