Świat wstrzymał oddech, sojusznicy nerwowo spoglądali w stronę Waszyngtonu, a on milczał. Po ogłuszającej ciszy, która dla wielu była gorsza od najostrzejszych słów, Donald Trump w końcu skomentował rosyjski atak dronów na Polskę. Jego reakcja jest krótka, zagadkowa i niepokojąca.
Trump w końcu zabrał głos. Krótki wpis rozpalił internet
Po długim i nerwowym oczekiwaniu prezydent USA Donald Trump w końcu odniósł się do bezprecedensowego naruszenia przestrzeni powietrznej NATO. W środę na swojej platformie Truth Social, Donald Trump opublikował wpis, który wstrząsnął światową dyplomacją.
Jego słowa były szokująco zwięzłe.
What’s with Russia violating Poland's airspace with drones? Here we go!
W polskim tłumaczeniu komentarz brzmi jeszcze bardziej złowieszczo:
O co chodzi z naruszaniem przez Rosję przestrzeni powietrznej Polski? Zaczyna się!

Te dwa proste słowa — "Here we go!" — stały się natychmiast przedmiotem gorącej debaty na całym świecie.
Czy to zapowiedź zdecydowanej akcji, czy może cyniczne stwierdzenie, że właśnie spełnia się najgorszy scenariusz, przed którym rzekomo ostrzegał? Internet dosłownie zapłonął od spekulacji.
Świat czekał, Trump milczał
Od momentu, gdy w nocy rosyjskie drony wleciały nad Polskę, oczy całego Sojuszu Północnoatlantyckiego były zwrócone na Waszyngton. Polska, kluczowy sojusznik na wschodniej flance NATO, stała się celem rosyjskiej prowokacji, a jej najważniejszy partner milczał.
Dziennikarze bezskutecznie próbowali uzyskać jakikolwiek komentarz. Dziennikarka Kellie Meyer opublikowała nagranie, na którym wprost pytała Trumpa o drony nad Polską, gdy ten wychodził z restauracji w Waszyngtonie. Prezydent USA całkowicie zignorował jej pytanie.
Co więcej, w czasie gdy oczy świata zwrócone były na Polskę, Trump w mediach społecznościowych komentował "sprawę relacji z Indiami i wywieszania flag na jego cześć w stanie Nowy Jork". Ten kontrast tylko potęgował wrażenie, że lekceważy zagrożenie dla sojusznika.
Trump nie jest człowiekiem poważnym, na jego poważną reakcję bym nie liczył. (...) ma całkowicie lekceważący stosunek do naruszania prawa międzynarodowego, ale przede wszystkim Trump lekceważy zobowiązania międzynarodowe, w tym zobowiązania w ramach NATO
- grzmiał Onet.pl prof. Kuźniar.
To był test. Co naprawdę wydarzyło się nad Polską?
Incydent, który wywołał międzynarodowy kryzys, był bezprecedensowy. W nocy polską przestrzeń powietrzną naruszyło łącznie 19 rosyjskich dronów, w tym irańskie Drony Shahed-136 i prostsze maszyny typu Drony Gerbera. Siłom polskim i sojuszniczym udało się zestrzelić trzy z nich.
Jak podkreślił premier Donald Tusk, to co było nowe i najbardziej niepokojące, to kierunek ataku.
Po raz pierwszy w czasie tej wojny nie nadleciały znad Ukrainy, jako efekt błędów czy małych rosyjskich prowokacji. Po raz pierwszy spora część dronów nadleciała bezpośrednio z Białorusi.
Skala prowokacji była ogromna. Szczątki maszyn znaleziono w kilkunastu miejscowościach, a w jednej z nich, Wyrykach-Woli, dron uderzył w dom mieszkalny, uszkadzając go. Według ekspertów wojskowych, takich jak Ołeksandr Kowałenko, był to celowy, rosyjski nalot mający na celu przetestowanie reakcji NATO.
"Będziemy bronić każdego cala". Reakcje sojuszników były natychmiastowe
Postawa Trumpa stała w rażącym kontraście do błyskawicznych i jednoznacznych reakcji reszty świata. Polska natychmiast na swój wniosek aktywowała art. 4 NATO, czyli konsultacje sojusznicze w obliczu zagrożenia.
Ambasador USA przy NATO, Matthew Whitaker, zapewnił, że sojusznicy "będą bronić każdego cala terytorium NATO". Ale za słowami poszły też czyny. Wielka Brytania wezwała do wzmocnienia obrony powietrznej nad Polską, a Niemcy, Włochy i Holandia aktywnie uczestniczyły w akcji zestrzelenia dronów.
Niektórzy politycy nie przebierali w słowach, nazywając rzeczy po imieniu.
To akt wojny i jesteśmy wdzięczni sojusznikom z NATO za szybką reakcję...
- napisał republikański kongresmen Joe Wilson.

Co oznaczają słowa Trumpa? Analitycy podzieleni jak nigdy
Krótki wpis Trumpa na Truth Social można interpretować na co najmniej dwa sposoby. Ta celowa niejednoznaczność to jego znak rozpoznawczy, który trzyma w niepewności zarówno przyjaciół, jak i wrogów.
Według pesymistycznego scenariusza, "Here we go!" to cyniczne stwierdzenie w stylu "A nie mówiłem?". To sygnał dystansowania się od problemu i sugestia, że Europa sama musi sobie radzić ze skutkami konfliktu, który on rzekomo przewidział. W tym ujęciu nie ma mowy o realnym wsparciu.
Z drugiej strony, jego zwolennicy mogą odczytać te słowa jako zapowiedź twardej i zdecydowanej reakcji. W tej interpretacji "Zaczyna się!" oznacza początek amerykańskiej odpowiedzi na rosyjską prowokację. Miałoby to być ostrzeżenie wysłane w stronę Władimira Putina, że cierpliwość Waszyngtonu właśnie się skończyła.
"Na niego nie można liczyć". W Polsce zawrzało
Polski rząd od początku incydentu reagował stanowczo, ale bez histerii. Szef MSZ Radosław Sikorski nie pozostawił wątpliwości co do powagi sytuacji: "To precedens, nie mieliśmy do tej pory takiego naruszenia przestrzeni UE i NATO. Tak tego nie zostawimy".
Jednak dla wielu ekspertów i polityków opozycji postawa Trumpa jest dowodem na to, jak nieprzewidywalnym i niepewnym jest sojusznikiem. Amerykańska senator Jeanne Shaheen oceniła, że incydent jest "skutkiem polityki appeasementu prezydenta Donalda Trumpa wobec Rosji".
W Polsce również nie brakowało głosów krytycznych, które podsumowywały lata niepewności związane z postawą byłego prezydenta USA.
"Bardzo dziwię się, że prezydent Karol Nawrocki traktuje go poważnie, bo w chwili próby na Trumpa nie będzie można liczyć, zwłaszcza przy jego słabym i infantylnym stosunku do Putina" - podsumował gorzko prof. Kuźniar.