Brutalny atak, antypolskie okrzyki i próba rękoczynów w centrum Sankt Petersburga – w sieci pojawiło się szokujące nagranie z napaści na ambasadora RP w Rosji, Krzysztofa Krajewskiego. Polski dyplomata został osaczony przez grupę agresywnych prowokatorów. Ten skandaliczny incydent to jednak dopiero początek, bo machina propagandowa Kremla już ruszyła z bezczelną próbą odwrócenia kota ogonem, co wywołało ostrą reakcję polskiego MSZ.
"Na siebie wezwij policję, terrorysto!". Szokujące sceny na nagraniu
Nagranie, które obiegło sieć, przypomina sceny z filmu akcji, tyle że to wydarzyło się naprawdę na jednej z głównych ulic Sankt Petersburga. Ambasador Krzysztof Krajewski szedł Newskim Prospektem na spotkanie z Polonią z okazji Święta Niepodległości, gdy nagle dopadła go dobrze zorganizowana bojówka "aktywistów". Prowokatorzy, uzbrojeni w transparent z hasłem "Kiedy wy i wasze władze przestaniecie sponsorować i uzbrajać Ukrainę", natychmiast przeszli do ataku.
Jeden z napastników agresywnie domagał się odpowiedzi: "Dlaczego sponsorujesz władze Ukrainy? Odpowiedz na pytanie!". W kontrze do furii prowokatora, ambasador Krajewski ze stoickim spokojem odparł: "Trzeba wezwać policję". Ta odpowiedź tylko dolała oliwy do ognia.
Na siebie wezwij policję, terrorysto. Terrorysta chodzi po Petersburgu. Ludzie, co się dzieje!
Po tych słowach sytuacja eskalowała. Napastnicy zaczęli przepychać dyplomatę, a w tle słychać było okrzyki: "Za twoje pieniądze dzieci umierają!". Tylko dzięki profesjonalnej interwencji funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa (SOP) udało się zapobiec rękoczynom.
Rosyjska propaganda już działa. Tak telewizja Putina tłumaczy napaść
Machina propagandowa Kremla ruszyła z kopyta, zanim jeszcze kurz opadł na Newskim Prospekcie. W rosyjskich mediach brutalna napaść została przedstawiona jako spontaniczny "protest" zdesperowanych "aktywistów", którzy chcieli jedynie zadać polskiemu dyplomacie kilka "pytań". Telewizja 78 Nowosti przekonywała, że chodziło o wyjaśnienie "polityki podwójnych standardów", bo Polska rzekomo "z jednej strony nawołuje do pokoju, z drugiej — finansuje i dozbraja" Ukrainę.
"Skandal dyplomatyczny" i "złamanie prawa". Głosy oburzenia po rosyjskiej prowokacji
Prowokacja w Petersburgu wywołała falę oburzenia nie tylko w Polsce. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz bez ogródek nazwał incydent "skandalem dyplomatycznym" i "złamaniem prawa międzynarodowego". Głos zabrały także postaci z areny międzynarodowej, które nie mają wątpliwości co do charakteru tego zdarzenia.
Były wiceminister spraw wewnętrznych Ukrainy, Anton Heraszczenko, ocenił sytuację niezwykle poważnie, podkreślając wagę tego, co zaszło na rosyjskiej ulicy.
Jest to najpoważniejszy incydent bezpieczeństwa tego typu od wielu lat.

Tego typu komentarze pokazują, że świat nie dał się nabrać na kremlowską narrację o "spontanicznym proteście" i postrzega napaść jako kolejny akt wrogiej polityki Rosji.
"To kolejny wrogi akt". Ambasador przerywa milczenie, a MSZ wzywa Rosjan na dywanik
Sam ambasador Krzysztof Krajewski nie ma wątpliwości, że atak był starannie zaplanowaną operacją. W mocnych słowach podsumował to, co go spotkało.
Doszło do kolejnego wrogiego aktu wobec mnie i personelu placówki. W czasie, gdy przechodziłem główną ulicą, Newskim Prospektem, grupa tzw. aktywistów, dobrze zorganizowana i kierowana przez osoby spoza tej grupy, zaatakowała mnie słownie, wznosząc antypolskie i antyukraińskie okrzyki, i próbowała zaatakować fizycznie.
W odpowiedzi na ten bezprecedensowy akt agresji, polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych (MSZ) wezwało na dywanik rosyjskiego chargé d’affaires, któremu wręczono oficjalną notę protestacyjną. Jak poinformował rzecznik MSZ Maciej Wewiór, podczas spotkania strona rosyjska, przyparta do muru dowodami, przyznała, że "do takich sytuacji nie powinno dochodzić".