Na scenie politycznej trwa spektakl jedności, w którym Prawo i Sprawiedliwość broni Zbigniewa Ziobry jak lwica młodych. Ale gdy gasną światła, a kurtyna opada, zaczyna się zupełnie inne przedstawienie – brutalna walka, w której partyjni koledzy wbijają mu n.ż w plecy, a niektórzy już otwierają szampana. Oto szokujące kulisy upadku Ziobry na podstawie ustaleń Newsweeka.
"Niech mu zupa w więzieniu smakuje". W PiS panuje euforia po zarzutach dla Ziobry
Koniec teatru. W kuluarach PiS nikt już nie udaje. Zamiast słów obrony, z ust partyjnych kolegów Ziobry płynie jad i ledwo skrywana satysfakcja. Dziennikarze Newsweeka dotarli do wypowiedzi, które pokazują prawdziwe oblicze wojny w PiS. Gdy pada pytanie o 25 lat więzienia, które grożą Ziobrze, jeden z posłów rzuca krótko i z uśmiechem: "To 25 powodów do świętowania!".
To jednak tylko przedsmak tego, co naprawdę dzieje się za plecami byłego ministra sprawiedliwości. Inny parlamentarzysta z partii Kaczyńskiego idzie jeszcze dalej, nie ukrywając radości z działań prokuratury pod wodzą Waldemara Żurka.
Gorąco kibicuję ministrowi Waldemarowi Żurkowi. Niech Ziobrze zupa w więzieniu smakuje. Zobaczymy, czy nasze państwo zda egzamin, czy jednak Ziobro zdoła uciec.
Słowa o ucieczce to nie przypadek. W partii krążą spekulacje, czy były minister, przeczuwając najgorsze, zdecyduje się na stały wyjazd z kraju. Pytanie, czy będzie to ucieczka Ziobro Węgry, czy może do Brukseli, gdzie według sugestii mógłby składać wyjaśnienia, pozostaje otwarte. Jedno jest pewne: "Kuluarowo to nikt nie mówi dobrze o Ziobrze. Szerokiego frontu jego obrony w partii teraz nie ma" – przyznaje kolejny rozmówca.
Grupa przestępcza i 150 milionów. Prokuratura chce aresztu dla Ziobry
O co w ogóle toczy się ta gra? O gigantyczne pieniądze, polityczną przyszłość i potencjalne 25 lat za kratami. Prokuratura nie bawi się w półśrodki. Na stół trafił wniosek o uchylenie immunitetu Ziobro, a lista 26 zarzutów wygląda jak scenariusz filmu gangsterskiego: kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą i przywłaszczenie 150 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości. To właśnie z tych pieniędzy m.in. Michał Woś miał sfinansować zakup systemu szpiegującego Pegasus.

Oficjalnie mur obrony, nieoficjalnie nóż w plecy. Podwójna gra partii Kaczyńskiego
Przed kamerami Mateusz Morawiecki grzmi o "politycznej zemście", a Jarosław Kaczyński broni Ziobry, mówiąc o "nowych konstrukcjach prawnych niemających nic wspólnego z prawem karnym". To oficjalna wersja dla mediów.
To, co dzieje się wobec Z. Ziobry i jego współpracowników, nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością. To polityczna zemsta, a nie wymiar sprawiedliwości. Prokuratura, służby, media – wszystko ruszone jednym rozkazem, by realizować strategię Tuska.
A nieoficjalna? "To jest polityczna konieczność" – mówi bez ogródek inny polityk PiS, dodając, że Ziobro "i tak może się zaraz szarpać, że go niewystarczająco mocno bronimy". Ta podwójna gra pokazuje, jak krucha jest jedność na prawicy. Ludzie Ziobry mają "pałować innych PiS-owców, żeby bronili Zbyszka", ale efekt jest mizerny, bo za plecami lidera Suwerennej Polski trwa festiwal złośliwości.
Pieniądze, arogancja i haki. Lista "grzechów", za które PiS nienawidzi Ziobry
Skąd ta nienawiść? Powodów jest kilka, a każdy z nich to polityczny grzech główny. Po pierwsze, pieniądze i zazdrość. Suwerenna Polska, odcięta przez Kaczyńskiego od subwencji, zrobiła sobie z Funduszu Sprawiedliwości prywatny bankomat. "Wiedzieli, gdzie uderzyć, żeby bolało. W portfel" – kwituje gorzko parlamentarzysta PiS. Kandydaci "ziobrystów" dzięki ogromnym środkom często przeskakiwali na listach wyborczych zasłużonych działaczy PiS.
Po drugie, brutalny styl polityczny. Zbigniew Ziobro przez lata miał zbierać "haki" nie tylko na opozycję, ale i na kolegów z własnego obozu. Stworzył potężny, upolityczniony aparat prokuratury i własne służby w Służbie Więziennej. Dziś, gdy jego imperium się wali, niewielu ma ochotę nadstawiać za niego karku. "Wszyscy w PiS wiedzieli, że z tym Funduszem to będzie wielki problem, no i teraz jest" – przyznaje informator Newsweeka.
Zbigniew Ziobro przez lata budował swoją potęgę, nie oglądając się na sojuszników i wrogów. Dziś, gdy znalazł się na celowniku prokuratury, odkrywa, że w polityce nie ma przyjaciół. Pytanie tylko, czy jego upadek będzie końcem, czy początkiem jeszcze większej wojny na prawicy, która pogrąży całą partię.