Waszyngton wstrzymał oddech, a sceny, które obserwujemy za oceanem, przypominają thriller polityczny. Nad Donaldem Trumpem zbierają się czarne chmury, a grupa senatorów żąda natychmiastowego uruchomienia "opcji atomowej" w Konstytucji. Wszystko rozegra się w cieniu szczytu w Davos, gdzie prezydent spotkał się z liderami, którym groził jeszcze niedawno wojną celną, jeśli nie ulegną w sprawie Grenlandii.
Grenlandia albo wojna handlowa? Trump zszokował świat i własnych polityków
To, co jeszcze niedawno brzmiało jak ekscentryczny żart, w styczniu 2026 roku stało się osią międzynarodowego konfliktu. Donald Trump długo nie odpuszczał tematu aneksji Grenlandii, a jego upór w tej sprawie wprawia w osłupienie nawet jego partyjnych kolegów. Prezydent otwarcie zagroził europejskim sojusznikom nałożeniem karnych ceł, jeśli Dania nie sprzeda wyspy, co miało być głównym tematem kuluarowych rozmów podczas szczytu Trump Davos 2026.
Sytuacja eskalowała po nocnej serii wpisów prezydenta w mediach społecznościowych, gdzie zadeklarował, że w kwestii Donald Trump i aneksja Grenlandii strategia jest prosta: "no going back" ("nie cofamy się"). Reprezentant Don Bacon nie gryzł się w język, sugerując, że inwazja na terytorium sojusznika byłaby katastrofalna i mogłaby stanowić podstawę do impeachmentu.
Nie chcę dać ci jednoznacznej odpowiedzi "tak" albo "nie", ale skłaniałbym się w tę stronę. Inwazja na sojusznika byłaby kompletnym błędem. To byłoby katastrofalne dla naszych sojuszników i w ogóle dla wszystkiego. To po prostu najgorszy pomysł w historii — moim zdaniem.

CZYTAJ TAKŻE: "Dajcie jej podwyżkę!" Tajemnicza kobieta z TVN24 przyćmiła Donalda Trumpa. Wideo hitem sieci
"Ona istnieje z jakiegoś powodu". Senatorowie żądają natychmiastowego usunięcia Trumpa
Chaos dyplomatyczny wywołał natychmiastową reakcję na Kapitolu, gdzie argumentem stało się National security (bezpieczeństwo narodowe). Senator Ed Markey z Massachusetts publicznie zażądał usunięcia prezydenta z urzędu, argumentując, że jego zachowanie niszczy wiarygodność Stanów Zjednoczonych. Markey i grupa demokratycznych ustawodawców widzą tylko jedno wyjście: 25. poprawka do Konstytucji USA.
Wtóruje mu reprezentantka Yassamin Ansari, która podkreśla, że mechanizmy konstytucyjne nie są tylko teorią zapisaną na papierze, ale narzędziem ochrony państwa przed nieobliczalnym przywódcą. Zwolennicy Trumpa natychmiast odrzucili te żądania, nazywając je atakiem motywowanym politycznie, jednak atmosfera w Waszyngtonie gęstnieje z minuty na minutę.
25. poprawka to polityczna ostateczność. Tak może upaść potęga Trumpa
Czym właściwie jest ta słynna procedura? To Konstytucyjna procedura przekazania władzy, która pozwala na zmianę władzy, gdy prezydent jest niezdolny do pełnienia obowiązków. O ile Sekcja 3 była używana rutynowo przez prezydentów takich jak George W. Bush czy Joe Biden podczas krótkich zabiegów medycznych (np. w znieczuleniu), o tyle teraz mowa o czymś zupełnie innym. W grę wchodzi Sekcja 4. 25. poprawki do Konstytucji USA, która pozwala Wiceprezydentowi i większości Gabinetu na "zwolnienie" prezydenta wbrew jego woli.
Problem w tym, że Sekcja 4 nigdy w historii nie została formalnie uruchomiona i stanowiłaby polityczne trzęsienie ziemi. Eksperci, tacy jak Nicholas Cole, studzą emocje, wskazując, że procedura odsunięcia prezydenta od władzy w tym trybie ma próg trudności porównywalny do impeachmentu.
Nie widzę realnego scenariusza, w którym wiceprezydent i własny gabinet prezydenta uznaliby, że seria decyzji politycznych ma dowodzić, iż prezydent jest w jakiś sposób niezdolny do sprawowania urzędu.
Cole dodaje, że nawet w przypadku buntu Gabinetu, prezydent może zakwestionować decyzję, a wtedy o jego losie decyduje Kongres większością dwóch trzecich głosów.
Potrzebne byłoby poparcie dwóch trzecich Kongresu, żeby stanąć po stronie wiceprezydenta. Ten próg jest więc taki sam jak przy impeachmencie. Jeśli uważasz, że masz na to głosy, to idziesz w impeachment.

Nie tylko Grenlandia. Trump grozi wysłaniem wojska przeciwko własnym obywatelom
Jakby problemów międzynarodowych było mało, Donald Trump otworzył drugi front – tym razem wewnątrz kraju, w stanie Minnesota. W odpowiedzi na gwałtowne protesty przeciwko działaniom ICE, prezydent zagroził użyciem Ustawy o powstaniu. Słowa zamieniły się w czyny, a Pentagon postawił w stan gotowości 1500 żołnierzy.
Co istotne, nie są to przypadkowe oddziały. Do Minnesoty ma trafić elitarna 11. Dywizja Powietrznodesantowa z Alaski. To jednostka specjalizująca się w operacjach w ekstremalnych warunkach zimowych, co przy obecnej pogodzie w Minneapolis ma kluczowe, taktyczne znaczenie. Prezydent wylał oliwę do ognia swoim wpisem w mediach społecznościowych:
Jeśli skorumpowani politycy z Minnesoty nie będą przestrzegać prawa i nie powstrzymają zawodowych agitatorów i powstańców przed atakowaniem Patriotów z ICE, którzy jedynie próbują wykonywać swoją pracę, wprowadzę USTAWĘ O POWSTANIU
Przedstawiciel Białego Domu w oficjalnym oświadczeniu jedynie podsycił atmosferę niepewności, stwierdzając, że należy "być przygotowanym na każdą decyzję, jaką prezydent może podjąć lub nie podjąć". Wiele wskazuje na to, że najbliższe godziny mogą na zawsze zmienić oblicze amerykańskiej demokracji.