Fundacja Osuchowa Grzegorza Brauna dostała 835,3 tys. zł z 1,5 proc. podatku, o 72 proc. więcej niż rok temu

Fundacja Osuchowa Grzegorza Brauna dostała 835,3 tys. zł z 1,5 proc. podatku, o 72 proc. więcej niż rok temu

Fundacja Osuchowa Grzegorza Brauna dostała 835,3 tys. zł z 1,5 proc. podatku, o 72 proc. więcej niż rok temu

Michal Zebrowski/East News

Fundacja Osuchowa, za którą stoi kontrowersyjny polityk Grzegorz Braun, notuje wpływy, o jakich inni mogą tylko pomarzyć. Z kieszeni zwykłych Polaków na jej konto wpłynęły setki tysięcy złotych, a wzrost jest wręcz lawinowy. Sposób, w jaki pieniądze są zbierane i na co wydawane, budzi jednak ogromne wątpliwości i pytania o to, czy wszystko odbywa się zgodnie z prawem.

Reklama

Oficjalnie Fundacja Osuchowa powstała, by działać "dla wspólnego dobra, publicznego pożytku i większej chwały Kościoła katolickiego, narodu i państwa polskiego". Jak pokazują najnowsze dane Ministerstwa Finansów, Polacy hojnie wspierają ten cel. Z samego 1,5 proc. podatku na konto organizacji Grzegorza Brauna wpłynęło rekordowe 835,3 tys. zł. To kwota o 72 proc. wyższa niż rok temu i aż ośmiokrotnie większa niż pięć lat temu. Choć w rankingu fundacja zajmuje odległe, 261. miejsce, daleko za gigantami pomagającymi chorym dzieciom, to tak lawinowy wzrost w przypadku organizacji nierozerwalnie związanej z politykiem zapala czerwoną lampkę.

Jak rośnie imperium Brauna? Liczby mówią same za siebie

Droga do finansowego eldorado była imponująco szybka. Założona w 2015 roku przez Grzegorza Brauna, Fundacja Osuchowa uzyskała status organizacji pożytku publicznego pod koniec 2018 roku. Już za rok podatkowy 2019 na jej konto z 1 proc. podatku wpłynęło 103,6 tys. zł. Później było już tylko lepiej. Wpływy rosły lawinowo: 206,3 tys. zł za 2021 rok, 246,9 tys. zł za 2022 rok i aż 486,5 tys. zł za 2023 rok. Teraz padł kolejny rekord – wspomniane 835,3 tys. zł.

Reklama

Ale pieniądze z podatków to nie wszystko. W 2024 roku łączne przychody z działalności statutowej fundacji przekroczyły milion złotych, sięgając 1,09 mln zł. Oprócz odpisów podatkowych na tę kwotę złożyły się także hojne darowizny (339,2 tys. zł) i zbiórki publiczne (260,4 tys. zł). Finansowa machina, którą oficjalnie kieruje jego prawa ręka z partii, poseł Włodzimierz Skalik, rozpędziła się na dobre.

Grzegorz Braun w garniturze czarnym AKPA

Reklama

Film i wiece, czyli fundacja jako maszynka do robienia kampanii?

Skąd tak gwałtowny wzrost popularności i hojności darczyńców? Odpowiedź wydaje się prosta: działalność fundacji jest nierozerwalnie spleciona z karierą polityczną samego Grzegorza Brauna. Sztandarowym przykładem jest produkcja filmu dokumentalnego "Gietrzwałd 1877: Wojna Światów", którego reżyserem jest nie kto inny jak sam Braun. Film stał się idealnym narzędziem promocyjnym. Fundacja ruszyła z nim w objazd po Polsce, organizując blisko 300 darmowych pokazów dla 60 tys. widzów. Trasa "kulturalna" idealnie wstrzeliła się w czas prekampanii wyborczej, a schemat spotkań był niemal zawsze taki sam.

Reklama

Jak czytamy w jednej z relacji:

Reklama

Grzegorz Braun, reżyser filmu, a jednocześnie eurodeputowany, rozpoczął spotkanie od kilku zdań wprowadzenia, a po pokazie filmu odpowiadał na pytania uczestników. (…) Wydarzenie miało miejsce w sali w podziemiach kościoła w Parafii pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego na Popławach, a zainteresowanie projekcją było na tyle duże, że oprócz projekcji o godz. 18.00, film był prezentowany także o 20.30.

Podczas pokazów intensywnie promowano zarówno Brauna, jak i posła Skalika. Na czołówce filmu widniała zaś informacja o możliwości przekazania 1,5 proc. podatku na fundację. To modelowy przykład, jak działalność charytatywną można połączyć z budowaniem politycznego kapitału.

Reklama

Były szef PKW nie ma wątpliwości: "Powinna to zbadać PKW"

Ta zręczna symbioza fundacji i partii politycznej budzi poważne wątpliwości prawne. Gdzie leży problem? Mówiąc wprost: prawo zakazuje partiom politycznym przyjmowania pieniędzy i jakichkolwiek "prezentów" od firm czy fundacji. A zorganizowanie 300 darmowych spotkań promujących polityka to gigantyczny, warty setki tysięcy złotych prezent, za który nie zapłaciła partia, a darczyńcy fundacji. To mechanizm bliźniaczo podobny do słynnych pikników MON, które Państwowa Komisja Wyborcza uznała za nielegalną agitację PiS.

Głos w tej sprawie zabrał były przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej, Wojciech Hermeliński. Jego zdaniem sytuacja jest co najmniej niepokojąca.

Widać tu pewne podobieństwa, jeśli chodzi o działanie fundacji i partii Grzegorza Brauna. Ewidentnie poruszają się one na granicy przepisów. Czy ją przekroczyły, powinna zbadać PKW.

Braun nabiera wody w usta. Jego ludzie ucinają temat

Co na to sami zainteresowani? Jak można się było spodziewać – nabrali wody w usta. Ani Grzegorz Braun, ani prezes fundacji Włodzimierz Skalik nie odpowiedzieli na pytania dziennikarzy w tej sprawie. Jedyną reakcją była wymijająca odpowiedź posła Romana Fritza, rzecznika Konfederacji Korony Polskiej, który uciął temat krótko:

Nie pomogę, bo nie mam z tą fundacją nic wspólnego.

Taka ściana milczenia tylko potęguje podejrzenia, że politycy mają sporo do ukrycia. Pytania o granicę między działalnością publiczną a partyjną maszynką do robienia pieniędzy i kampanii pozostają bez odpowiedzi. Tymczasem rzeka pieniędzy od podatników płynie do fundacji Brauna coraz szerszym strumieniem. Pytanie, czy finansuje ona "większą chwałę narodu", czy raczej polityczną karierę jednego człowieka.

Tak wygląda żona Grzesia Brauna od Gaśnicy. Połączyły ich wartości religijne i filmowe.
Źródło: facebook.com/grzegorz.michal.braun
Reklama
Reklama