Zbigniew Ziobro w najgorętszym dla siebie momencie politycznej kariery zorganizował konferencję prasową, ale nie w Warszawie. Były minister sprawiedliwości nadaje prosto z Budapesztu, gdzie oskarża Donalda Tuska o zemstę, podczas gdy w Polsce ważą się losy jego immunitetu. Czy to tylko polityczny teatr, czy desperacka próba ucieczki pod skrzydła Viktora Orbana?
Ziobro uderza z Budapesztu. "To kolejna faza zemsty Tuska"
Kiedy w Sejmie temperatura sięga zenitu, a nad głową wisi widmo uchylenia immunitetu i aresztu, Zbigniew Ziobro postanowił przemówić do narodu. Jednak zamiast sali konferencyjnej w Warszawie, wybrał zaskakującą scenerię – Budapeszt. Stamtąd, w towarzystwie jedynie prawicowych mediów, były minister sprawiedliwości odpalił najcięższe działa, celując prosto w premiera.
I dzieje się. Zemsta Tuska przeszła w kolejną fazę, w tym wypadku złożenia wniosku o uchylenie mi immunitetu oraz wyrażenie przez Sejm zgody na areszt tymczasowy.
Ziobro przekonuje, że jest ofiarą politycznej nagonki, a Donald Tusk ma osobiste powody do odwetu. Jak stwierdził, jako prokurator generalny nadzorował liczne śledztwa, w których pojawiali się czołowi politycy Platformy Obywatelskiej, tacy jak Sławomir Nowak, Roman Giertych czy Włodzimierz Karpiński. Według niego obecne działania prokuratury to nic innego jak instrumentalne wykorzystywanie prawa do rozprawienia się z opozycją.
Co najciekawsze, całe to dramatyczne wystąpienie odbyło się przy okazji konferencji poświęconej... praworządności w Unii Europejskiej. Sam Ziobro nazwał to paradoksem. Trudno o lepsze podsumowanie sytuacji, w której główny autor demontażu wymiaru sprawiedliwości w Polsce ucieka się do haseł o rządach prawa, nadając prosto ze stolicy państwa Viktora Orbána.
Czytaj także: Donald Tusk wcina żurek, aż mu się uszy trzęsą. Tym filmikiem doprowadził opozycję do szału [wideo]
Dlaczego właśnie Węgry? Ziobro chowa się pod parasolem Orbana
Wybór miejsca na tak kluczową konferencję nie mógł być przypadkowy. Budapeszt to stolica państwa rządzonego przez Viktora Orbána, wieloletniego sojusznika Prawa i Sprawiedliwości na arenie europejskiej. To jednak nie wszystko. Węgry stały się bezpieczną przystanią dla innego bohatera afery z Funduszem Sprawiedliwości.
Mowa o Marcinie Romanowskim, byłym wiceministrze w resorcie Ziobry i pośle PiS. Gdy polska prokuratura chciała postawić mu 11 zarzutów, w tym udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, Romanowski znalazł schronienie właśnie na Węgrzech, gdzie w grudniu ubiegłego roku otrzymał azyl polityczny.
Polityczna manifestacja, a może po prostu rekonesans? Ziobro ewidentnie sprawdza ścieżkę, którą przetarł już jego wierny człowiek, Marcin Romanowski. Pytanie, czy Viktor Orbán, znany z udzielania schronienia politycznym sojusznikom, otworzy swój parasol ochronny również nad byłym polskim ministrem, pozostaje otwarte.
Gang w ministerstwie? Prokuratura chce postawić Ziobrze 26 zarzutów
Gra toczy się o najwyższą stawkę. Prokuratura chce, by Sejm nie tylko uchylił immunitet byłemu ministrowi, ale także zgodził się na jego zatrzymanie i areszt tymczasowy. Lista zarzutów jest długa i porażająca – śledczy mówią o 26 przestępstwach. Najpoważniejszy z nich to zarzut założenia i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, która miała działać w samym Ministerstwie Sprawiedliwości.
Według ustaleń śledczych, grupa ta miała przywłaszczyć ponad 150 milionów złotych z Funduszu Sprawiedliwości. Pieniądze, zamiast trafiać do ofiar przestępstw, miały być przekazywane w ramach ustawianych konkursów wybranym podmiotom, często powiązanym z politykami obozu Zjednoczonej Prawicy. W aferę zamieszany jest również inny polityk PiS, Dariusz Matecki, któremu prokuratura postawiła już sześć zarzutów.
Tusk nie odpuszcza. "Niech pan nie będzie fujarą i miękiszonem"
Odpowiedź obozu rządzącego na budapesztański spektakl była równie ostra, co przewidywalna. Sam Donald Tusk już wcześniej, nie przebierając w słowach, publicznie wzywał Ziobrę do stawienia czoła wymiarowi sprawiedliwości. Używając jego własnego języka, apelował, by ten nie okazał się "fujarą" i "miękiszonem". Te złośliwe epitety, którymi Ziobro sam kiedyś obrzucał politycznych rywali, teraz wracają do niego jak bumerang, nadając całemu starciu wyjątkowo osobisty i brutalny charakter.
Wtóruje mu marszałek Sejmu, Szymon Hołownia, który ze stoickim spokojem informuje o procedurach. Potwierdził, że sejmowa komisja zajmie się wnioskiem jeszcze w czwartek, a ostateczne głosowanie w sprawie immunitetu Ziobry może odbyć się nawet w piątek wieczorem. Ta proceduralna machina, zestawiona z panicznym ruchem byłego ministra, ma pokazać jedno: czas politycznej nietykalności właśnie dobiega końca.