Wielka polityka to nie tylko rozmowy o bezpieczeństwie, ale też gesty wykonywane przy stole. Portal SE.pl dotarł do menu z uroczystego lunchu Karola Nawrockiego z Donaldem Trumpem w Białym Domu. To, co zaserwowano, robi wrażenie, ale rodzi też pytanie, czy kucharze nie zakpili z kulinarnego gustu prezydenta USA.
Kulisy lunchu w Białym Domu. To menu przejdzie do historii
3 września 2025 roku Karol Nawrocki udał się z wizytą do Stanów Zjednoczonych, gdzie spotkał się z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Gdy nad Białym Domem przelatywały myśliwce F-35, a prezydenci wymieniali uściski dłoni, prawdziwa dyplomacja działała się za zamkniętymi drzwiami.
To właśnie tam, przy lunchu, buduje się relacje. Portal SE.pl dowiedział się, co dokładnie zaserwowano Nawrockiemu w Białym Domu.

Od sałaty po wołowinę. Co dokładnie zaserwowano w Białym Domu?
Na przystawkę zaserwowano sałatę Bibb z płatkami parmezanu i wędzonym winegretem pomidorowym. Lekko, świeżo i z charakterem. To był sygnał: stawiamy na nowoczesność.
Danie główne to już waga ciężka: Petit Filet of Beef, czyli delikatny filet wołowy. Podano go z ziemniakami cytrynowymi, grillowanymi karczochami, szpinakiem i sosem Dijon. To klasyka, którą w Białym Domu serwuje się tylko najważniejszym gościom. Czysty pokaz szacunku i kulinarnego mistrzostwa.
Na deser natomiast podano korzenne gruszki w kremie miodowym (Spiced Pears in Honey Baked Custard) z migdałowym ciasteczkiem sable i lodami jabłkowymi. Słodki finał w iście amerykańskim stylu – prostota połączona z elegancją.

Wykwintny filet dla króla fast-foodu. Czy Trump był zadowolony?
Pozostaje jednak jedno, dość pikantne pytanie. Czy wyrafinowane menu z pewnością trafiło w gusta samego gospodarza? Donald Trump to przecież król dobrze wysmażonych steków z keczupem, hamburgerów i dietetycznej coli. Podanie mu delikatnego filetu z sosem Dijon i grillowanymi karczochami mogło być dla niego sporym zaskoczeniem.
Niezależnie od tego, co prywatnie myślał o tych daniach prezydent USA, oficjalny protokół został zachowany na najwyższym poziomie. Był to pokaz szacunku dla polskiego gościa, a nie ukłon w stronę kulinarnych upodobań gospodarza.