Grzegorz Braun na początku swojej pracy w Brukseli w obecnej kadencji utknął w windzie wraz ze współpracownikami. Polityk i jego towarzysze w obliczu trudnej sytuacji zachowali spokój, a nawet dawkę dobrego humoru. Na szczęście służby szybko uwolniły zniewolonego europosła. Jednak Grzegorz Braun nie byłby sobą, gdyby swoimi słowami nie wbił szpilki całemu Parlamentowi Europejskiemu, nazywając organizację "Eurokołchozem".
Strażak Grzegorz Braun utknął w windzie
Grzegorz Braun poleciał do Strasburga, gdzie miał zacząć nową pracę w Parlamencie Europejskim. Jednak nie wszystko poszło po jego myśli. Polityk Konfederacji wraz ze swoimi współpracownikami utknął w windzie, przez co była potrzeba pomoc techniczna, aby uwolnić uwięzionego polityka i jego podwładnych.
Jeden z pracowników Brauna nagrał całą sytuację, dzięki czemu możemy dowiedzieć się więcej szczegółów. Okazuje się, że europoseł nie spędził w windzie dużo czasu, ale nie było to dla niego przyjemne doświadczenie, ponieważ w wyniku dużej ilości ludzi na tak małej przestrzeni, w windzie zaczęło się robić gorąco i parno.

Grzegorz Braun o zepsutej windzie
Po uwolnieniu z wadliwej windy Grzegorz Braun wraz z pracownikami podziękowali służbom i kontynuowali swoją pracę. Jednak Braun nie byłby sobą, gdyby nie odniósł się osobiście i bezpośrednio do całej sprawy w swoim stylu.
Na końcu nagrania, które zamieścił w serwisie X, powiedział, że budynek Parlamentu Europejskiego z zewnątrz ma lśniące fasady, ale w środku niejedno się sypie. Swoje krótkie przemówienie podsumował słowami "Eurokołchoz w pigułce".
Poniżej tematyczny post z serwisu X.
Jednak Grzegorzowi Braunowi nadal mało adrenaliny. Podczas swojej dniówki ewidentnie się nudził. Nie tylko ziewał, ale i spoglądał na zegarek, rozmawiał z koleżanką z pracy, a nawet zapozował do selfie.