To jest nokaut dla flagowego projektu ministry edukacji Barbary Nowackiej. W podhalańskiej gminie Czarny Dunajec rodzice zorganizowali prawdziwy bunt i masowo wypisali dzieci z lekcji edukacji zdrowotnej. Zamiast tego, przy aplauzie lokalnych władz, wolą dołożyć z publicznych pieniędzy na dodatkową religię. Z ponad 1200 uczniów na lekcje ministry pójdzie zaledwie garstka.
Wyniki zapisów na nowy przedmiot szkolny w gminie Czarny Dunajec wyglądają jak statystyki z wojny, a nie z naboru na lekcje. Po tym, jak 25 września 2025 roku zamknięto listy, okazało się, że z 1213 uprawnionych uczniów na zajęcia z edukacji zdrowotnej pójdzie zaledwie 50. To nie jest niska frekwencja – to jest polityczna anihilacja projektu firmowanego przez Barbarę Nowacką. Na Podhalu, w sercu konserwatywnej Polski, rodzice uznali, że lekcje o zdrowiu, diecie i – co najważniejsze – "s8ualności człowieka", to próba ideologicznego ataku na ich dzieci.
Zamiast edukacji, dodatkowa religia. Burmistrz staje po stronie rodziców
Na fali masowej rezygnacji z edukacji zdrowotnej, lokalne władze nie zamierzały stać z boku. Burmistrz gminy Czarny Dunajec, Marcin Ratułowski, otwarcie przyznał, że góralska społeczność ma po prostu inne priorytety. Zamiast wdrażać odgórne zalecenia, samorząd posłuchał głosu mieszkańców i na ich prośbę... sfinansował dodatkową godzinę religii w tygodniu. To nie jest już tylko policzek, ale otwarte rzucenie rękawicy ministerstwu. W czasie, gdy Barbara Nowacka walczy o ograniczenie liczby lekcji religii do jednej tygodniowo, w Czarnym Dunajcu samorząd idzie pod prąd i funduje uczniom dodatkową katechezę.
Burmistrz nie ma wątpliwości, po czyjej stronie stoi. W jego ocenie "samorząd powinien odzwierciedlać oczekiwania mieszkańców, nawet jeśli stoją one w sprzeczności z polityką centralną". Jak tłumaczy, problem nie leży w braku dbałości o zdrowie.
Rodzice uważają, że nasze dzieci nie potrzebują edukacji zdrowotnej w takim wymiarze. Nie mamy problemów z otyłością czy brakiem ruchu, bo młodzież korzysta z licznych zajęć sportowych i dodatkowych aktywności.
instagram.com/barbaranowacka
Czytaj także: Awantura o plakaty Ordo Iuris w szkole. Dyrektorka tłumaczy się kuriozalnie: "Treść jest słuszna"
Totalna klęska ministry Nowackiej. "To nie jest Polska, to jest Podhale"
Podczas gdy w niektórych częściach kraju projekt ministry Nowackiej został przyjęty z entuzjazmem – jak w I LO w Chełmie, gdzie rezygnacja wyniosła zaledwie 5 proc. – to w Czarnym Dunajcu jej pomysły rozbiły się o ścianę. Dyrektorka tamtejszego liceum, Marta Sadowska, przekonała rodziców, obiecując, że "najważniejsza będzie tam profilaktyka, zdrowy styl życia i bezpieczeństwo". Na Podhalu takie argumenty nikogo nie przekonały.
Iwona Wontorczyk, dyrektor Gminnego Zespołu Oświatowego, przyznaje, że mimo prób "rzetelnego i obiektywnego przedstawienia treści zajęć, zainteresowanie przedmiotem nie wzrosło". Ostateczne liczby są bezlitosne i pokazują skalę porażki.
Na terenie miasta i gminy Czarny Dunajec uczy się 1213 dzieci, które mogłyby uczestniczyć w nowym przedmiocie – edukacji zdrowotnej. Ostatecznie zapisało się jedynie 50 uczniów, co stanowi 4,12 proc wszystkich uprawnionych.
To przez edukację seksualną. Rodzice boją się deprawacji
Co tak naprawdę przeraziło rodziców w szkołach w Czarnym Dunajcu? Nieoficjalnie mówi się wprost: strach przed tym, co w programie nauczania określono jako "s8xualność człowieka". W wielu konserwatywnych środowiskach hasło "s8sualność" to synonim deprawacji. Rodzice, podgrzewani przez takie organizacje jak Stowarzyszenie Rodzice Chronią Dzieci, wpadli w panikę, bojąc się, że nauka szkolna zniszczy tradycyjne wartości, które wpajają dzieciom w domu.
Do buntu i obrony praw rodzicielskich nawoływała m.in. Magdalena Czarnik ze wspomnianego stowarzyszenia, pisząc w mediach społecznościowych wprost: "Rodzice egzekwujcie swoje prawa". W Czarnym Dunajcu ten apel padł na wyjątkowo podatny grunt, a rodzice masowo uznali, że wolą sami decydować o tym, czego ich dzieci będą uczyć się w tak wrażliwych kwestiach, pomimo obecnych w przestrzeni medialnej zapewnień, że edukacja zdrowotna jest... zdrowym (i potrzebnym) przedmiotem.
Wojna o duszę polskiej szkoły. To dopiero początek?
Historia z Czarnego Dunajca to coś więcej niż lokalna awantura o jeden przedmiot. To Polska w pigułce – kraj rozdarty między wizją nowoczesnego, otwartego państwa a bastionem tradycji, gdzie głos Kościoła i lokalnej społeczności znaczy więcej niż rozporządzenie ministra. Burmistrz Marcin Ratułowski stał się tu symbolem samorządowca, który woli słuchać swoich wyborców niż urzędników z Warszawy, nawet jeśli oznacza to otwarty konflikt.
Klęska projektu Barbary Nowackiej na Podhalu jest ostrzeżeniem dla rządu: próba zbyt szybkiej modernizacji obyczajowej może napotkać opór, jakiego nikt się nie spodziewał. Czy Czarny Dunajec to tylko odosobniony przypadek, czy może pierwszy zwiastun szerszej rebelii przeciwko zmianom w edukacji? Jedno jest pewne: w polskiej szkole właśnie rozpoczęła się nowa, ideologiczna wojna. I nikt nie zamierza brać jeńców.