Polityczny thriller z biletem lotniczym w tle. Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro miał już wracać do kraju, by zmierzyć się z prokuratorskimi zarzutami, ale w ostatniej chwili zmienił plany. Zamiast w Polsce, pozostał na Węgrzech, u boku swojego politycznego sojusznika, Viktora Orbána. Wszystko przez jedną, tajemniczą informację, która miała go ostrzec przed "zorganizowaną prowokacją". Co tak naprawdę się stało?
Ziobro przerywa milczenie z Budapesztu. "Miałem wykupiony bilet"
Dramatyczny zwrot akcji nastąpił w czwartek 6 listopada 2025 roku, podczas transmitowanej na żywo z Budapesztu konferencji prasowej. Zbigniew Ziobro ujawnił, że jego powrót do Polski został odwołany w ostatnim momencie. Jak sam przyznał, decyzja była podyktowana strachem przed politycznym spiskiem.
Tak, to prawda, miałem wykupiony bilet i miałem wracać do Polski, natomiast uzyskałem informację, że w sposób przestępczy ma być zorganizowana kolejna prowokacja związana z zatrzymaniem mnie rzekomo pod pretekstem jakiegoś działania, innego rodzaju uczynku czy zaraz po, w oparciu o jakieś fałszywe zeznania.
Były szef resortu sprawiedliwości nie ma wątpliwości, kto pociąga za sznurki. Całą winą obarczył premiera Donalda Tuska.
Żyjemy w państwie Tuska, czyli człowieka, który jasno powiedział, że będzie stosował prawo tak, jak on je rozumie, a nie tak, jak jest zapisane w ustawach i on to naprawdę robi
– grzmiał Ziobro, zapowiadając, że nie zamierza "wpisywać się w jego scenariusz i pomagać jego przestępczej szajce". Decyzja o pozostaniu na Węgrzech zapadła w niezwykle gorącym momencie – tuż przed posiedzeniem sejmowej komisji, która ma zająć się jego immunitetem, co nadaje całej sprawie dodatkowego dramatyzmu.

Ucieczka przed 26 zarzutami? Prokuratura chce aresztu dla byłego ministra
Tymczasem w Polsce czeka na niego liczący 159 stron wniosek prokuratury o uchylenie mu immunitetu poselskiego. Gra toczy się o najwyższą stawkę. Prokuratura chce postawić Ziobrze aż 26 zarzutów, a najpoważniejszy z nich dotyczy stworzenia i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. W tle afery pojawiają się gigantyczne pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości oraz kontrowersyjny zakup systemu szpiegowskiego Pegasus.
Według śledczych, którym udało się dotrzeć do dokumentów, nagrań i zeznań świadków, grupa pod kierownictwem Ziobry miała przyznawać dotacje podmiotom, które nie miały do nich prawa, a były minister miał osobiście ingerować w przebieg konkursów. Jeśli Sejm uchyli jego ochronę, prokuratura zamierza wnioskować o tymczasowe aresztowanie. Grozi mu nawet 25 lat więzienia. Zestawienie tak poważnych zarzutów, popartych obszernym materiałem dowodowym, z narracją Ziobry o "politycznej zemście" tworzy obraz bezpardonowej walki, w której stawką jest nie tylko wolność byłego ministra, ale i wiarygodność całego wymiaru sprawiedliwości.
"Bratanki" w potrzebie. Dlaczego Ziobro schronił się u Orbána?
Wybór Węgier na miejsce "przeczekania" politycznej burzy nie jest przypadkowy. Viktor Orbán od lat jest jednym z najbliższych sojuszników ideologicznych Prawa i Sprawiedliwości. Ziobro może liczyć na jego pełne wsparcie, co premier Węgier potwierdził, komentując sprawę: "Polski rząd próbuje go aresztować. To wszystko dzieje się w sercu Europy, a Bruksela milczy. Żyjemy w absurdalnych czasach...".
To nie pierwszy raz, gdy rząd Orbána otwiera swoje ramiona dla polityków Zjednoczonej Prawicy w tarapatach. Kluczowym precedensem jest sprawa Marcina Romanowskiego, byłego wiceministra sprawiedliwości i bliskiego współpracownika Ziobry. Romanowski uciekł na Węgry w grudniu 2024 roku i błyskawicznie otrzymał tam azyl polityczny.
To nie Węgry mają sojuszników, ale Viktor Orban. Zrobi dla nich wszystko, nawet wtedy, gdy są w swoich krajach w opozycji. Bo wie, że jeśli kiedyś wrócą do władzy, będą wobec niego jeszcze bardziej lojalni
– tłumaczy mechanizm działania węgierskiego premiera Zsolt Sarkadi, dziennikarz niezależnego serwisu Partizan. Węgry pod rządami Orbána stały się bezpieczną przystanią również dla innych kontrowersyjnych postaci, jak były premier Macedonii Północnej Nikoła Gruewski czy były prezydent Brazylii Jair Bolsonaro.
Tusk grzmi, opozycja kpi. "Zawsze był tchórzem"
Decyzja Ziobry o pozostaniu w Budapeszcie rozpętała w Polsce prawdziwą polityczną wojnę. Politycy koalicji rządzącej nie przebierają w słowach, nazywając ruch byłego ministra ucieczką i aktem tchórzostwa. Poseł Witold Zembaczyński stawia sprawę jasno:
On ma tylko dwa wyjścia: uciec na Węgry i żyć jak tchórz oraz współpracować z prokuraturą i ponieść konsekwencje, łącznie z ograniczeniem wolności.
Zupełnie inaczej sytuację widzi obóz Zjednoczonej Prawicy, który przedstawia Ziobrę jako ofiarę bezwzględnego ataku politycznego. Mariusz Błaszczak, podsumowując działania rządu, stwierdził obrazowo: "Jedząc żurek, Donald Tusk wydał wyrok na Zbigniewa Ziobrę". Jedno jest pewne: bilet do Polski wciąż leży na stole, a polityczna szachownica zadrżała w posadach. Pytanie brzmi, jaki będzie następny ruch Zbigniewa Ziobry – powrót i walka w sądzie, czy może długie wakacje w gościnnej Budapeszcie?