Polska armia traci jeden ze swoich największych skarbów. Urszula Brzezińska-Hołownia, jedna z zaledwie czterech kobiet pilotujących samoloty bojowe w kraju, definitywnie odwiesza mundur do szafy. Żona marszałka Sejmu właśnie odbyła swój pożegnalny lot, kończąc historię, która dla wielu była symbolem przełamywania barier i walki z grawitacją.
Urszula Brzezińska-Hołownia podjęła trudną decyzję
Major Urszula Brzezińska-Hołownia nie czekała na rozkazy z góry. To była jej suwerenna, choć z pewnością bolesna decyzja. W miniony wtorek niebo nad Mińskiem Mazowieckim zagrzmiało po raz ostatni pod jej komendą, gdy zasiadła za sterami myśliwca MiG-29. Choć oficjalna emerytura w wojsku nastąpi dokładnie 21 stycznia 2026 roku, emocjonalne pożegnanie z maszyną i kolegami z 23. Bazy Lotnictwa Taktycznego już się dokonało.
Odejście z wojska podyktowane jest względami osobistymi, ale zamyka rozdział, który trwał kilkanaście lat. Dla polskiego lotnictwa to cios, bo kobiety w wojsku o takich kwalifikacjach to wciąż elita elit. Jej historia pokazuje, że pasja wymaga poświęceń, ale czasem trzeba wiedzieć, kiedy powiedzieć "stop" i bezpiecznie wylądować po raz ostatni.

Bohaterka nieba. "Samolot musi mnie słuchać"
Wyobraźcie sobie pędzący z prędkością dźwięku myśliwiec i nagłą, przerażającą ciszę. To nie scena z filmu, ale moment, w którym pilotka MiG-29 musiała udowodnić, że jej nerwy są ze stali. Gdy podczas jednego z lotów doszło do utraty mocy w obu silnikach, sekundy dzieliły ją od katastrofy.
Major Brzezińska-Hołownia nie panikowała – wylądowała awaryjnie, ratując siebie i cenną maszynę, za co otrzymała wyróżnienie od Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych. W wywiadzie dla "Faktów" (TVN) żona Hołowni wyznała:
Siedząc w tym samolocie, wiem, że to jest maszyna, która musi wykonywać to, co ja chcę.
Ten profesjonalizm rodził się latami. Urszula Brzezińska-Hołownia to absolwentka legendarnej "Szkoły Orląt" w Dęblinie, która od lat udowadniała, że w kokpicie myśliwca płeć nie ma znaczenia. Liczą się tylko umiejętności, zimna krew i absolutne panowanie nad technologią.

Zobaczył jej nazwisko na rozpisce i... odnalazł w sieci. Niezwykły początek wielkiej miłości
Scenariusz ich poznania napisało samo życie, choć z małą pomocą producentów TVN. Jest rok 2014, Szymon Hołownia i Marcin Prokop bawią się w "Top Gun" na wojskowym lotnisku. Prowadzący "Mam Talent!" zerka na rozpiskę realizacyjną i jego wzrok przykuwa jedno, kobiece nazwisko wśród męskiej kadry.
Po powrocie do domu, niczym zaintrygowany nastolatek, wpisuje dane w wyszukiwarkę. Algorytm zadziałał lepiej niż swatka, o czym Szymon Hołownia opowiedział u Bogdana Rymanowskiego.
Zaczęliśmy rozmawiać, na początku zdalnie, później się spotkaliśmy. Że tak powiem, to niekoniecznie była miłość od pierwszego wejrzenia. Musieliśmy spojrzeć jeszcze raz, żeby do tego doszło, ale później już poszło i poszło bardzo fajnie, dlatego, że my się bardzo dobrze dobraliśmy.
Dziś, mimo 11 lat różnicy wieku, tworzą zgrany duet, choć początki nie były oczywiste. Ona – zdyscyplinowana oficer, on – showman w świecie polityki. To właśnie ta różnica charakterów okazała się ich największą siłą.

Nowe życie i walka ze stereotypami
Jako absolwentka legendarnej szkoły w Dęblinie, Urszula zawsze szła pod prąd. Początkowo myślała, że kobiety nie mogą być pilotami, dopóki lekarz podczas badań nie uświadomił jej, że jedyną barierą są jej własne przekonania. Dziś, jako matka Mani i Eli, twardo stąpa po ziemi, łącząc macierzyństwo z wyrazistymi poglądami.
Żona Szymona Hołowni nie boi się zabierać głosu w sprawach społecznych – otwarcie popiera związki partnerskie, choć stawia granicę przy małżeństwach jednopłciowych.
Sama przechodziłam w życiu trudne momenty i musiałam burzyć stereotypy i szklane sufity. [...] Ta ambicja była tam gdzieś w środku, we mnie, żeby im dorównać, albo chociaż pokazać, że między nami nie ma żadnej różnicy.
- mówiła Urszula Brzezińska-Hołownia w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów".