Szpitale odwołują zabiegi na końcówkę roku. Minister Jolanta Sobierańska-Grenda: terminy mogą trafić na początek 2026

Szpitale odwołują zabiegi na końcówkę roku. Minister Jolanta Sobierańska-Grenda: terminy mogą trafić na początek 2026

Szpitale odwołują zabiegi na końcówkę roku. Minister Jolanta Sobierańska-Grenda: terminy mogą trafić na początek 2026

Jolanta Sobierańska-Grenda, Ministra Zdrowia / Fot. gov.pl, canva.com

Miesiącami czekasz na operację, która ma odmienić twoje życie. Układasz plany, liczysz dni. I nagle dzwoni telefon ze szpitala. "Przykro nam, zabieg odwołany". Ten koszmar właśnie staje się rzeczywistością tysięcy Polaków. Służba zdrowia tonie w długach, a rząd przyzwala na masowe przesuwanie operacji.

Reklama

Zaczęło się. Szpitale dzwonią do pacjentów i odwołują zabiegi na przyszły rok

Koszmar pacjentów staje się faktem. Pamiętacie dramat 285 pacjentów z gdańskiego szpitala Copernicus, którym w ostatniej chwili odwołano operacje? Ten scenariusz powtarza się w Polsce na większą skalę. Telefony z informacją o przełożeniu zabiegu na przyszły rok znów rozdzwoniły się w całej Polsce, a na pierwszy ogień idą m.in. pacjenci czekający na zabiegi ortopedyczne.

Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda oficjalnie zapowiedziała, że w listopadzie i grudniu placówki medyczne będą mogły odwoływać planowe zabiegi i przenosić je na początek przyszłego roku. Dla tysięcy chorych oznacza to kolejne miesiące życia w bólu i niepewności.

Reklama

Terminy planowych zabiegów mogą być w niektórych szpitalach przesuwane z końcówki tego na początek przyszłego roku.

– potwierdziła Jolanta Sobierańska-Grenda.

Minister zdrowia uspokaja, że "to nic nowego". A w systemie brakuje 14 miliardów złotych

Podczas gdy pacjenci drżą o swoje zdrowie, resort zdrowia zdaje się podchodzić do sprawy ze stoickim spokojem. Szefowa ministerstwa przekonuje, że przesuwanie operacji to normalna praktyka, a szpitale po prostu racjonalnie zarządzają swoimi budżetami.

Reklama

To nie jest nic nowego. Przesuwanie jest racjonalne, bo szpitale szacują, ile mogą wykonać świadczeń.

– stwierdziła Jolanta Sobierańska-Grenda.

Reklama

Tyle że "racjonalne przesuwanie" w języku urzędników dla pacjentów oznacza jedno: kolejne miesiące życia w bólu, niepewności i strachu o własne zdrowie. A wszystko to w cieniu gigantycznej dziury finansowej. Do końca roku w systemie ochrony zdrowia zabraknie nawet 14 mld zł. Rząd w trybie awaryjnym dosypał 4 mld zł, ale to tylko kroplówka dla tonącego pacjenta.

Reklama

Które zabiegi są zagrożone? Ministerstwo obiecuje, że nie wszystkie

Chaos i brak pieniędzy nie dotkną na szczęście wszystkich pacjentów. Ministerstwo Zdrowia zapewnia, że absolutnym priorytetem pozostają pilne operacje ratujące życie oraz programy lekowe, zwłaszcza dla pacjentów onkologicznych. Te świadczenia mają być realizowane bez żadnych zakłóceń.

Reklama

Mamy dużą liczbę terapii refundowanych. Programy lekowe dla nas są priorytetem i nikt tego leczenia nie przerwie.

– zapewniła szefowa resortu zdrowia.

Mimo tych obietnic, sytuacja pozostaje dramatyczna. Rząd próbuje ratować płynność finansową, procedując ustawę gwarantującą kolejne 2,08 mld zł dla NFZ. Jednak sama minister przyznaje, że to za mało. Przyszłoroczny budżet na ochronę zdrowia jest co prawda wyższy, ale już wiadomo, że potrzeby są znacznie większe.

A co z pensjami medyków? Minister sugeruje, że zarabiają "więcej niż dobrze" i chce wprowadzić limity

Gdzie więc podziały się pieniądze? Resort zdrowia zdaje się wskazywać jednego z winowajców – rosnące pensje personelu medycznego. Minister Jolanta Sobierańska-Grenda stwierdziła niedawno, że "ustawa podwyżkowa spełniła swoją rolę", a zarobki lekarzy są dziś "więcej niż dobre".

Co więcej, rząd rozważa radykalne kroki w celu ograniczenia kosztów. Jednym z pomysłów przedstawionych przez ministerstwo jest wprowadzenie górnej granicy zarobków medyków. To kontrowersyjna propozycja, która pokazuje, jak desperacko rząd szuka oszczędności, przerzucając część odpowiedzialności za kryzys na samych lekarzy.

Śląsk i Mazowsze toną w długach. To tam dramat pacjentów jest największy

Chociaż problemy w służbie zdrowia odczuwalne są w całej Polsce, są regiony, gdzie sytuacja jest wyjątkowo trudna. Największe zadłużenie i problemy z płynnością finansową mają szpitale na Śląsku i Mazowszu. To właśnie tam trafia najwięcej pacjentów, a system jest napięty do granic możliwości.

To właśnie w tych województwach telefony do pacjentów z informacją o odwołaniu operacji dzwonią najczęściej. Rząd zapewnia, że interwencje finansowe pomogły opanować sytuację w najbardziej zadłużonych regionach. Mimo to reforma systemu ochrony zdrowia wydaje się nieunikniona, a pacjentów czekają trudne miesiące.

Myślał, że będzie pikantnie, a wyszło niesmacznie. Zdjęcie Narożnego łapiącego wypiętą żonę za 4 litery przekroczyło granice?
Źródło: instagram.com/piekniimlodzidawidnarozny/
Reklama
Reklama