Czy Polska wyśle swoje wojska na Grenladię? Litwa już podejmuje decyzję

Czy Polska wyśle swoje wojska na Grenladię? Litwa już podejmuje decyzję

Czy Polska wyśle swoje wojska na Grenladię? Litwa już podejmuje decyzję

instagram.com/potus; canva.com

Podczas gdy Litwa i Estonia deklarują pełne wsparcie dla Danii i gotowość do wysłania żołnierzy na północ, polski rząd stawia sprawę na ostrzu noża. Donald Tusk uciął wszelkie spekulacje na temat obecności naszego wojska na Grenlandii, wskazując na ryzyko globalnej katastrofy. Napięcie na linii USA–NATO sięga zenitu, a Warszawa wybrała strategię, którą część ekspertów nazywa rozsądkiem, a inni – historycznym błędem.

Reklama

Europa wysyła żołnierzy na Arktykę. Litwa podejmuje rękawicę, Polska mówi "pas"

Mobilizacja europejskich sojuszników nabiera tempa. W ślad za Francją, Niemcami, Szwecją i Norwegią, do gry włączają się państwa bałtyckie. Estonia złożyła jasną deklarację gotowości do udziału we wspólnych manewrach, jeśli tylko Kopenhaga o to poprosi.

Jeszcze dalej idzie Litwa. Minister Kęstutis Budrys podkreślił, że Wilno patrzy na bezpieczeństwo szerzej niż tylko przez pryzmat własnych granic. Zadeklarował możliwość wysłania żołnierzy po konsultacjach z sojusznikami, udowadniając, że małe państwa nie zamierzają stać z boku.

Reklama

Warszawa pod rządami Donalda Tuska i ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza obrała jednak zupełnie inny kurs. Choć Radosław Sikorski zapowiedział wizytę polskiego ambasadora na wyspie, rząd kategorycznie wyklucza wsparcie militarne. Wiceminister Cezary Tomczyk oraz rzecznik rządu Adam Szłapka potwierdzają, że polskie buty nie staną na grenlandzkim lądzie.

Stanowisko to ostatecznie przypieczętował szef rządu, ucinając dyskusję jednym zdaniem.

Reklama

Nie, nie planujemy wysyłania polskich żołnierzy do Grenlandii

— oświadczył Donald Tusk.

Reklama

Wręczenie nominacji generalskich Władysław Kosiniak Kamysz 11 listopada 2025 x.comnowePSL

Reklama

Donald Tusk o "końcu świata". Tak premier ocenia plany Donalda Trumpa

Premier tłumaczy swoją powściągliwość powagą sytuacji międzynarodowej i zagrożeniami na własnym podwórku. Podczas konferencji prasowej Donald Tusk ujawnił, że w dniach 29 i 30 grudnia 2025 roku doszło do cyberataków na polską infrastrukturę energetyczną, inspirowanych prawdopodobnie przez rosyjskie służby.

Reklama

W obliczu konieczności obrony infrastruktury krytycznej, rząd finalizuje prace nad ustawą o krajowym systemie bezpieczeństwa. Premier wskazuje, że priorytetem jest wschodnia flanka, a ewentualny konflikt zbrojny o Grenlandię między sojusznikami byłby scenariuszem najgorszym z możliwych.

Konflikt czy próba zaboru terytorium państwa, które jest członkiem NATO przez drugie państwo, które jest członkiem NATO — to byłby koniec świata. Koniec świata, który znamy i który przez wiele lat gwarantował nam bezpieczeństwo.

Szef rządu nie ukrywa, że nieprzewidywalność Waszyngtonu budzi jego niepokój. Donald Tusk przyznał wprost, że biorąc pod uwagę dotychczasowe działania administracji USA, "nie można niestety wykluczać żadnego scenariusza", włączając w to użycie siły przez Amerykanów.

Donald Trump podpisujący dokumenty; Donald Tusk w czasie przemówienia instagram.com/realdonaldtrump; instagram.com/donaldtusk

CZYTAJ TAKŻE: Donald Trump ogłosił się prezydentem Wenezueli. Szokujący wpis obiegł sieć

"Zwykłe tchórzostwo i błąd". Generał Polko nie zostawia na rządzie suchej nitki

Decyzja o pozostaniu w domu wywołała furię u części wojskowych. Legendarny dowódca GROM, generał Roman Polko, nie gryzie się w język i brutalnie recenzuje postawę polskich władz.

Zwykłe tchórzostwo i wielki błąd, chowanie głowy w piasek i nieangażowanie się. Nieobecny traci, tchórzy nikt nie traktuje poważnie.

Według generała, brak choćby symbolicznej obecności u boku Francuzów czy Niemców spycha Polskę na margines polityki międzynarodowej. Roman Polko argumentuje, że zachodni świat musi mówić jednym głosem, a obecność wielu flag na wyspie byłaby najlepszym odstraszaczem.

Wojskowy z goryczą stwierdza, że Polska sama wyklucza się z gry, która może być kluczowa dla globalnego układu sił. W jego ocenie takie "tchórzostwo" sprawi, że sojusznicy przestaną nas traktować jako poważnego partnera w przyszłych inicjatywach.

Gen Roman Polko scena z: Roman Polko
SK: styczeñ 2006, Gala "Komu Skrzyd³a Komu Rogi", Komu Skrzyd³a Komu Rogi - plebiscyt Super Expressu
fot. Palicki/AKPA

Trump drwi z "psich zaprzęgów", a eksperci ostrzegają przed Rosją i Chinami

Tymczasem dyplomatyczna machina buksuje w miejscu. Spotkanie przedstawicieli Danii i Grenlandii w Waszyngtonie z wiceprezydentem J.D. Vance'em i sekretarzem stanu Marco Rubio nie przyniosło żadnego przełomu. Amerykanie nie ustępują.

Donald Trump pozostaje niewzruszony europejską mobilizacją. Prezydent USA drwi z wysiłków sojuszników, nazywając zwiększenie kontyngentu wojskowego "dodatkowym psim zaprzęgiem", który "nie załatwi sprawy".

Biały Dom oficjalnie przyznaje, że rozważa różne opcje przejęcia kontroli nad wyspą, aby uprzedzić ruchy Chin i Rosji. Skoro dyplomacja zawodzi, a Donald Trump postrzega siły zbrojne jako narzędzie do realizacji celów biznesowych, pytanie nie brzmi już "czy", ale "kiedy" nastąpi eskalacja, której tak bardzo obawia się Europa.

Gwiazdy na premierze "Wielkiej Warszawskiej". Gdy ta dwójka weszła na ściankę, internauci nie wytrzymali: "Litości".
Źródło: AKPA
Reklama
Reklama