Jarosław Kaczyński ma potężny orzech do zgryzienia. Najnowszy sondaż IBRiS dla Radia ZET obnaża brutalną prawdę: Mateusz Morawiecki nie jest już tylko lojalnym wiceprezesem, ale realnym zagrożeniem dla jedności prawicy. Gdyby dziś założył własną partię, baza wyborcza PiS mogłaby skurczyć się o niemal połowę.
Dane są bezlitosne dla obecnego kierownictwa z Nowogrodzkiej
Na korytarzach sejmowych wrze, a najnowsze badania opinii publicznej tylko dolewają oliwy do ognia. Z sondażu IBRiS przeprowadzonego na zlecenie Radia ZET wynika jasno: elektorat Prawa i Sprawiedliwości jest głęboko podzielony, a lojalność wobec szyldu partyjnego wisi na włosku. Mateusz Morawiecki, choć oficjalnie zaprzecza planom budowy własnego ruchu, posiada potężny kapitał polityczny wewnątrz obecnego obozu władzy.
Liczby mówią same za siebie. Wśród obecnych wyborców PiS poparcie dla hipotetycznej partii byłego premiera kształtuje się następująco:
- 12 proc. badanych odpowiedziało "Zdecydowanie tak",
- 36 proc. wskazało odpowiedź "Raczej tak".
Oznacza to, że łącznie aż 48 proc. wyborców partii Jarosława Kaczyńskiego rozważyłoby polityczną zmianę barw na ugrupowanie Morawieckiego. To wynik, który deklasuje polityczną konkurencję w walce o dusze prawicowych wyborców. Choć w skali całego kraju negatywny elektorat takiej inicjatywy jest ogromny (wynosi 73,2 proc.), a wyborcy Konfederacji reagują na nią alergicznie (86 proc. na "nie"), to dla jedności Zjednoczonej Prawicy te statystyki brzmią jak wyrok.

Czytaj więcej: Morawiecki w kolejnym Tańcu z gwiazdami? Padła propozycja nie do odrzucenia
Wojna domowa w PiS. "Harcerze", "Maślarze" i urwany wieszak
Konflikt w partii przestał być już tylko medialną spekulacją – stał się faktem, który trudno ukryć nawet przed kamerami. Wewnątrz ugrupowania trwa bezpardonowa walka między frakcją Morawieckiego (tzw. "harcerzami") a grupą jego przeciwników, określaną mianem "maślarzy", do której zaliczają się m.in. Przemysław Czarnek, Jacek Sasin czy Patryk Jaki. Apogeum tego sporu obserwowaliśmy w grudniu 2025 roku, gdy doszło do organizacji dwóch konkurencyjnych Wigilii.
Podczas gdy prezes świętował na Nowogrodzkiej, europoseł Waldemar Buda chwalił się w sieci, że u Morawieckiego bawiła się "prawie setka posłów". Frekwencja była tak duża, że impreza obrosła już legendą – jeden z uczestników relacjonował mediom, że "tylu nas było, że wieszak się urwał". Tego typu anegdoty tylko potęgują wrażenie chaosu, choć oficjalna narracja wciąż brzmi uspokajająco. Anonimowi politycy PiS nie gryzą się jednak w język, oceniając działania byłego premiera jako celową prowokację:
Bo inaczej nie można zrozumieć postępowania Morawieckiego, który chyba uwierzył w swoją wyjątkowość i swoje polityczne posłannictwo.
Inne źródła z wnętrza partii sugerują, że Mateusz Morawiecki prowadzi cyniczną grę. Nieobecność na posiedzeniu Prezydium Komitetu Politycznego to tylko jeden z sygnałów. Strategia ma być prosta: doprowadzić do sytuacji, w której to partia wyrzuci go ze swoich szeregów.
Wszystko wskazuje na to, że robią wszystko, żeby ich wyrzucić z partii. Wiedzą bowiem, że elektorat prawicowy bardzo nie lubi tych, którzy sami dokonują rozłamów.

Scenariusz, którego boi się Kaczyński. Sojusz z ludowcami?
Podczas gdy Marek Suski próbuje zaklinać rzeczywistość, twierdząc w mediach, że wewnętrzna rywalizacja to "obraz siły", nastroje na zapleczu są zgoła odmienne. Polityk związany z frakcją Zbigniewa Ziobry stawia sprawę jasno:
Z punktu widzenia wyborcy PiS-u to jest masakra, bo wyborca PiS-u nie chce żadnych podziałów.
Gra toczy się o najwyższą stawkę, a w kuluarach huczy od plotek o egzotycznych sojuszach. Nieoficjalnie mówi się, że w przypadku rozłamu, frakcja Morawieckiego mogłaby szukać porozumienia z PSL. Taki ruch stworzyłby centroprawicową alternatywę, odcinając się od radykalizmu Konfederacji i otwierając drogę do zupełnie nowych układanek koalicyjnych po wyborach w 2027 roku. Wzmocnieniem pozycji byłego premiera jest również taktyczny sojusz, jaki zawarł wewnątrz partii z Beatą Szydło – wciąż niezwykle popularną wśród twardego elektoratu.
Opozycja bacznie obserwuje ten spektakl. Michał Szczerba z KO punktuje bezlitośnie sytuację prezesa PiS:
To pokazuje, że ta frakcja Morawieckiego jednak ma duże wpływy w elektoracie PiS. To jest problem dla Kaczyńskiego w tym momencie, bo jak się podzielą, to przy istniejącej ordynacji wyborczej, ich sytuacja powyborcza będzie jeszcze bardziej skomplikowana.
Oficjalne zapewnienia o jedności brzmią coraz mniej wiarygodnie. Czy Jarosław Kaczyński zdoła utrzymać w ryzach partię, w której połowa wyborców jest gotowa pójść za buntownikiem? Czasu na zażegnanie kryzysu jest coraz mniej, a pęknięty wieszak na wigilii Morawieckiego może okazać się symbolem pękającej jedności całej Zjednoczonej Prawicy.