To, co miało być rutynowym lotem najważniejszej osoby w Unii Europejskiej, zamieniło się w scenariusz z filmu szpiegowskiego. Samolot z Ursulą von der Leyen na pokładzie stracił sygnał GPS tuż przed lądowaniem w Bułgarii, a doświadczony pilot musiał sięgnąć po papierowe mapy. Wszystkie ślady prowadzą w jednym kierunku – na Kreml, który po raz kolejny testuje cierpliwość Zachodu.
Samolot leciał w ciemno. Co wydarzyło się nad Bułgarią?
W niedzielne popołudnie 31 sierpnia 2025 roku samolot z przewodniczącą Komisji Europejskiej, Ursulą von der Leyen, podchodził do lądowania na lotnisku w bułgarskim Płowdiwie. Szefowa KE była w trakcie podróży po krajach frontowych, a do Bułgarii przyleciała prosto z Polski, gdzie razem z Donaldem Tuskiem wizytowała granicę z Białorusią – epicentrum rosyjskich ataków hybrydowych. Chwilę później, nad Bułgarią, Rosja zdawała się podążać jej śladem.
W kluczowym momencie podejścia do lądowania stało się coś niepokojącego. Nagle elektroniczne oczy maszyny zgasły – system nawigacji satelitarnej przestał odpowiadać. Jak poinformował później jeden z urzędników, problem nie dotyczył tylko tej jednej maszyny.
GPS na całym lotnisku przestał działać.
W obliczu nagłego oślepienia samolotu, załoga musiała działać błyskawicznie. Maszyna przez blisko godzinę krążyła nad miastem, podczas gdy pilot przygotowywał się do manewru, którego młodsze pokolenie lotników uczy się już tylko w symulatorach. Podjął decyzję o lądowaniu manualnym, wykorzystując stare, dobre, papierowe mapy. Dzięki jego zimnej krwi i niezwykłym umiejętnościom, samolot bezpiecznie osiadł na płycie lotniska w Płowdiwie.
instagram.com/realdonaldtrump
Wszystkie drogi prowadzą na Kreml. "Niezaprzeczalna ingerencja"
Chociaż incydent zakończył się szczęśliwie, w Brukseli i Sofii natychmiast zawrzało. Trzech unijnych urzędników, na których powołuje się "Financial Times", nie miało wątpliwości. Jeden z nich stwierdził wprost:
To niezaprzeczalnie była ingerencja.
Podejrzenia niemal od razu padły na Rosję. Rzecznik Komisji Europejskiej potwierdził, że władze Bułgarii poinformowały o swoich przypuszczeniach, określając incydent jako "wyraźną ingerencję" ze strony Rosji. Cel wizyty von der Leyen – rozmowy o wzmocnieniu europejskiej obronności i wizyta w fabryce amunicji wspierającej Ukrainę – tylko dolewał oliwy do ognia.
Kreml, jak ma w zwyczaju, wszystkiego się wyparł. Rzecznik Dmitrij Pieskow stwierdził jedynie, że doniesienia "są nieprawdziwe", co w dyplomatycznym języku Moskwy jest już standardową formułką na każdą okazję.
instagram.com/ursulavonderleyen
Von der Leyen nie dała się zastraszyć. "Putin to drapieżnik"
Jeśli Kreml liczył na to, że zastraszy szefową Komisji Europejskiej, to srogo się przeliczył. Już po incydencie, podczas konferencji prasowej w Bułgarii, von der Leyen odpowiedziała w sposób, który nie pozostawiał złudzeń. Dała jasno do zrozumienia, że doskonale wie, z kim ma do czynienia.
Przywódca Rosji Władimir Putin nie zmienił się i się nie zmieni. To drapieżnik. Można go trzymać w ryzach jedynie poprzez silne odstraszanie.
Podkreśliła, że jedyną odpowiedzią na agresję jest siła, a Europa musi w końcu wziąć odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo. Stwierdziła, że Putina da się okiełznać tylko przez "silne odstraszanie", a "najważniejsza linia obrony to jest nasza własna obrona".
To nie pierwszy raz. Rosja prowadzi niewidzialną wojnę na europejskim niebie
Zakłócenia sygnału GPS, które dotknęły samolot szefowej KE, to nie odosobniony przypadek. To element szerszej, niewidzialnej wojny, którą Rosja od lat prowadzi przeciwko Zachodowi. Eksperci określają to mianem działań hybrydowych, a ich celem jest sianie chaosu, testowanie systemów obronnych NATO i demonstracja siły bez jednego wystrzału. Bułgarska Agencja Ruchu Lotniczego potwierdziła, że obserwuje gwałtowny wzrost takich incydentów.
Od lutego 2022 roku obserwujemy znaczący wzrost przypadków zakłócania GPS. Te ingerencje utrudniają prawidłowy odbiór sygnałów (GPS), co prowadzi do poważnych wyzwań operacyjnych dla samolotów i systemów naziemnych.
Od miesięcy masowe zakłócenia nawigacji satelitarnej paraliżują ruch lotniczy i morski nad Morzem Bałtyckim i w Europie Wschodniej. Źródła tych ataków najczęściej lokalizowane są w obwodzie kaliningradzkim. Atak na samolot z Ursulą von der Leyen jest jednak eskalacją tej cichej agresji – to już nie anonimowe zakłócanie, ale bezpośrednie uderzenie w symbol europejskiej władzy.
Wiele europejskich stolic ostrzega, że jest tylko kwestią czasu, aż dojdzie do wielkiej katastrofy lotniczej spowodowanej rosyjskimi działaniami. Kreml, testując granice, bawi się w rosyjską ruletkę z życiem tysięcy pasażerów na europejskim niebie.