Szymon Hołownia zrzucił polityczną bombę, publicznie przyznając, że namawiano go do przeprowadzenia zamachu stanu poprzez blokadę zaprzysiężenia prezydenta Karola Nawrockiego. Reakcja była natychmiastowa i bezwzględna. Prawnicy z Ordo Iuris składają wniosek do prokuratury i żądają nazwisk. Afera polityczna wstrząsnęła krajem.
Hołownia nie gryzie się w język w Polsat News
Temperatura politycznego sporu sięgnęła zenitu po wywiadzie, jakiego Szymon Hołownia udzielił w Polsat News. Marszałek Sejmu bez ogródek przyznał:
Wielokrotnie proponowano, sugerowano mi, czy jestem gotowy przeprowadzić zamach stanu, bo do tego to się sprowadza.
Plan, jak ujawnił, miał polegać na blokadzie zaprzysiężenia prezydenta-elekta Karola Nawrockiego, co otworzyłoby drogę do kryzysu konstytucyjnego.
Marszałek Sejmu postawił jednak sprawę jasno, deklarując, że jest ostatnią osobą, która wzięłaby udział w takim procederze.
Zamachu stanu ze mną się nie zrobi. Nie głosowałem na Karola Nawrockiego, to nie był mój kandydat, natomiast jako marszałek Sejmu jestem zobowiązany uszanować wolę większości wyborców
– stwierdził twardo. Hołownia nie rzucił na pożarcie żadnych nazwisk, wspominając jedynie o "politykach i prawnikach sfrustrowanych wynikiem wyborów". To niedopowiedzenie tylko podsyciło atmosferę skandalu i spekulacji.
Ordo Iuris nie czeka. Chcą przesłuchania i ujawnienia nazwisk
Na reakcję nie trzeba było długo czekać, a na scenę wkroczyli prawnicy z Ordo Iuris, którzy - choć sami nie zawsze mają najlepsze pomysły oraz czyste sumienia - rzadko przepuszczają taką okazję. Mecenas Bartosz Lewandowski, znany z reprezentowania polityków PiS, wytoczył najcięższe dzi*ła. Błyskawicznie złożył wniosek dowodowy do Prokuratury Okręgowej w Warszawie o przesłuchanie Hołowni w charakterze świadka. Cel jest jeden: zmusić marszałka do ujawnienia, kto dokładnie stał za propozycjami, które sam nazwał próbą zamachu stanu.
Lewandowski nie pozostawił wątpliwości co do swoich intencji, komunikując je wprost w mediach społecznościowych. Jego zdaniem wiedza marszałka jest kluczowa dla śledztwa w sprawie czynu z art. 127 Kodeksu Karnego. Jeśli prokuratura przychyli się do wniosku, Szymon Hołownia nie będzie miał wyjścia. "Pan Marszałek będzie musiał ujawnić nazwiska osób, które podżegały go do niedopełnienia obowiązków" – zapowiedział Lewandowski. Gra o wysoką stawkę właśnie się rozpoczęła.
Politycy w szoku. "Albo prokuratura, albo szantaż i zawoalowana gro*ba"
Wypowiedź Hołowni rozpętała prawdziwą burzę. Opozycja natychmiast podchwyciła temat. Jacek Sasin grzmiał o "realnym zagrożeniu dla demokracji", a Mateusz Morawiecki stwierdził, że to próba odwrócenia uwagi od postawienia szefa KRRiT przed Trybunał Stanu.
Chcą zamydlić oczy wyssanymi z palca zarzutami, a jednocześnie planowali zamach stanu, o czym głośno mówi Marszałek Hołownia
– pisał były premier. Michał Dworczyk poszedł o krok dalej: "Ależ to jest grube! Prokuratura Krajowa powinna w trybie natychmiastowym wszcząć śledztwo".
Co najciekawsze, słowa lidera Polska 2050 wprawiły w potężne zakłopotanie nawet jego koalicjantów. Pod ścianą postawiła go Anna Maria Żukowska z Lewicy, która nie zostawiła na nim suchej nitki.
Jeżeli posiada Pan wiedzę o czynionych przygotowaniach do zamachu stanu na konstytucyjny porządek Państwa Polskiego, to Pańskim obowiązkiem (...) jest złożenie zawiadomienia do Prokuratury Krajowej (...). Jeżeli Pan tego nie zrobi, oznaczać to będzie, że albo jest to li tylko zagalopowana szarża retoryczna, albo jest to swoisty szantaż i zawoalowana groźba.

W obronę próbowała brać go posłanka Polska 2050 Barbara Oliwiecka, tłumacząc w "Debacie Gozdyry", że słowa marszałka to tylko metafora, a "scenariusze były jawnie omawiane". Jednak nawet dziennikarze, jak Dominika Długosz, nie kupili tej narracji:
Albo ma wiedzę o planowanym zamachu stanu i idzie z tym do prokuratury, podając nazwiska albo uprawia opowiadanie bajek.
Z kolei Paweł Kukiz podsumował to krótko: "Nie wiem, czy to odwaga, czy to jest desperacja".
Jedno jest pewne: Szymon Hołownia, chcąc pokazać się jako mąż stanu, odpalił polityczną b*mbę. Teraz wszyscy czekają, by zobaczyć, kto ucierpi od fali uderzeniowej, a kto na tym zyska. Sprawa jest w toku.