Dlaczego spada zaufanie do Kościoła w Polsce: eksperci wskazują tuszowanie skandali i brak reakcji hierarchów

Dlaczego spada zaufanie do Kościoła w Polsce: eksperci wskazują tuszowanie skandali i brak reakcji hierarchów

Dlaczego spada zaufanie do Kościoła w Polsce: eksperci wskazują tuszowanie skandali i brak reakcji hierarchów

Wiki Commons; canva.com

Polska, niegdyś bastion katolicyzmu, przeżywa cichą rewolucję. Lawina skandali, która wstrząsnęła opinią publiczną, to tylko wierzchołek góry lodowej. Polacy masowo odchodzą od Kościoła, a przyczyny są głębsze i bardziej bolesne, niż wielu hierarchom mogłoby się wydawać. Co tak naprawdę sprawia, że Polacy mówią «dość»?

Reklama

Liczby nie kłamią, a te najnowsze malują obraz instytucji w głębokim kryzysie. Zgodnie z sondażem IBRiS dla Polskiej Agencji Prasowej, zaufanie do Kościoła katolickiego w Polsce spadło z 58 proc. w 2016 r. do zaledwie 35,1 proc. W ciągu zaledwie dziewięciu lat Kościół stracił zaufanie niemal co czwartego Polaka, a grupa nieufnych urosła do ponad 47 proc. To nie jest powolna erozja. To trzęsienie ziemi, którego wstrząsy odczuwalne są w każdej parafii. Jak ujął to ekspert IBRiS, Kamil Smogorzewski, "mamy do czynienia z kryzysem zaufania o niespotykanej dotąd dynamice". Co poszło nie tak?

"Tuszowanie to norma". Grzech pierwszy: arogancja i bezkarność w obliczu skandali

Choć głośne reportaże, takie jak filmy "Tylko nie mów nikomu" czy "Zabawa w chowanego", wstrząsnęły Polską, to nie same skandale w Kościele okazały się gwoździem do trumny. Prawdziwym problemem stała się reakcja, a raczej jej brak. Sprawy głośnych hierarchów, o których donosiły media, stały się symbolem systemowej zgnilizny, w której lojalność korporacyjna okazywała się ważniejsza niż krzywda ofiar. Zamiast pokory, wierni otrzymali mur milczenia i strategię przeczekania, którą jak anonimowo przyznał jeden z księży, można streścić do słów:

Reklama

Siedzimy cicho. Może się uda i sprawa nie wyjdzie na jaw, a potem się przedawni i będzie po wszystkim.

Ta postawa zniszczyła autorytet moralny Kościoła.

Jak zauważa anonimowy socjolog religii, problemem nie był brak wiedzy o wybrykach księży, ale brak reakcji tych "dobrych".

Reklama

Większość ludzi w Polsce wybryki księży zna z relacji w mediach. Nie doświadczyli krzywdy osobiście, bo proboszcz czy wikary z ich parafii niczego złego im nie zrobił. Ale też nie przeprosił, nie pokajał się, nie potępił. A niektórzy ujawnianie skandali z udziałem duchownych nazywali atakiem na Kościół. I to jest największy powód utraty zaufania. Źle pojęta solidarność duchownych i traktowanie wiernych jak dzieci, którym można wszystko wmówić.

To właśnie to paternalistyczne podejście, o którym mówi ks. prof. Robert Nęcek, i poczucie bezkarności sprawiły, że cierpliwość Polaków się wyczerpała. Skoro instytucja nie potrafi rozliczyć się z własnych grzechów, dlaczego wierni mają jej ufać w kwestiach moralnych?

Reklama

Zebranie Komisji Episkopatu Polski Zebranie Komisji Episkopatu Polski / Fot. episkopat.pl

Reklama

Ambona zamieniona w trybunę. Grzech drugi: sojusz ołtarza z tronem, który odpycha wiernych

Nic tak nie zaszkodziło w ostatnich latach wiarygodności Kościoła, jak jego otwarty sojusz z władzą. Jak zauważa socjolożka religii prof. Katarzyna Zielińska, podczas rządów Zjednoczonej Prawicy (2015–2023) to zaangażowanie przestało być akceptowane nawet w części środowisk katolickich. Wystarczy wspomnieć kazania, w których z ambon padały słowa, że politycy wówczas rządzącej partii to "ludzie, którzy myślą jak Pan Jezus". Przelanie się czary goryczy nastąpiło po zaostrzeniu prawa aborcyjnego, co wywołało masowe protesty.

Reklama

Strajki kobiet miały bardzo wyraźny antyklerykalny, sekularystyczny wymiar

– podkreśla prof. Zielińska. Kościół przestał być postrzegany jako instytucja dla wszystkich, a stał się stroną w politycznym sporze.

Ten mariaż ołtarza z tronem nie uszedł uwadze społeczeństwa. Sondaż Onet Data pokazał, że aż 71 proc. ankietowanych Polaków uważa, że ostatnie osiem lat było wyjątkowych pod względem sojuszu Kościoła z rządem. Historycznie wpływ Kościoła na politykę zawsze był duży, ale to, co kiedyś było atutem, dziś stało się obciążeniem. Kościół z roli obrońcy narodu, jak w czasach PRL, wszedł w buty sojusznika jednej partii, co zraziło ogromną część wiernych, którzy poczuli się wykluczeni ze swojej wspólnoty.

Tadeusz Rydzyk siedzi obok Antoniego Macierewicz AKPA

Złote pałace i taca bez dna. Grzech trzeci: Finansowa czarna dziura, która razi w oczy

Kwestia finansów Kościoła od lat budzi ogromne kontrowersje. W badaniach CBOS "chciwość materialna kleru" pojawia się jako jeden z kluczowych zarzutów. Obraz bogatej, oderwanej od problemów zwykłych ludzi instytucji jest potęgowany przez brak transparentności. Fundamenty pod tę finansową potęgę położono już na przełomie lat 80. i 90., kiedy to ustawy gwarantowały Kościołowi liczne przywileje, od zwolnień podatkowych i celnych po odzyskiwanie nieruchomości. Ten wizerunek kłóci się z głoszonymi naukami o ubóstwie i sprawia, że dla wielu Kościół staje się po prostu kolejną korporacją, a nie wspólnotą duchową.

Głusi na głos młodych. Grzech czwarty: Kościół, który nie rozumie XXI wieku

Największa zapaść zaufania widoczna jest wśród ludzi młodych. Badania prof. Joerga Stolza opublikowane w Nature Communications nie pozostawiają złudzeń: Polska "wydaje się teraz najszybciej sekularyzującym się krajem na świecie", a proces ten najmocniej dotyka młodzież. Dane CBOS są tu druzgocące: w grupie 18-25 lat odsetek praktykujących spadł z 69 proc. w 1992 r. do zaledwie 23 proc. w 2021 r. Sztywny, patriarchalny model, w którym ksiądz z ambony poucza, a świeccy mają potakiwać, przestał działać. Kościół, mówiący niezrozumiałym, archaicznym językiem o moralności, ">prawach kobiet czy osobach LGBT+, stał się dla wielu młodych ludzi reliktem przeszłości, a nie duchowym przewodnikiem na miarę XXI wieku.

Twierdza oblężona przez samą siebie. Grzech piąty: Strach przed zmianą i ucieczka od dialogu

Wydaje się, że największym problemem polskiego Kościoła jest jego wewnętrzna stagnacja i lęk przed jakąkolwiek reformą. Podczas gdy w Watykanie trwa globalny Synod o synodalności, mający otworzyć Kościół na dialog i głos świeckich, w Polsce wciąż dominuje model, który prof. Zielińska opisuje jednoznacznie: "mamy ciągle Kościół tradycyjny, gdzie ksiądz jest najważniejszą postacią, a świeccy są tylko do pomocy". Ten brak gotowości do refleksji i zmian widać gołym okiem. Anonimowy ksiądz komentujący wyniki sondażu IBRiS stwierdził gorzko:

Na razie nie widzę wśród ogółu księży, a zwłaszcza biskupów, refleksji nad sygnałami ostrzegawczymi. Po opublikowaniu tego badania biskup Artur Ważny napisał, że bije się w piersi. Reszta milczała. Dopóki nie będzie większej pokory, ukrócenia ciągot do jawnego popierania konkretnych partii politycznych i rozmawiania z wiernymi, a nie ciągłego pouczania, to zaufanie nie wzrośnie.

Wygląda na to, że polski Kościół, zamiast wyjść naprzeciw kryzysowi, postanowił zamknąć się w oblężonej twierdzy, którą sam wokół siebie zbudował. I jak podsumowuje o. Wojciech Żmudziński, "z pewnością nie ma powrotu do czasów, gdy zdecydowana większość mu ufała". Pytanie tylko, czy hierarchowie są gotowi, by w końcu to przyjąć do wiadomości.

Źródło: kwejk.pl
Reklama
Reklama