W Stanach Zjednoczonych trwa prawdziwe polowanie na nielegalnych imigrantów, a na Polonię padł blady strach. Okazuje się jednak, że najgorszy cios nie przychodzi od agentów federalnych. Zadają go swoi – Polak Polakowi. Polonijne media biją na alarm: trwa fala donosów, a motywy tej zdrady mrożą krew w żyłach.
Na Polaków w USA padł blady strach. "Polowanie" trwa w najlepsze
Nad polskimi dzielnicami w USA zawisły czarne chmury, a strach puka do drzwi o świcie. Odkąd administracja Donalda Trumpa wypowiedziała wojnę imigrantom, agenci federalni (ICE) prowadzą bezwzględne łapanki. W rejonie Chicago od września trwa operacja "Midway Blitz", a jej funkcjonariusze wyciągają ludzi prosto z domów i miejsc pracy. Trwa polowanie. A za cel obrano także Polaków.
Ten dramat ma konkretne, ludzkie twarze. Media opisywały historię Iriny Sobierajskiej, która po 20 latach życia w Ameryce została zmuszona do powrotu do Polski. 31 października 2025 roku musiała wsiąść do samolotu, zostawiając w USA całą rodzinę, w tym ciężko chorego męża. Podobnych dramatów jest więcej. Służby zatrzymały też znanego w Polonii animatora dla dzieci Super Tomasza czy poszukiwanego listem gończym Krzysztofa Panasiuka.
Choć działania służb imigracyjnych Trumpa są bezwzględne, to prawdziwy cios przychodzi z najmniej spodziewanej strony. Kiedy wydaje się, że największym zagrożeniem jest patrol ICE, okazuje się, że prawdziwym wrogiem może być sąsiad zza ściany. Sąsiad, który mówi po polsku.

Czytaj także: "Siedzi z kolegami zabarykadowana". Dramatyczny wpis Marcina Wrony. Jego córka przeżyła horror w USA
Największym wrogiem Polaka jest... drugi Polak? Szokujące doniesienia zza oceanu
Polonijne media w USA biją na alarm. Coraz głośniej mówi się o zjawisku, które mrozi krew w żyłach – fali donosów składanych przez Polaków na rodaków, którzy nie mają uregulowanego statusu. Potwierdza to Paweł Żuchowski, korespondent RMF FM z USA.
Smutne donosy rodaków... Polonijne media zaczynają opisywać to, co dzieje się w naszym środowisku. [...] Najgorsi są ci, którzy po latach w różny sposób zalegalizowali swój pobyt. Teraz drugiego sami wsadziliby do samolotu.
Wszechobecny lęk wśród Polonii sprawia, że ludzie zaczynają bać się własnego cienia i... znajomych. Ten strach wybrzmiewa w anonimowych relacjach, które pokazują skalę paranoi. Jak mówi dla Fakt.pl jeden z Polaków żyjących bez dokumentów:
Żyję w strachu, kilka osób wie, że jestem tu nielegalnie. Nie wiem, czy nie zadzwonią do służb imigracyjnych.
Inny dodaje gorzko:
Wiem, złamałem prawo wizowe. Tu urodziły się jednak dzieci. Nie mogę teraz wrócić do kraju. A każdy dzień to życie w strachu. Kiedyś obawiałem się służb, teraz rodaków, którzy wydają swoich.
Mechanizm zdrady jeszcze nigdy nie był tak prosty. Wystarczy kilka kliknięć. Amerykańskie służby ułatwiły sprawę, tworząc na stronie internetowej ICE elektroniczny formularz "Tip Form". Wystarczy wpisać dane i wysłać anonimowy raport. To cyfrowy nóż w plecy, dostępny dla każdego, kto ma dostęp do internetu i zero skrupułów.
Pieniądze, zazdrość i zemsta. Ujawniamy, dlaczego donoszą
Co pcha ludzi do tak haniebnych czynów? Jak znowu dla Fakt.pl mówi kolejny Polak mieszkający pod Nowym Jorkiem, motywy są stare jak świat. "Głównym powodem donosów zawsze były pieniądze." Scenariusz jest często ten sam: nieuczciwy majster na budowie zatrudnia "nowego" imigranta bez papierów, przez miesiące nie wypłaca mu pensji, a gdy dług rośnie, dzwoni po służby.
Kiedy zebrała się większa suma, szedł donos i na budowę wjeżdżały służby imigracyjne. Zabierały nielegalnych lub takich, co nie mieli pozwolenia na pracę, i pieniądze zostawały w kieszeni majstra.
Scenariusz jak z gangsterskiego filmu, tylko że dzieje się naprawdę, na polskich budowach w Chicago i Nowym Jorku. Zamiast wypłaty – deportacja.
Drugim powodem jest zemsta i osobiste porachunki. Zawiść potrafi być potężniejsza niż jakakolwiek solidarność narodowa. Donos staje się narzędziem do rozwiązania prywatnych problemów. "Drugim powodem była miłość. Donos był najprostszym sposobem na pozbycie się konkurenta lub konkurentki. Zdarzały się takie sytuacje, że żona donosiła na kochankę męża. I miała spokój" – opowiada rozmówca Faktu. Tanie intrygi i osobiste porachunki załatwiane rękami agentów federalnych. Jeden anonimowy donos i problem z głowy.
Najbardziej gorzką pigułką do przełknięcia jest jednak postawa tych, którym samym udało się zalegalizować pobyt. Jak mówi Polka z okolic Chicago, to właśnie oni często są najgorsi. "To się dzieje. Robią to osoby, które dopiero co dostały papiery." Zapominają, jak sami kiedyś drżeli o swój los, a teraz z poczuciem wyższości patrzą na tych, którzy wciąż walczą o swoje miejsce w Ameryce.

Meksykanie ostrzegają się nawzajem. A Polacy? "Jak ci nie zaszkodził, to już pomógł"
Czy tak musi wyglądać życie w ciągłym zagrożeniu? Okazuje się, że nie. Wystarczy spojrzeć na inną społeczność, by zobaczyć, czym jest prawdziwa solidarność. Jak zauważa młoda Polka z Chicago, w obliczu wspólnego wroga inne grupy potrafią się zjednoczyć.
Podczas gdy Polacy donoszą na siebie nawzajem, Meksykanie się ostrzegają. Informują się, gdzie stoją patrole policji. Zachęcają tych, którzy mają uregulowany pobyt i czyste konto, by głośno krzyczeli "la migra" i odwracali uwagę od innych.
W polskim środowisku króluje za to inna zasada, podsumowana w gorzkim powiedzeniu, które przytacza Paweł Żuchowski: "Jest takie powiedzenie wśród Polaków w USA: «Jak ci rodak nie zaszkodził, to już ci pomógł»". Te słowa, kiedyś uznawane za przesadzone, dziś wydają się przerażająco trafne.
Konsekwencją tej fali nieufności jest paraliżujący strach. Ludzie zamykają się w domach, zrywają kontakty, boją się mówić, kim są. Co bardziej przezorni podpisują specjalne pełnomocnictwa, tak zwane "power of attorney", które na wypadek aresztowania pozwalają bliskim zarządzać majątkiem i opiekować się dziećmi. W Ameryce, która miała być spełnieniem marzeń, największym koszmarem okazał się nie obcy system, ale drugi człowiek mówiący tym samym językiem.