Fundacja Osuchowa, za którą stoi kontrowersyjny polityk Grzegorz Braun, notuje wpływy, o jakich inni mogą tylko pomarzyć. Z kieszeni zwykłych Polaków na jej konto wpłynęły setki tysięcy złotych, a wzrost jest wręcz lawinowy. Sposób, w jaki pieniądze są zbierane i na co wydawane, budzi jednak ogromne wątpliwości i pytania o to, czy wszystko odbywa się zgodnie z prawem.
Oficjalnie Fundacja Osuchowa powstała, by działać "dla wspólnego dobra, publicznego pożytku i większej chwały Kościoła katolickiego, narodu i państwa polskiego". Jak pokazują najnowsze dane Ministerstwa Finansów, Polacy hojnie wspierają ten cel. Z samego 1,5 proc. podatku na konto organizacji Grzegorza Brauna wpłynęło rekordowe 835,3 tys. zł. To kwota o 72 proc. wyższa niż rok temu i aż ośmiokrotnie większa niż pięć lat temu. Choć w rankingu fundacja zajmuje odległe, 261. miejsce, daleko za gigantami pomagającymi chorym dzieciom, to tak lawinowy wzrost w przypadku organizacji nierozerwalnie związanej z politykiem zapala czerwoną lampkę.
Jak rośnie imperium Brauna? Liczby mówią same za siebie
Droga do finansowego eldorado była imponująco szybka. Założona w 2015 roku przez Grzegorza Brauna, Fundacja Osuchowa uzyskała status organizacji pożytku publicznego pod koniec 2018 roku. Już za rok podatkowy 2019 na jej konto z 1 proc. podatku wpłynęło 103,6 tys. zł. Później było już tylko lepiej. Wpływy rosły lawinowo: 206,3 tys. zł za 2021 rok, 246,9 tys. zł za 2022 rok i aż 486,5 tys. zł za 2023 rok. Teraz padł kolejny rekord – wspomniane 835,3 tys. zł.
Ale pieniądze z podatków to nie wszystko. W 2024 roku łączne przychody z działalności statutowej fundacji przekroczyły milion złotych, sięgając 1,09 mln zł. Oprócz odpisów podatkowych na tę kwotę złożyły się także hojne darowizny (339,2 tys. zł) i zbiórki publiczne (260,4 tys. zł). Finansowa machina, którą oficjalnie kieruje jego prawa ręka z partii, poseł Włodzimierz Skalik, rozpędziła się na dobre.

Film i wiece, czyli fundacja jako maszynka do robienia kampanii?
Skąd tak gwałtowny wzrost popularności i hojności darczyńców? Odpowiedź wydaje się prosta: działalność fundacji jest nierozerwalnie spleciona z karierą polityczną samego Grzegorza Brauna. Sztandarowym przykładem jest produkcja filmu dokumentalnego "Gietrzwałd 1877: Wojna Światów", którego reżyserem jest nie kto inny jak sam Braun. Film stał się idealnym narzędziem promocyjnym. Fundacja ruszyła z nim w objazd po Polsce, organizując blisko 300 darmowych pokazów dla 60 tys. widzów. Trasa "kulturalna" idealnie wstrzeliła się w czas prekampanii wyborczej, a schemat spotkań był niemal zawsze taki sam.
Jak czytamy w jednej z relacji:
Grzegorz Braun, reżyser filmu, a jednocześnie eurodeputowany, rozpoczął spotkanie od kilku zdań wprowadzenia, a po pokazie filmu odpowiadał na pytania uczestników. (…) Wydarzenie miało miejsce w sali w podziemiach kościoła w Parafii pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego na Popławach, a zainteresowanie projekcją było na tyle duże, że oprócz projekcji o godz. 18.00, film był prezentowany także o 20.30.
Podczas pokazów intensywnie promowano zarówno Brauna, jak i posła Skalika. Na czołówce filmu widniała zaś informacja o możliwości przekazania 1,5 proc. podatku na fundację. To modelowy przykład, jak działalność charytatywną można połączyć z budowaniem politycznego kapitału.
Były szef PKW nie ma wątpliwości: "Powinna to zbadać PKW"
Ta zręczna symbioza fundacji i partii politycznej budzi poważne wątpliwości prawne. Gdzie leży problem? Mówiąc wprost: prawo zakazuje partiom politycznym przyjmowania pieniędzy i jakichkolwiek "prezentów" od firm czy fundacji. A zorganizowanie 300 darmowych spotkań promujących polityka to gigantyczny, warty setki tysięcy złotych prezent, za który nie zapłaciła partia, a darczyńcy fundacji. To mechanizm bliźniaczo podobny do słynnych pikników MON, które Państwowa Komisja Wyborcza uznała za nielegalną agitację PiS.
Głos w tej sprawie zabrał były przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej, Wojciech Hermeliński. Jego zdaniem sytuacja jest co najmniej niepokojąca.
Widać tu pewne podobieństwa, jeśli chodzi o działanie fundacji i partii Grzegorza Brauna. Ewidentnie poruszają się one na granicy przepisów. Czy ją przekroczyły, powinna zbadać PKW.
Braun nabiera wody w usta. Jego ludzie ucinają temat
Co na to sami zainteresowani? Jak można się było spodziewać – nabrali wody w usta. Ani Grzegorz Braun, ani prezes fundacji Włodzimierz Skalik nie odpowiedzieli na pytania dziennikarzy w tej sprawie. Jedyną reakcją była wymijająca odpowiedź posła Romana Fritza, rzecznika Konfederacji Korony Polskiej, który uciął temat krótko:
Nie pomogę, bo nie mam z tą fundacją nic wspólnego.
Taka ściana milczenia tylko potęguje podejrzenia, że politycy mają sporo do ukrycia. Pytania o granicę między działalnością publiczną a partyjną maszynką do robienia pieniędzy i kampanii pozostają bez odpowiedzi. Tymczasem rzeka pieniędzy od podatników płynie do fundacji Brauna coraz szerszym strumieniem. Pytanie, czy finansuje ona "większą chwałę narodu", czy raczej polityczną karierę jednego człowieka.