To, co dzieje się w diecezji sosnowieckiej, przechodzi wszelkie pojęcie. W szkołach, które jeszcze niedawno były pełne uczniów, na lekcjach religii nie pojawia się... dosłownie nikt. To nie jest cichy kryzys, to prawdziwa katastrofa dla Kościoła, a dane są bezlitosne.
W Sosnowcu dzwonek na religię dzwoni dla pustych ławek
Na lekcjach religii w wielu szkołach w diecezji sosnowieckiej po prostu nie ma komu prowadzić zajęć. Klasy, w których frekwencja wynosi zero, stały się ponurą normą. Po potężnym zjawisku, jakim były masowe rezygnacje całych klas, zostały tylko wspomnienia. Dziś nikt już nawet nie musi się wypisywać – młodzi po prostu nie zapisują się wcale. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze w 2008 roku blisko 95% młodzieży w Sosnowcu karnie maszerowało na katechezę.
Diecezja sosnowiecka od dawna miała opinię jednej z najtrudniejszych w Polsce. Sami duchowni przyznają to z bólem.
Zawsze byliśmy jedną z najtrudniejszych diecezji. Sosnowiec pod względem wszystkich parametrów zawsze funkcjonował na końcu listy diecezji w Polsce.
Te słowa księdza Andrzeja Cieślika, proboszcza z Sosnowca, idealnie oddają skalę wyzwania. Ale nawet tutaj nikt nie spodziewał się, że upadek będzie tak gwałtowny. Oficjalne statystyki mówią o 72% uczniów uczęszczających na religię, ale rzeczywistość w licealnych klasach jest znacznie bardziej brutalna.

Czytaj także: Fortuna na emeryturze. Ujawniamy, ile tysięcy miesięcznie dostanie abp Jędraszewski
"Zależy mi na tej jednej wolnej godzinie". Młodzież mówi wprost, dlaczego ucieka
Dlaczego młodzież masowo ucieka z lekcji religii? Odpowiedź jest prostsza i bardziej pragmatyczna, niż mogłoby się wydawać. Tu nie zawsze chodzi o wielkie ideologiczne spory. Chodzi o czas, a raczej jego chroniczny brak. Uczniowie, przygnieceni ogromem materiału, łapią każdą wolną chwilę.
W mojej klasie jest 34 uczniów, na religię chodzi może sześć osób. Nie dlatego, że są niewierzący. Widać to też w innych klasach, gdzie na te lekcje wybiera się również pięć, może sześć osób. Ta jedna godzina robi różnicę. Zależy mi na tej jednej wolnej godzinie.
Mówi wprost uczeń Mateusz. Podobne zdanie ma Julia: "Plan lekcji jest przeładowany. Jeśli masz opcję, łapiesz jedną czy dwie wolne godziny. Tu serio nie chodzi o wiarę czy jakiś brak ambicji". Decyzję ułatwia fakt, że od września 2025 roku religia w szkole musi być organizowana na pierwszej lub ostatniej lekcji. Jak przyznaje ks. Cieślik, stawia to młodzież przed brutalnym wyborem praktyczności nad wiarą.
Ale to tylko część prawdy. Bunt przeciwko katechezie narastał od lat, a dzisiejsza ucieczka z przeładowanego planu lekcji ma głębsze korzenie. Sylwia rezygnowała z religii już kilka lat temu. Dla niej to nie była kwestia wolnej godziny.
Wiązało się to z moimi poglądami. Myślę, że wynikało to z faktu, że ocena z religii wliczała się do średniej i zajęcia odbywały się w środku dnia, a nie tak jak teraz na pierwszych bądź ostatnich godzinach lekcyjnych.
Jak dodaje, wtedy większość jeszcze chodziła, ale dzisiejszy pragmatyzm uczniów to owoc wieloletniego zniechęcenia.

Czytaj także: Jezus królem powiatu makowskiego. Radni zdecydowali
Polska pęka na pół. W jednym mieście dopłacają do religii, w drugim sale są puste
Obraz upadku religii w szkołach nie jest jednak jednolity. To historia pękniętej Polski, w której toczy się prawdziwa wojna kulturowa. Z jednej strony mamy diecezję sosnowiecką i dramat w Łodzi, gdzie spadek uczestnictwa religia jest wręcz katastrofalny. W łódzkich liceach na zajęcia chodzi zaledwie 11% uczniów, a w podstawówkach wypisało się już 37% dzieci.
Z drugiej strony jest gmina Czarny Dunajec na Podhalu – prawdziwy bastion Kościoła. Kiedy MEN ogłosił likwidację jednej godziny religii, tamtejsi rodzice wzniecili bunt. Efekt? Gmina wyłożyła z własnego budżetu 700 tysięcy złotych, by sfinansować drugą godzinę katechezy. W większości szkół na lekcje chodzi blisko 100% uczniów.
Jedni twierdzą, że jesteśmy ciemnogrodem. Inni, że moralną stolicą Polski
– kwituje burmistrz.
Koniec religii w szkołach? "Lekcje stają się karykaturalne"
Problem jest tak poważny, że w wielu szkołach trzeba uciekać się do desperackich rozwiązań, takich jak łączenie klas religia. Uczniowie z klas 1-3, a nawet 4-6, mają zajęcia razem. Jak gorzko zauważa Piotr Bors, łódzki radny, czasami to jedyne wyjście.
Dyrektor szkoły bardzo często nie jest w stanie zorganizować lekcji religii. Albo te lekcje stają się karykaturalne, bo na przykład organizowane są dla jednego czy dwóch uczniów.
Czy diecezja sosnowiecka to zwiastun tego, co czeka całą Polskę? Wszystko na to wskazuje. Ksiądz Cieślik przyznaje, że prawdziwym testem wiary będzie dopiero przyszły rok, kiedy Kościół spróbuje zorganizować dodatkowe zajęcia przy parafiach. Wtedy okaże się, ilu wiernych zostało Kościołowi, gdy zniknie szkolny przymus. Wyrok, który zapadł w pustych salach w Sosnowcu, może być zaledwie początkiem.