Karol Nawrocki, prezydent RP, budował swoją karierę na imprezach patriotycznych. Dziś na jaw wychodzą szokujące fakty: kluczowe wydarzenia, które go wypromowały, miał finansować Olgierd L., boss trójmiejskiego półświatka, pieniędzmi z brutalnych przestępstw. To historia o polityce, która niebezpiecznie splata się ze światem gangsterów.
Po jednej stronie ringu: Karol Nawrocki, prezydent RP, wcześniej prezes IPN i nieskazitelny patriota. Po drugiej: Olgierd L., ps. "Olo", boss trójmiejskich sutenerów, znany z brutalności. Ich drogi skrzyżowały się w najmniej oczekiwanym momencie, a efektem tego spotkania może być prezydentura zbudowana na bardzo mrocznych fundamentach. Wszystko za sprawą książki "Sutenerzy Trójmiasta" dziennikarza Bertolda Kittela, która odsłania kulisy gangsterskiej działalności w Gdańsku i rzuca szokujące światło na początki kariery obecnego kandydata na głowę państwa.
Kariera napędzana pieniędzmi z półświatka? Szokujące ustalenia dziennikarza
Główna teza, którą stawia Kittel, jest porażająca. Olgierd L., po wyjściu z więzienia, miał opłacać patriotyczne imprezy, na których brylइसीwał Karol Nawrocki. Problem w tym, skąd pochodziły pieniądze. Jak ujawnia dziennikarz, źródłem finansowania był bezwzględny biznes sutenerski, a sam "Olo" nie cofał się przed niczym, by zmusić kobiety do pracy.
Olgierd L. był człowiekiem zdolnym do tego, aby pobić i okaleczyć kobietę tylko po to, żeby dla niego pracowała. To jest szokująca historia, bo on tę kobietę gnębił, bił, ciął nożem, do momentu, kiedy po prostu uciekła w obawie o własne życie
– opowiadał Bertold Kittel w TVN24.
Brudne pieniądze, zarobione na ludzkiej krzywdzie, miały być prane w blasku fleszy na patriotycznych akademiach. To właśnie na tych imprezach, hojnie opłacanych przez "Ola", zaczął błyszczeć Karol Nawrocki, budując swój wizerunek obrońcy pamięci narodowej.

Od historyka IPN do politycznych salonów. Tak rodziła się gwiazda PiS
Jak z mało znanego historyka stać się polityczną gwiazdą w kilka miesięcy? Schemat wydaje się prosty, jeśli ma się odpowiednich sponsorów. Wystarczyła świeżo powołana "Koalicja Żołnierzy Wyklętych", stworzona przez organizacje finansowane przez "Ola", by Nawrocki z dnia na dzień stał się jej przewodniczącym i dostał bilet na najważniejsze salony prawicy.
I on, niesiony na tej fali, staje nagle w jednym rzędzie z arcybiskupem Sławojem Leszkiem Głódziem, czy szefem "Solidarności" Piotrem Dudą. W tym momencie trzeba sobie zadać pytanie, czy kariera Karola Nawrockiego została napędzona przez wydarzenia, które sponsorował Olgierd L.?
– pyta retorycznie Kittel. Z nieznanego historyka Nawrocki w okamgnieniu stał się rozpoznawalną twarzą, a jego kariera polityczna nabrała zawrotnego tempa. Pytanie, czy potoczyłaby się tak samo bez wsparcia finansowego bossa półświatka, pozostaje otwarte.
Nie tylko "Olo". Sieć powiązań wokół kandydata na prezydenta
Olgierd L. to jednak niejedyna kontrowersyjna postać w otoczeniu przyszłego kandydata na prezydenta. W reportażach i anonimowym raporcie, którego fragmenty opublikował Onet, pojawiają się kolejne nazwiska z pierwszych stron kronik kryminalnych. Wśród nich są Grzegorz H. "Śledziu", członek nielegalnej organizacji neonazistowskiej Blood and Honour, oraz Patryk M. "Wielki Bu". Krąg zamyka ks. Jarosław Wąsowicz, znany z bliskich relacji ze środowiskiem kiboli Trójmiasta i zażyłości z samym "Śledziem", który wytatuował sobie na ciele twarz przywódcy Rzeszy.

"Byłem bramkarzem". Tajemnice dyskotek i Grand Hotelu
Sam Nawrocki w przeszłości przyznał, że dorabiał jako bramkarz w kilku trójmiejskich dyskotekach. Według Kittela, rola ta nie ograniczała się do sprawdzania dowodów. Bramkarze mieli być odpowiedzialni za ochronę interesów gangu, nadzorowanie obrotu narkotykami, automatami do gier czy działalnością sutenerską. Prawdziwą bombę medialną odpalił jednak stary znajomy prezesa IPN w reportażu Piotra Głuchowskiego dla Wyborczej.
Karol robił w ochronie. Bodajże w trakcie czwartego roku studiów dostał posadę w Grand Hotelu. (...) Jeśli gość hotelowy potrzebował kobiety, starczyło dać znać Nawrockiemu. Wiem, że te sprawy załatwiał on sam, jego kolega albo szef ochrony. Tym się właśnie zajmował około roku 2007
– twierdzi informator. To zarzut, który stawia przeszłość kandydata na prezydenta w zupełnie nowym, mrocznym świetle.
Nawrocki ucina spekulacje. "Nasze relacje były publiczne"
Karol Nawrocki konsekwentnie odpiera zarzuty. Raport Onetu określił jako "manipulację prawd, półprawd i zupełnych kłamstw". Pytany o znajomość z Olgierdem L., tłumaczył, że ich relacje były wyłącznie publiczne.
Wspomniany (...) człowiek brał udział w urocznościach patriotycznych organizowanych przeze mnie, więc nasze relacje były publiczne.
– oświadczył Nawrocki. Problem w tym, że "publiczne" spotkania na tle biało-czerwonej flagi sponsorował gangster, którego pieniądze były równie brudne, co jego metody. Tłumaczenie Nawrockiego to polityczna ekwilibrystyka, która obraża inteligencję wyborców.
Mroczna przeszłość rzuca cień na przyszłość. Co to oznacza dla prezydentury?
W czwartek 5 grudnia 2024 r. Olgierd L. został zatrzymany przez ABW, a sąd zdecydował o jego areszcie. Zarzuty są poważne: udział w zorganizowanej grupie przestępczej, podżeganie do podpalenia i handel bronią.
To nie jest żadna historia, żadna archeologia. To są rzeczy, którymi będziemy żyli przez tak naprawdę całą kadencję prezydenta Nawrockiego
– ostrzega Bertold Kittel.
Karol Nawrocki puka do bram Pałacu Prezydenckiego. Pytanie, kto puka razem z nim i jakie długi wdzięczności mogą czekać na spłatę, pozostaje niepokojąco aktualne.