Leszek Miller bez litości wygarnął Szymonowi Hołowni w programie "Prezydenci i premierzy" w Polsat News. Były premier nie zostawił na marszałku suchej nitki po jego słowach o "zamachu stanu", wprost oskarżając go o złamanie prawa. Miller grzmi, że Hołownia "musi ponieść konsekwencje" i żąda, by natychmiast zajął się nim prokurator. To może być początek poważnych problemów lidera Polski 2050.
Hołownia chlapnął i teraz żałuje
Wszystko zaczęło się od jednego wywiadu, który wywołał prawdziwe trzęsienie ziemi na scenie politycznej. W programie Polsat News, Szymon Hołownia odpalił prawdziwy hit, wyznając, że po wyborach prezydenckich namawiano go do podważenia ich wyniku. Słowa marszałka były jednoznaczne:
Wielokrotnie proponowano mi czy sugerowano, rozpytywano mnie, czy jestem gotowy przeprowadzić "zamach stanu", bo do tego to się sprowadza.
Ta rewelacja nie mogła pozostać bez odpowiedzi. Na reakcję nie trzeba było długo czekać, a najostrzej zareagował Leszek Miller, który potraktował sprawę śmiertelnie poważnie i rozpętał prawdziwą k@non@dę wymierzoną w marszałka Sejmu.

Miller bezlitośnie: "Nie możemy być państwem, w którym jest nieustający kabaret"
Dla byłego premiera sprawa jest prosta: Szymon Hołownia, mówiąc publicznie o namawianiu do przestępstwa i nie zgłaszając tego organom ścigania, sam mógł złamać prawo. Miller bez wahania wskazał konkretny paragraf: art. 304 Kodeksu postępowania karnego, który mówi o społecznym obowiązku zawiadomienia prokuratury o przestępstwie.
Leszek Miller nie przebierał w słowach.
My nie możemy być państwem, w którym jest nieustający kabaret i tak mu się powiedziało. No nie, powiedział i teraz musi ponieść konsekwencje
– grzmiał były premier. Jego zdaniem prokurator powinien działać natychmiast i przesłuchać marszałka, żądając wyjaśnień i nazwisk osób, które miały go namawiać do złamania konstytucji.
Hołownia gasi pożar: "To tylko metafora". Miller kpi: "Robi sobie igraszki"
W obliczu narastającej afery, Szymon Hołownia próbował gasić pożar w mediach społecznościowych. Przekonywał, że jego słowa o "zamachu stanu" były jedynie "polityczną diagnozą", a nie prawniczą definicją. Tłumaczył, że użył tego sformułowania w sensie metaforycznym, opisując sytuację grożącą destabilizacją państwa.
Jednak te tłumaczenia na Leszku Millerze nie zrobiły najmniejszego wrażenia. Dla byłego premiera to zwykłe wymówki. "Pan Hołownia sobie tutaj robi igraszki" – skwitował, sugerując, że druga osoba w państwie nie może sobie pozwalać na taką niefrasobliwość. Jego zdaniem sprawa jest zbyt poważna, by zbywać ją grą słów.

Tusk upomina jak dziecko, a w tle spotkania z Kaczyńskim
Słowa Hołowni wywołały burzę w całej koalicji rządzącej. Głos zabrał nawet premier Donald Tusk, który porównał zachowanie marszałka do wakacyjnych wygłupów dzieci, które mogą mieć "bardzo poważne konsekwencje".
W polityce nie może być miejsca na wyścigi zdrajców, głupców albo ludzi bez wyobraźni
– upominał Tusk.
Co więcej, oliwy do ognia dolał Jan Krzysztof Bielecki, przypominając o tajemniczych, czerwcowych i lipcowych spotkaniach Hołowni z Jarosławem Kaczyńskim.
Widać było gołym okiem, że panowie próbują przekonać Szymona Hołownię do wykonywania pewnych niestandardowych działań
– stwierdził Bielecki, co nadaje słowom o "zamachu stanu" zupełnie nowego kontekstu. Napięcia w koalicji podsycił także Waldemar Pawlak, który ocenił, że premier Tusk był "nadzwyczaj hojny" dla Polski 2050, co pokazuje, że za kulisami wrze. Sprawa jest w toku, a pytanie o polityczną przyszłość marszałka Sejmu pozostaje otwarte.