Po bezprecedensowej prowokacji z rosyjskimi dronami, które wtargnęły w polską przestrzeń powietrzną, NATO kończy z biernością i uderza pięścią w stół. Sojusz Północnoatlantycki uruchamia potężną inicjatywę obronną "Wschodni Strażnik", która ma stać się tarczą dla całej wschodniej flanki i zakończyć rosyjską bezkarność w powietrzu.
NATO mówi "dość!". "Wschodni Strażnik" ma chronić wschodnią flankę
To była prowokacja na niespotykaną dotąd skalę. W nocy z wtorku na środę aż 21 rosyjskich dronów bezkarnie wleciało w polską przestrzeń powietrzną, a ich szczątki znajdowano później w 17 miejscowościach na terenie pięciu województw. To przelało czarę goryczy. Polska, powołując się na Artykuł 4. NATO – mechanizm uruchamiany tylko w sytuacjach najwyższego zagrożenia i użyty zaledwie siedem razy w historii Sojuszu – zażądała natychmiastowej reakcji.
Podczas wspólnej konferencji prasowej, sekretarz generalny NATO Mark Rutte oraz Naczelny Dowódca Sił Sojuszniczych w Europie, generał Alexus G. Grynkewich, ogłosili uruchomienie nowej, natychmiastowej misji obronnej. Jej nazwa jest wymowna: Wschodni Strażnik (Eastern Sentry). Ma ona stanowić jasną odpowiedź na agresywną politykę Rosji.
Szef NATO nie owijał w bawełnę. Podkreślił, że nie ma znaczenia, czy rosyjskie działanie było celowe – w obu przypadkach było ono "lekkomyślne, niedopuszczalne". Jak stwierdził, Sojusz wyraził pełną solidarność z Polską, bo obrona wschodniej flanki NATO to "kluczowe zadanie". Dlatego właśnie, jak ogłosił, rusza inicjatywa "Wschodni Strażnik".

Żelazna tarcza nad Polską. Czym dokładnie jest "Wschodni Strażnik"?
Co w praktyce oznacza "Wschodni Strażnik"? To koniec z pojedynczymi, nieskoordynowanymi działaniami. Jak wyjaśnił generał Alexus Grynkewich, to "zupełnie nowa konstrukcja obrony", która ma wypełnić dotychczasowe luki. Myśliwce w powietrzu, systemy rakietowe na ziemi i centra wywiadowcze mają od teraz działać jak jeden, sprawny organizm – elastyczna i szybka "ściana antydronowa", zdolna do reakcji tam, gdzie jest najbardziej potrzebna.
W misję natychmiast zaangażowali się kluczowi sojusznicy. Dania zadeklarowała wysłanie dwóch myśliwców F-16 i fregaty przeciwlotniczej, Francja dorzuci trzy myśliwce Rafale, a Niemcy cztery Eurofightery Typhoon. Wsparcie zadeklarowały również Wielka Brytania i Holandia. Choć główny nacisk położony jest na bezpieczeństwo Polski, operacja obejmie cały region – od dalekiej północy po Morze Czarne.
Putin dostał jasny sygnał. NATO pokazuje siłę na wschodzie
Uruchomienie misji "Wschodni Strażnik" to nie tylko operacja militarna. To przede wszystkim potężny sygnał polityczny wysłany w kierunku Moskwy. Sojusz Północnoatlantycki pokazuje, że prowokacje i testowanie jego cierpliwości się skończyły. To demonstracja jedności, siły i determinacji w obronie każdego centymetra terytorium państw członkowskich.
Decyzję z ulgą przyjęły polskie władze. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił, że to nie tylko "strategiczna decyzja", ale przede wszystkim "wyraz odpowiedzialności za bezpieczeństwo całej wschodniej flanki". Jak dodał, to forma "aktywnego odstraszania", bo "w jedności siła, a w gotowości – zwycięstwo".

Powagę sytuacji najlepiej oddają słowa prezydenta Karola Nawrockiego, który stwierdził, że po tym incydencie nikt nie powinien mieć już wątpliwości.
Tak, Polska jest uczestnikiem wojny hybrydowej od czterech lat
– powiedział na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego.
Słowa generała Grynkewicha nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do intencji Sojuszu. Rosja dostała jasny komunikat, że jej bezkarne działania w powietrzu dobiegły końca. Jak zapowiedział dowódca: "NATO będzie nadal bronić każdego centymetra swojego terytorium".