Tysiące metrów nad lodowatymi wodami Atlantyku rozegrał się dramat. Wojskowy samolot z szefem Pentagonu na pokładzie nagle zaczął spadać, a pilot nadał międzynarodowy sygnał oznaczający jedno – sytuację awaryjną. Przez kilkadziesiąt minut los jednego z najważniejszych urzędników USA był niepewny.
Dramatyczna decyzja pilota. Kod 7700 i gwałtowne nurkowanie
Wszystko wyglądało na rutynowy lot. Pete Hegseth, szef Pentagonu, wracał ze szczytu NATO w Brukseli. Wojskowy Boeing C-32A był już daleko nad Atlantykiem, gdy nagle rozległ się alarm. Załoga nadała kod 7700 – sygnał, którego obawia się każdy pilot. Maszyna gwałtownie zawróciła w stronę Europy i rozpoczęła szybkie nurkowanie z wysokości przelotowej do bezpieczniejszego pułapu 10 tysięcy stóp (ok. 3 km). Dla pasażerów musiały to być chwile prawdziwej grozy.
Na ziemi cały świat z zapartym tchem śledził lot maszyny na serwisie Flightradar24. Gwałtowny zwrot i zniżanie lotu nie pozostawiały złudzeń, że sytuacja jest poważna. Na szczęście załoga wykazała się pełnym profesjonalizmem. Po kilkudziesięciu minutach nerwowego oczekiwania samolot bezpiecznie wylądował w brytyjskiej bazie wojskowej RAF Mildenhall, a świat mógł odetchnąć z ulgą.
Pęknięta szyba mogła doprowadzić do tragedii. Pentagon wydał komunikat
Szybko okazało się, że przyczyną dramatu była usterka, która na tej wysokości mogła mieć katastrofalne skutki. Rzecznik Pentagonu Sean Parnell poinformował, że powodem nieplanowanego lądowania było pęknięcie w przedniej szybie samolotu. Taka awaria na dużej wysokości grozi gwałtowną dekompresją i w skrajnych przypadkach może doprowadzić do katastrofy.
Pentagon natychmiast wydał oficjalny komunikat, aby uspokoić opinię publiczną.
W drodze powrotnej do Stanów Zjednoczonych ze spotkania ministrów obrony NATO, samolot sekretarza wojny Pete'a Hegsetha nieplanowanie wylądował w Wielkiej Brytanii z powodu pęknięcia w przedniej szybie
– przekazał Parnell, dodając, że "samolot wylądował zgodnie ze standardowymi procedurami i wszyscy na pokładzie, w tym minister Hegseth, są bezpieczni".
Sam Hegseth skomentował sprawę krótko, ale dosadnie, próbując uspokoić nastroje: "Wszystko dobrze. Dzięki Bogu. Kontynuujemy misję!".

Incydent w cieniu gróźb wobec Rosji
Do tego dramatycznego zdarzenia doszło zaledwie kilka godzin po tym, jak Pete Hegseth w Brukseli wysłał twarde ostrzeżenie w stronę Moskwy. Szef Pentagonu zapowiedział, że jeśli wojna w Ukrainie nie zakończy się w krótkiej perspektywie, to "Stany Zjednoczone wraz ze swoimi sojusznikami podejmą niezbędne kroki, aby obciążyć Rosję kosztami jej nieustannej agresji". Incydent lotniczy z udziałem tak ważnego urzędnika w tak napiętym momencie politycznym natychmiast wywołał falę spekulacji.
To nie pierwszy taki incydent. Samoloty z VIP-ami psują się na potęgę?
Ten incydent lotniczy budzi jednak niepokój, ponieważ nie jest to odosobniony przypadek. Agencja Reutera zauważa, że to kolejna poważna usterka amerykańskiego samolotu wojskowego, którym podróżuje wysoko postawiony urzędnik. Amerykańscy oficjele zdają się mieć ostatnio wyjątkowego pecha do transportu lotniczego.
Zaledwie kilka miesięcy wcześniej niemal identyczna sytuacja przydarzyła się sekretarzowi stanu Marco Rubio. Jego samolot, również należący do Sił Powietrznych USA, musiał zawrócić do Waszyngtonu podczas lotu do Monachium. Powód? Dokładnie ten sam – pęknięcie szyby w kokpicie.
Dwa niemal identyczne incydenty w ciągu kilku miesięcy z udziałem dwóch najważniejszych osób w amerykańskiej administracji budzą poważne pytania o stan floty VIP-ów. Czy to zwykły pech, czy może systemowy problem zagrażający bezpieczeństwu światowych liderów? Po kolejnej mrożącej krew w żyłach awarii Pentagon z pewnością będzie musiał odpowiedzieć na to pytanie.