Stephen Miller mówi o "świecie rządzonym siłą", Donald Tusk odpowiada siłą traktatów. Gdy doradcy Donalda Trumpa otwarcie kwestionują suwerenność Danii, polski premier stawia sprawę na ostrzu noża. Przed wylotem do Paryża wysłał do Waszyngtonu sygnał, którego nie da się zignorować: w NATO nie ma miejsca na groźby wobec sojuszników.
"Świat rządzony siłą". Ludzie Trumpa odkrywają karty
Dyplomatyczne napięcie na linii Europa-USA osiągnęło punkt krytyczny. Wszystko za sprawą serii agresywnych deklaracji płynących z otoczenia administracji USA. Donald Trump mianował Jeffa Landry'ego specjalnym wysłannikiem ds. Grenlandii, a ten bez ogródek ogłosił, że jego celem jest "włączenie Grenlandii do USA". Uzasadniony niepokój może więc budzić wpis Katie Miller, żony doradcy Donalda Trumpa, krótko komentujący sytuację:
Wkrótce.
Jednak to słowa Stephena Millera, doradcy Trumpa, wywołały w Europie prawdziwy szok. W wywiadzie dla CNN Miller wprost zakwestionował prawa Danii do wyspy, pytając retorycznie, na jakiej podstawie uważa ona Grenlandię za swoją "kolonię". Jego diagnoza współczesnej polityki nie pozostawia złudzeń co do intencji Waszyngtonu.
Żyjemy w świecie, w realnym świecie rządzonym siłą, potęgą [...] To są żelazne prawa tego świata od zarania dziejów. Nikt nie będzie walczył zbrojnie ze Stanami Zjednoczonymi o przyszłość Grenlandii.
Miller nie wykluczył użycia siły militarnej w celu przejęcia kontroli nad wyspą, co stanowi bezprecedensowe podważenie zasad funkcjonowania Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Tusk reaguje ostro. "Próby rozbicia paktu nie spotkają się z akceptacją"
Na odpowiedź Warszawy nie trzeba było długo czekać. Donald Tusk, tuż przed wylotem na szczyt w Paryżu, stanął w obronie europejskiego sojusznika. Premier polskiego rządu przypomniał Amerykanom, że Dania jest pełnoprawnym członkiem NATO, a nie terytorium do podbicia.
Żaden członek Paktu Północnoatlantyckiego nie powinien grozić innemu członkowi. Chciałbym, żeby w Waszyngtonie było dla wszystkich jasne, że jakiekolwiek próby rozbicia paktu Północnoatlantyckiego nie spotkają się z akceptacją. Solidarność europejska i poszanowanie integralności państw europejskich to elementarne kwestie. Dania może liczyć na solidarność całej Europy.
Tusk udaje się do stolicy Francji na spotkanie "koalicji chętnych", gdzie stawką są losy Ukrainy. W rozmowach wezmą udział wysłannicy Trumpa: Jared Kushner i Steve Witkoff. Kontekst grenlandzki rzuca jednak cień na te negocjacje, podobnie jak amerykańska akcja wojskowa w Wenezueli.
W Paryżu na stole leży konkretny, 20-punktowy plan pokojowy. Donald Tusk zapowiedział walkę o twarde gwarancje bezpieczeństwa. Obejmują one nie tylko wsparcie dla silnej armii ukraińskiej, ale także utworzenie "międzynarodowych sił wojskowych drugiej linii" (sił reasekuracyjnych). Kluczowym elementem ma być również amerykańskie wsparcie w celu stworzenia skutecznej siły odstraszania po ewentualnym zawieszeniu broni.

Europa mówi jednym głosem: to są zasady uniwersalne
W obliczu amerykańskiej presji Europa zwarła szyki. Donald Tusk, Emmanuel Macron i Keir Starmer wydali wspólne oświadczenie, które nie pozostawia pola do interpretacji. Liderzy podkreślili, że czasy kolonializmu bezpowrotnie minęły.
Grenlandia należy do jej mieszkańców. Tylko Danii i Grenlandii przysługuje prawo do podejmowania decyzji w sprawach dotyczących Danii i Grenlandii. Są to zasady uniwersalne i nie przestaniemy ich bronić.
Sygnatariusze przypomnieli, że Królestwo Danii wraz z Grenlandią odgrywa kluczową rolę w architekturze bezpieczeństwa, wzmacniając obecność i inwestycje w Arktyce. Podkreślono, że atak na integralność jednego z państw jest atakiem na zasady całego sojuszu.
Grenlandia to nie Wenezuela. Lodowaty prysznic dla Waszyngtonu
Najbardziej emocjonalna reakcja nadeszła z samej północy. Jens-Frederik Nielsen, szef rządu Grenlandii, stanowczo sprzeciwił się narracji narzucanej przez Donalda Trumpa. Prezydent USA porównał sytuację wyspy do Wenezueli w kontekście interwencji wojskowej, co spotkało się z oburzeniem.
Kiedy prezydent Stanów Zjednoczonych mówi: »potrzebujemy Grenlandii« i łączy nas z Wenezuelą i [amerykańską] interwencją wojskową, to jest to nie tylko niewłaściwe, to świadczy o braku szacunku.
Nielsen przypomniał, że Grenlandia jest demokratycznym krajem, świadomym swojego strategicznego znaczenia.
Jesteśmy częścią NATO i w pełni zdajemy sobie sprawę ze strategicznego położenia naszego kraju.
Słowa te to jasny komunikat dla Waszyngtonu: lojalność sojusznicza to ulica dwukierunkowa, a "koalicja chętnych" w Paryżu może okazać się testem nie tylko dla jedności wobec Rosji, ale i dla przyszłości relacji transatlantyckich.